5.Festiwal czas zacząć
Spałam bardzo mocno. Obudził mnie
dopiero mój telefon. Zastanawiałam się kto mógłby tak wcześnie do mnie pisać
SMS. Mój błąd. Wcale nie było wcześnie. To budzik nie zadzwonił.
„Jak się masz Luno? Nie
wiem co się stało, ale gdzie ty jesteś?
Jest już dosyć późno, więc pospiesz się.”
Czytając SMS wiedziałam, że jest
po mnie. Miałam być w szkole dwadzieścia po siódmej, a już było wpół do ósmej.
Przewodnicząca mnie zabije. Jak burza wyskoczyłam z łóżka i z prędkością
światła zaczęłam się szykować. Zdążyłam nawet na tramwaj, którym Natan
codziennie jeździ do szkoły. Zdziwił się na mój widok. Doskonale wiedział, że
powinnam być dzisiaj wcześniej w szkole.
Wbiegłam do szkoły niczym
huragan, tratując ludzi na mojej drodze. Cud, że zdążyłam przed dzwonkiem.
Zadyszana wbiegłam do auli. Nie obeszło się bez reprymendy przewodniczącej.
Zostało jednak zbyt mało czasu do przedstawienia, aby drążyć powód mojego
spóźnienia. Szybko rozstawiliśmy się na swoich miejscach i rozpoczęliśmy próbę
generalną. Z ledwością wyrobiliśmy się przed dzwonkiem. Wraz z rozpoczęciem się
drugiej lekcji do sali zaczęli napływać uczniowie.
Apel nie należał do
najciekawszych, ale biorąc pod uwagę, że nie mieliśmy lekcji, nikt nie
narzekał. Na koniec przewodnicząca wraz
z dyrektorką wygłosiły mowę o bezpiecznych feriach zimowych, które rozpoczną
się już za dwa tygodnie. Po półtorej godziny na silę przeciągającego się apelu,
każda klasa ruszyła do swojej sali przygotować się na przyjazd gimnazjalistów. Moja
grupa dosłownie okupywała łazienki szkolne. Wszyscy musieli się przygotować i
ubrać galowe stroje.
Dzień Drzwi Otwartych rozpoczął
się. Do naszej szkoły przyjechało chyba 10 lub 12 gimnazjów z okolicy. Wraz z
moją koleżanką z klasy Kingą, witałyśmy wszystkich ciastkami w wejściu,
zapraszając do naszej kawiarenki, która okazała się świetnym pomysłem.
Zachwyciliśmy żeńską, jak i męską część klientów. Miny zaczerwienionych
gimnazjalistek, które traktowane przez chłopaków jak księżniczki zawstydzały
się, były po prostu bezcenne. Zresztą gimnazjaliści byli nie lepsi. Traktowanie
ich jak swoich panów przez dziewczyny z mojej klasy wyraźnie im schlebiało.
Byłam tak zajęta, że nawet nie
zauważyłam nieobecności Grześka, Natana i Szymona. Pojawili się dopiero koło
dwunastej. Ich widok przyprawił żeńską część gimnazjum o piski. Cała trójka
ubrana była w eleganckie, czarne garnitury. Wyglądali oszałamiająco. Każdy z
nich trzymał w ręce bukiet czerwonych róż, z czego do każdej była podpięta
karteczka ,,Zapraszamy we wrześniu”. Wręczali kwiaty tak szarmancko, że
niektórym dziewczyną uginały się nogi i mało nie mdlały. Po pewnym czasie podeszłam
do nich i powiedziałam z uznaniem:
-No, no, no! Kto by pomyślał, że podbijecie serca większości
gimnazjalistek.
-Większości? – zapytał z niedowierzaniem Szymon. – Chyba chciałaś powiedzieć
WSZYSTKIM gimnazjalistkom – dodał, na co Natan i Grzesiek zaczęli się śmiać.
- Jakaż skromność – dodałam i zaśmiałam się.
Po tej
krótkiej rozmowie wszyscy wróciliśmy do swoich zajęć. Jednak w międzyczasie
Grzesiek chciał zamienić ze mną słowo i odeszliśmy na chwilę w ustronne
miejsce.
-Jakby to… - zaczął nieporadnie. – Jak się czujesz?
-A jak mam się czuć? – zapytałam.
-No wiesz, chodzi mi o wczorajszy dzień – drążył dalej.
-Już wszystko w porządku – odpowiedziałam. – I przestań się martwić. Taka mina
do ciebie nie pasuje! – powiedziałam, aby rozluźnić atmosferę.
-Ach czyżby? – powiedział zmieniając wyraz twarzy i unosząc jedną brew do góry
– A więc mój kurdupelku, wolisz jak tak wyglądam?
-Wygląd, a zachowanie to dwie różne rzeczy – odpowiedziałam zirytowana moim
przezwiskiem.
Nie
minęła chwila, a zaczęliśmy się wyzywać. Zapewne trwało by to dalej, gdyby nie
Szymon, który usłyszawszy hałasy, przyszedł do nas.
-Moje gołąbeczki, koniec opierdzielania się – powiedział z
uśmiechem. – Kawiarenka sama się nie poprowadzi – dodał zaciągając nas z
powrotem do klasy.
Koło trzeciej wszystko się skończyło. Widząc
odjeżdżające autobusy gimnazjalistów, każdy z ulgą usiadł na krześle i w
milczeniu zaczął się relaksować. W końcu przerwałam ciszę zwracając się do
mojej klasy:
-Nie wiem jak wy, ale ja jestem padnięta – powiedziałam. – Muszę się raczej
przyzwyczaić, bo od kiedy uczęszczam tu do szkoły, jestem w tym stanie cały
czas.
-To to dopiero początek – zaśmiał się Przemek, jedne z moich klasowych kolegów. – Ty jeszcze nie byłaś z nami na
wycieczce. Tam to się dopiero cyrki dzieją – dodał siadając zmęczony
na krzesło.
Westchnęłam
tylko i już nic nie mówiłam. Zbierałam siły na wysprzątanie sali. W końcu klasa
zmobilizowała się i przed czwartą wszystko było uprzątnięte. Poszłam przebrać
się do łazienki. Nie czułam nóg. Chodzenie kilka godzin na obcasach jednak mi
nie służy. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy i udałam się do wyjścia. Na dworze
było już szaro. Nic dziwnego, w końcu mamy zimę. Nie zdążyłam nawet wyjść z
terenu szkoły, kiedy usłyszałam głos przewodniczącej. To powoli zakrawa o
prześladowanie. Ostatnio wszyscy coś ode mnie chcą.
-Potrzebuję twojej pomocy – powiedziała krótko i chwyciła mnie za rękę ciągnąc
za sobą.
Zdziwiona
uległam. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Przewodnicząca zachowywała się po
prostu dziwnie. Była podenerwowana, ale też impulsywna. Rozglądała się
energicznie na boki, czy nikt za nami nie idzie. W końcu doszłyśmy w pośpiechu
i milczeniu do pobliskiej kawiarenki. Przerwałam ciszę.
-Kaśka, po coś ty mnie tu zaciągnęła? – zapytałam. – Bez urazy, ale jestem
trochę zmęczona dzisiejszym dniem.
-Przepraszam…, przepraszam! – powiedziała zakłopotana. – No bo widzisz, ja… no
ten… Jak by to ująć? No bo wiesz, ja…
-Do rzeczy – powiedziałam lekko podirytowana.
-AAAA! Ciszej – przewodniczące machała przede mną energicznie dłońmi, jakby to
miało pomóc w ściszeniu mojego głosu. -
Chodzi o to, że ty bardzo dobrze znasz Szymona, prawda?
-No tak. I tylko o to chodzi? Podoba ci się, czy co? – zapytałam rozbawiona
sytuacją.
-Ciszej, proszę ciszej…
-I tak nas tu nikt nie zna, a tym bardziej nie podsłuchuje naszych rozmów –
odpowiedziałam zmęczona ta całą sytuacją. – To jak? Miałam rację?
-Nie do końca – odpowiedziała ściszonym głosem. – No bo wiesz, on ma takiego
fajnego brata Igora i… Jesteśmy w tym samym wieku i w ogóle… Co prawda chodzimy
do różnych klas, ale oboje jesteśmy w samorządzie i specjalnie zapisałam się na
koło informatyczne, aby go częściej widywać – opowiadała zaczerwieniona.
-O Matko Boska! Trafiło cię bardziej niż myślałam – mówiłam z niedowierzaniem.
-Ciii… - powiedziała przykładając palec wskazujący do ust. – I właśnie w tym
miejscu mam do ciebie prośbę. Znasz dobrze Igora. Mogłabyś mu coś o mnie
wspomnieć?
-No czy ja wiem? – odpowiedziałam przytłoczona całą sytuacją.
-Proszę cię! – powiedziała błagalnym tonem. –Znacie się długo i na dodatek
robicie wspólnie dekoracje na dyskotekę. Chociaż dowiedz się co o mnie myśli.
-A niby jak ja mam to zrobić? – zapytałam.
-Zaraz przedstawię ci mój plan, ale najpierw coś zamówmy – powiedziała
usatysfakcjonowana.
Nie
myślałam, że Kaśka jest aż tak zorganizowana. Ułożyła nawet plan mojego
zagadania do Igora. To mnie trochę przeraża. Jestem ciekawa, jak to wszystko ma
wyglądać. W czasie mojego rozmyślania kelnerka podała nam menu. Zamówiłam tylko
herbatę i kawałek ciasta w przeciwieństwie do przewodniczącej, która
postanowiła zjeść cały obiad. Wiedziałam, że tak szybko się od niej teraz nie
uwolnię. Po przyniesieniu nam jedzenia Kaśka zaczęła przedstawiać swój pomysł.
-No to teraz się skup – mówiła podniośle. – W dzień przed imprezą podejdziesz
do Szymona i powiesz mu, że chcesz przesłuchać piosenki jakie jego brat
przygotował na imprezę. Z tego co mi wiadomo, to muzyka zostanie zgrana przez Igora dopiero w czwartek wieczorem, więc nie
ma mowy, aby spławił cię dając płytę z gotowymi kawałkami. Będzie musiał zabrać
cię do domu, gdzie będzie też Igor. Wtedy do niego zagadasz. Zapytasz się co o
mnie sądzi i wymienisz moje zalety – mówiła tak szybko i z takim
podekscytowaniem, że mało nie wybuchłam śmiechem.
-No dobrze. Tylko co ja z tego będę miała? – zapytałam bawiąc się deserowym
widelczykiem.
-Nie zrobiłabyś tego w ramach naszej przyjaźni? – odpowiedziała milutkim
głosem, ale widząc mój wyraz twarzy dodała zrezygnowana. – Dostaniesz wszystkie
pisane przeze mnie sprawdziany i kartkówki z zeszłego roku. Mam je w teczce w
domu. Nauczyciele z roku na rok dają przeważnie to samo na klasówkach.
-Stoi!– powiedziałam z uśmiechem i wyciągnęłam do niej rękę w celu
przypieczętowania umowy.
-Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem. – To wspaniale! – krzyknęła ściskając
mi rękę.
Jeszcze
chwilę pogadałyśmy, ale Kaśka widząc już moje zmęczenie szybko zakończyła
rozmowę. Pożegnałyśmy się i rozstałyśmy w świetnych nastrojach. No dobrze. To
przewodnicząca miała świetny nastrój, ja wręcz przeciwnie. Byłam padnięta, a
ponad to musiałam zgrywać idiotkę przed Szymonem i Igorem.
Wsiadając
do tramwaju, myślałam jak to wszystko rozegrać. Co prawda przewodnicząca
przedstawiła mi szczegółowy plan mojego postępowania, ale i tak muszę wymyślić
jak zagadać odpowiednio do Igora. Na pewno będzie ciężko. Pomyślałam i wydałam
z siebie ciche westchnienie.
***
Otwierając
drzwi do mieszkania mało nie zemdlałam. Wcale nie były zamknięte na klucz.
Jestem pewna, że wychodząc zatrzasnęłam je. Do tego słyszę jakieś dźwięki
wydobywające się z wewnątrz. Szybko złapałam za komórkę i wybrałam numer 997.
Niepewnym krokiem weszłam do środka i mało nie wyszłam z siebie.
-CO. WY. TU. DO. CHOLERY.
ROBICIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! - krzyknęłam
widząc bliźniaków grających na palystation, które nie wiadomo jakim cudem
znalazło się u mnie w domu. – Wiecie jak się przez was idioci wystraszyłam!?
-O cześć siostra! – powiedział Łukasz. - Wystraszyła? Czemu? Przecież Bartek
wysłał ci SMS.
-Jak to ja? – powiedziała Bartek. – Przecież ty go miałeś wysłać!
-Ty ofermo! Nie ja tylko ty!
Kiedy
bliźniaki zaczęły się kłócić mnie zalała wściekłość. Stałam zmęczona,
zaskoczona, zła na środku pokoju, mając w mieszkaniu, w którym chciałam się
wyciszysz, dwójkę ostatnich osób jakie chciałabym dziś zobaczyć. Widząc moją irytację bliźniaki się uspokoiły
i przestraszeni spojrzeli na mnie.
-PRECZ! – wrzasnęłam i wskazałam im palcem wyjście.
-No i tu pojawia się problem – zaczął Łukasz.
-Widzisz, w naszym internacie robią jakieś remonty – ciągnął Bartek. – Wszystko
było by ok, gdyby nie to, że naprawiają również nasz pokój.
-I co z tego? Przecież nie pracują o pierwszej w nocy. Chyba macie spokój po
szesnastej? - zapytałam nie oczekując odpowiedzi.
-Hałasy to nie problem – powiedział Łukasz. – Chodzi o to, że… zresztą sama
zobacz.
Bartek
wyciągnął telefon i zaczął czegoś w nim szukać. Nagle pokazał mi zdjęcie na komórce.
Widząc je po prostu zamarłam. Zobaczyłam na nim pokój bliźniaków. Ściany
działowej w ogóle nie było. Pusta przestrzeń nie licząc rur. Z łatwością można
było przejść do pokoju obok.
-Co tam się stało? – zapytałam zszokowana zdjęciem.
-Hah, powiedzmy, problem z rurami i wodą z łazienki – powiedział Bartek.
-Rzadko cię o coś prosimy – powiedział zdruzgotany Łukasz – ale przenocuj nas –
mówił błagalnym tonem.
-Pufff… No dobrze, ale ile wy tu macie zamiar urzędować? – zapytałam
niechętnie.
-DZIĘKUJEMY! – powiedzieli równocześnie. – Nie dłużej niż tydzień.
-Tydzień?! – wrzasnęłam.
Moje
krzyknięcie i tak zostało zignorowane. Bliźniaki były już zbyt zajęte
rozpakowywaniem się. Dobrze, że mam jeden wolny pokój. Przynajmniej nie będą
okupywać mi salonu. Nie było tak źle. Za nocleg bracia obiecali robić zakupy i
wykonywać wszystkie obowiązki domowe. Umowa fajna, ale ile z tego wypali, to
dopiero się okaże.
Poszłam
wziąć prysznic. Łukasz i Bartek widząc moje zmęczenie dali mi już spokój.
Wychodząc z łazienki byłam mile zaskoczona. Okazała się, że bliźniaki zrobiły
kolację. Ciepły posiłek. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam coś ciepłego w
tym mieszkaniu, nie licząc zupek chińskich. Widząc spaghetti mało nie zamarłam.
Wyglądało świetnie, smakowało też nieziemsko.
-To jest boskie – powiedziałam z widelcem w buzi.
-HaHa rozmawiasz z masterami gotowania – powiedział Bartek.
-A tak na marginesie – zaczął Łukasz – mięliśmy zająć się obowiązkami domowymi,
to czemu się dziwisz?
Czar
prysł, kiedy po kolacji znalazłam paragon z pobliskiej knajpy. Dobrze, że
przynajmniej pozmywali naczynia. Może nie ugotowali kolacji, ale chociaż za nią
zapłacili. Cieszy mnie, że się starają nie złamać umowy. Po posiłku poszliśmy
wspólnie obejrzeć jakiś film. Około jedenastej zmęczona ruszyłam do pokoju i
usnęłam w mgnieniu oka.
Bliźniaki w mieszkaniu, akcja z
przewodniczącą, mam wrażenie, że festiwal zaczyna się dla mnie dopiero teraz.
***
Oto i kolejny rozdział. Bałam się, że go nie dodam, bo zgubiłam gdzieś pendrive z tym opowiadaniem :O Na szczęście się znalazł. Uff.. Ostatnio mam coś brak weny :( Już kilka dni tkwię w 8 rozdziale i go skończyć nie mogę... Mam nadzieję, że jakoś z tego wybrnę :D
Skąd ja znam ten blok. :D Czasem potrafię kilka godzin siedzieć i wgapiać się w ostatnią linijkę swojego rozdziału, a i tak nie jestem w stanie napisać nic więcej.:D
OdpowiedzUsuńPolubiłam bardzo bliźniaków. :D
Takie akcje na dni otwarte to ja rozumiem! Zazwyczaj są tylko nudne apele, jakieś tam ulotki rozdają (mowa teraz o naszej rzeczywistości), a tutaj miłe zaskoczenie.
Czekam na kolejny rozdział. :3
Coś wiem o tych nudnych dniach otwartych w Polsce xD Dlatego trochę je ubarwiłam ^^
UsuńI znów rewelacyjne opowiadanie! :)
OdpowiedzUsuńNa prawdę lubię je czytać :)
Pozdrawiam i zapraszam do nas, na nowy post,
http://codziennebeagle.blogspot.com/
Dziękuję :)
UsuńJeeeej on jest rewelacyjny. Długi ale boski. Na początku nie zaciekawiła mnie treść, później coraz chętniej czytałam kolejne linijki. Świetnie piszesz;) Życzę dużo weny;)
OdpowiedzUsuńmogłabyś powiadomić o kolejnym rozdziale? Byłabym wdzięczna:) Zajrzyj do mnie:)
http://my-life-my-dreams-my-story.blogspot.com/
Cieszy mnie, że ci się podoba :) Powiadomię cię o kolejnym rozdzilae :)
Usuń