12.Zaczynamy!
Wysiadłam
z autobusu i od razu zaczęłam zachwycać się świeżym, górskim powietrzem.
Ruszyłam po swoje bagaże. Trochę ciężkie, ale skoro dałam radę zatargać je do
autokaru, to i teraz dam radę do hotelu. Nie musiałam się jednak wysilać. Cały
czas był ze mną Karel, i mimo mojej odmowy, dosłownie wymusił swoją pomoc.
Zbierając się na zbiórkę wpadłam na Kaśkę.
-Jeszcze raz najmocniej cię za wszystko przepraszam –
zaczęła, składając ręce w błagalnym geście.
-Za nic nie przepraszaj – odpowiedziałam z uśmiechem. – Cieszę się, że tak
postąpiłaś. Zresztą miałam towarzystwo, prawda? – dodałam wesoło wskazując ręką
na Karela.
-Ahamm – odburknęła sucho i poszła.
Byłam
kompletnie zdezorientowana. Jeszcze przed chwilą wesoło mnie przepraszała, a
teraz nagle spochmurniała i bez słowa odeszła. Nie rozumiałam jej zachowania,
ale na razie nie chciałam zaprzątać sobie tym głowy.
Zaczęło
się ściemniać. Dziś nie było już mowy o zwiedzaniu czy udaniu się w góry, więc
całą grupą ruszyliśmy do hotelu. Po dotarciu na miejsce zaczęto przydzielać nam
pokoje. Jestem w jednym z Kaśką, Karoliną oraz Nikolą. Tych dwóch kompletnie nie znałam. Były to klasowe
koleżanki przewodniczącej. Trochę to śmieszne. Mam o wiele więcej znajomych
płci męskiej niż żeńskiej.
Otworzyłyśmy
drzwi do skromnego pokoju, w którym była łazienka, dwie nocne szafki, po jednej
na każde piętrowe łóżko, oraz wielka na prawie całą ścianę komoda, w której
każda z nas znalazła miejsce na upchniecie swoich rzeczy.
Szybko
poradziłyśmy sobie z rozpakowywaniem. Jak burza po wszystkim pobiegłam zaklepać
łóżko u góry. Zdążyłam. Jedyne czego nienawidzę w trakcie snu, to poczucie, że
nade mną ktoś jest. Kaśka skora do kompromisów wzięła łóżko pode mną. Jej
koleżanki również w miarę pokojowo podzieliły się miejscami.
Około
dziewiętnastej zawołali nas na obiadokolację. Nareszcie, bo umierałam z głodu.
Szwedzki stół. Typowe na tego typu wycieczkach. Po nabraniu na talerz potraw
rozglądałam się za wolnym miejscem. Nie trwało to długo.
-TUTAJ! – wydarła się Kaśka klepiąc otwartą ręką w wolne miejsce między nią a
Grześkiem.
Całość
wyglądała dość komicznie, ale skoro wszędzie były już pozajmowane miejsca, to i
tak nie miałam wyboru. Nad wyraz żywa Kaśka, w momencie kiedy
usiadłam obok niej zaczęła mnie totalnie olewać.
-Poddaję się – burknęłam pod nosem.
-Mówiłaś coś? - zapytał nagle Grzesiek odrywając się od rozmowy z Natanem.
-Nie, nic – westchnęłam biorąc się za jedzenie.
-Ostatnio dziwnie się zachowujesz – powiedział przyglądając mi się.
-Ja? Bardzo możliwe – zaśmiałam się ciężko. – Ale to raczej wina przemęczenia.
-A co cię tak zmęczyło? – zapytał zdziwiony.
-Życie – odpowiedziałam oschle. – Kaśka ostatnio ma jakieś humory. Nie wiem
kompletnie o co jej chodzi.
-Może jest w ciąży? – zażartował.
-No chyba zgłupiałeś – zaśmiałam się.
Trochę
rozluźniliśmy atmosferę. Mam nadzieję, że przewodnicząca tego nie słyszała.
Zapewne skończyło by się to dla nas bardzo boleśnie. Pokończyliśmy posiłek i
powróciliśmy do pokoi. Powiedziano nam, że dzisiaj mamy nabrać sił, bo jutro
ruszamy ostro ze zwiedzaniem.
Wraz z
dziewczynami dogadałyśmy się, że żadna nie będzie zbyt długo dzisiaj
przesiadywać. Uzgodniłyśmy szybko kolejność do łazienki i zaraz po umyciu
miałyśmy iść spać. Jednak było za wcześnie. Zaczęły się babskie ploty. Zapewne
rozmawiałybyśmy dłużej, gdyby nie fakt, że siostrą mojej współlokatorki Nikoli
jest Kinga, należąca do świty Angeliki. Całą czwórką postanowiły złożyć wizytę
w naszym pokoju. Jak tylko zobaczyłam Angelikę zaczęło się we mnie gotować.
-Wychodzę – powiedziałam szybko rzucając Angelice zimne spojrzenie.
Kaśka
próbowała mnie chyba zatrzymać, ale szybko zatrzasnęłam za sobą drzwi. Dobrze,
że nie miałam na sobie typowej pidżamy tylko t-shirt i krótkie spodenki. Byłoby
mi raczej głupio paradować przez hotelowy korytarz w koszuli nocnej lub komplecie
w księżyce i gwiazdki.
Bez
chwili zastanowienia wparowałam do pokoju Natana. Dosłownie przez przypadek
dowiedziałam się pod jakim numerem jest on wraz z Grześkiem i Szymonem. Nic nie
mówiąc usiadłam na jednym z łóżek i nadymałam ze złości policzki.
-Eem e pff. Nie pomyliłaś pokoi? – zapytał zszokowany moją obecnością Natan.
-Nie żebyśmy bronili ci tu zostać czy coś… - zaczął Grzesiek.
-Ale nauczyciele zamordują i ciebie i nas jak cię tu znajdą – dokończył Szymon.
-Angelika jest u mnie w pokoju – rzuciłam im zimne spojrzenia.
Nie musiałam
już nic więcej dodawać. Chłopaki zajęli się sobą pozwalając przeczekać mi
huragan szalejący w moim pokoju. Podkuliłam nogi i zaczęłam robić coś na
telefonie. Robiło się późno. Napisałam do Kaśki czy Angelika opuściła już
pokój. Dostałam przeczącą odpowiedź. Zaczęłam przyglądać się grającym na
playstation chłopakom. Nie miałam pojęcia jak je tu przemycili. Oczy same
zaczęły mi się kleić. Nie wiedziałam kiedy po prostu usnęłam.
Rano
obudził mnie budzik z czyjejś komórki. Przez chwilę nie docierało do mnie, że
zasnęłam w cudzym pokoju. Nagle poczułam szturchnięcie palcem w policzek.
-Hej, lepiej szybko wracaj do siebie, bo może być nie ciekawie jak wejdzie
nauczyciel – usłyszałam głos Grześka.
-Co? Jak? – zapytałam zaspana. – Co ty tu robisz? – mówiłam zapomniawszy o tym, że to nie moje łóżko.
-To moja kwestia – zaczął. – Przez ciebie musiałem dziś spać na siedząco. Plecy
mnie bolą.
-CZEMU MNIE NIE OBUDZILIŚCIE WCZEŚNIEJ! – wydarłam się.
Szybko, ale i ostrożnie, wracając do swojego pokoju.Uchyliłam
drzwi. Dziewczyny jeszcze spały. To moja szansa. Kocimi ruchami weszłam na
swoje łóżko. Przy odrobinie szczęścia
pomyślą, że wróciłam wczoraj jak już spały. Ledwie nakryłam się kołdrą kiedy z
telefonu Kaśki ozwał się budzik. Nie spiesząc się zaczęła wymacywać go na
szafce nocnej.
-Kaśka wyłącz to – powiedziała zaspanym głosem Karolina.
-Najchętniej bym ci teraz coś zrobiła, ale nie chce mi się wstać – mówiła
Nikola równie ospałym tonem co poprzedniczka.
-Właśnie. Widzieliście Lunę? – zaczęła przewodnicząca.
-Przecież tu jestem – powiedziałam udając lekko zirytowaną i wychylając głowę,
aby nawiązać kontakt wzrokowy z Kaśką.
-Kiedy wróciłaś? – zapytała zdziwiona na mój widok, ziewając przy okazji.
-Późno – odpowiedziałam przewracając się na drugi bok. – Niech ktoś idzie teraz
do łazienki. Ja nie mam siły wstawać.
-Na mnie nie patrzcie – zaczęła Nikola. – Te pięć minut snu będzie dla mnie
zbawienne.
-Popieram panią nade mną – powiedziała Karolina. – Zresztą. Kaśka, to ty
ustawiłaś budzik.
-Och, niech wam już będzie – uległa. – Poświęcę się i pójdę pierwsza.
Usłyszałam
kroki przewodniczącej, która powoli stoczyła się z łóżka. Idąc w stronę
łazienki lekko się przeciągnęła i przetarła oczy. Powoli każda z nas zaczęła
doprowadzać się do porządku. Około dziewiątej zeszliśmy na śniadanie zajmując w
jadalni te same miejsca co poprzednio.
-Hej Luna – przywitał mnie już na miejscu Natan. – Wygodnie ci się u nas…
-Cicho!!! – wrzasnęłam przykładając mu rękę do ust.
-Co? – zapytała przewodnicząca rzucając mi dziwne spojrzenie.
-A nie nic – zaczęłam szybko zmieniać temat.
Niech
to, że dzisiejszą noc nie spędziłam u siebie w pokoju, zostanie tylko i
wyłącznie między naszą czwórką. Tylko tego mi brakuje, aby rozeszła się plota. Szybko
zjadłam śniadanie i równie prędko poszłam do pokoju ciepło się ubrać. Prawie
zapomniałabym o aparacie. Na szczęście Kaśka mi o nim przypomniała.
Dobraliśmy
się w luźne grupy i zaczęliśmy realizować plan wycieczki. Pogoda nam
dopisywała. Było delikatnie na minusie, przez co śnieg nie rozpuszczał się i można
było spokojnie się poruszać. Naszym dzisiejszym planem było zwiedzenie miasta,
a następnie udanie się na narty.
Zobaczyliśmy
parę starych budynków i zabytków. Na rynku dali nam trochę wolnego czasu.
Wszyscy zaczęli kupować pamiątki lub udawali się do kawiarni, aby ogrzać się
przy gorącym napoju. Ja w tym czasie udałam się do księgarni. Postanowiłam
kupić sobie coś do poczytania w razie jakbym nie mogła zasnąć lub na powrotną
drogę autobusem.
-Luna! – usłyszałam głos moich lokatorek z pokoju. – Strzel nam zdjęcie –
zawołały równocześnie.
Zapłaciłam
za książkę i wyszłam robić fotografie. Zimowe pejzaże wychodzą w obiektywie
naprawdę przepięknie. Sfotografowałam znajomych, wygłupiających się chłopaków,
wywrotkę Kaśki na oblodzonym chodniku i zabytki. Podobało mi się moje zajęcia,
ale miało ono jeden wielki minus. Podczas robienia zdjęć nie mogłam mieć
rękawiczek na dłoniach. Palce strasznie mi zmarzły i zrobiły się czerwone.
Zawiesiłam aparat na szyi i próbowałam rozgrzać dłonie oddechem.
-Trzymaj – nagle zza moich pleców wyskoczył Grzesiek wręczając mi kubek z
gorącą czekoladą.
-Ratujesz mi życie – zawołałam wdzięcznym tonem.
-Ktoś powinien cię zmienić – dodał.
-Ja mogę! – wrzasnęła Nikola podbiegając do nas i dosłownie wyrywając mi
aparat.
Szybko
włożyłam rękawiczki i upiłam trochę napoju. Wraz z Grześkiem zaczęliśmy szukać
Natana i Szymona. To co zobaczyliśmy po ich odszukaniu nie można nawet
skomentować.
-Złaź! – krzyknął Szymon do przyjaciela.
-Nikola strzel mi fotę. Szybko bo spadam!
Ujrzeliśmy
Natana przeskakującego przez ogrodzenie i wspinającego się na pobliską rzeźbę.
Przedstawiała jakiegoś poetę siedzącego na krześle. Usiadł zabytkowi na kolana
i kazał zrobić sobie zdjęcie zanim ktoś się nie spostrzeże.
-Czy ty się poddusiłeś pępowiną podczas porodu? – krzyknął do niego Grzesiek.
-No mówiłem idiocie, aby zlazł, ale nie słucha – dodał Szymon zabawnie
gestykulując rękoma.
-Mam wszystko pod kontrolą – krzyknął Natan.
Nie
miał. W momencie schodzenia na dół poślizgnęła mu się noga i chłopak runął w pobliską
zaspę. Po chwili energicznie wstał zapewniając wszystkich, że nic mu nie jest.
Zebraliśmy
się grupą we wcześniej wyznaczonym miejscu na zbiórkę i ruszyliśmy na stok. Po
wypożyczeniu nart każdy, lepiej lub gorzej, starał się sunąć po śniegu. Byłam kilka
razy w górach więc jazda nie sprawiała mi najmniejszego problemu. Nie można
jednak było tego powiedzieć o Kaśce, która z trudem utrzymywała się na nogach.
W końcu usiadła ,,oburzona” na śniegu i powiedziała, że dalej nie jedzie, mimo
że dopiero byliśmy w drodze na wyciąg.
-Nie ma mowy! – darła się na każdego, kto namawiał ją do dalszej jazdy.
W końcu
podjechałam do niej i szarpnęłam mocno za rękę. Dosłownie siłą wciągnęłam ją na
wyciąg. Zmęczona przewodnicząca po dojechaniu na szczyt nie chciała nawet
schodzić z krzesełka.
-Patrz. Stoki dzielą się na dwa. Ten łagodniejszy i bardziej stromy – wskazałam
jej ręką. – Zjedź po tym łatwiejszym, a na pewno nauczysz się jeździć.
-Skoro tak mówisz – spojrzała niepewnie.
-Dziewczyny! – w naszą stronę zaczęły się zbliżać nasze współlokatorki. –
Jeszcze nie zjeżdżacie? Na co czekacie? – zaśmiała się Nikola.
-Kaśka co stoisz jak kołek – Karolina klepnęła Kaśkę w ramię.
,,Pokrzepiające”
szturchnięcie okazało się być najgorszym błędem świata. Stałyśmy bardzo blisko trudniejszego
stoku, a Kaśka nim zdążyłyśmy została tam przymusowo pchnięta.
-POMOCY!!! – ujrzeliśmy tylko oddalającą się Kaśkę, która pokonywała trasę
odwrócona do nas a nie przed siebie.
-Odwróć się idiotko! – krzyknęła Karolina.
-NIE UMIEM!!! – odwrzeszczała prawie zaryczana Kaśka.
-Teraz i tak jej już nie dogonimy – powiedziała Nikola. – Ale moment, w którym
ktoś pokonuje stok będąc odwróconym trzeba uwiecznić – dodała z ognikami w
oczach fotografując bladą jak ściana przewodniczącą.
Jej
rychły upadek również znalazł się w pamięci aparatu. Nie powinnam, ale ze
śmiechu mało nie pękłam. Zjechałyśmy do Kaśki, która wyglądała jakby przed
chwilą zobaczyła ducha. Blada podniosła się do pozycji siedzącej i spokojnie
zaczęła odpinać narty.
-Nigdy… Nigdy więcej… Nawet jeśli mieliby mnie pokroić… NIE WŁOŻĘ TEGO
BADZIEWIA NA NOGI!!! – wydarła się na nas i ruszyła oddać narty.
Towarzyszyłyśmy
Kaśce całą drogę. Nikola oczywiście nie przyznała się, że sfotografowała tę
sytuację. Przewodnicząca od razu wyrwałaby jej aparat i pousuwała zdjęcia. Tak
przynajmniej mamy fajną pamiątkę.
-Właśnie… - Kaśka nagle się zatrzymała. – Karolina! To wszystko twoja wina! –
zaczęła ją gonić.
-To ja czekam na dole – zrzuciła szybko Karolina i zjechała na nartach
uciekając przewodniczącej.
Stok
był bardzo blisko naszego hotelu, więc każdy mógł wracać do pokoju kiedy tylko
chciał. Nasza czwórka przybyła najprawdopodobniej jako ostatnia. W świetnych
humorach weszłyśmy do pokoju. Każda z nas wspominała ekstremalny wyczyn Kaśki z
przeogromnym uśmiechem na ustach.
-Przepraszam was na chwilę – wyszłam z pokoju, gdyż zadzwonili bliźniacy.
Chwile
z nimi pogadałam. Upewniłam ich, że żyję, nic mi nie jest, nie nudzę się, a
pogoda jest cudowna. Rozmawialiśmy około dziesięć minut po czym rozłączyliśmy
się. Już miałam wrócić do pokoju, kiedy goście ze wczoraj postanowili złożyć
nam znowu wizytę. Przyjaciółki Angeliki weszły do pokoju ona zaś została na
korytarzu. Zapanowała niezręczna cisza.
-Jeśli masz ochotę na pogaduchy, to rób to w swoim pokoju.
Dziś chcę się wyspać – rzuciłam i zaczęłam iść przed siebie.
-Przepraszam… - powiedziała cicho.
-Co? – na te słowa stanęłam jak wryta.
-Za wszystko. Włosy też…
-Co ty…? – nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Na pewno nasłuchałaś się o mnie wielu okropnych rzeczy – mówiła tonem jakiego
nigdy wcześniej u niej nie słyszałam. Nadęty i wywyższający się głos zmienił
się w pełen skruchy. – Nie powiem, że są to kłamstwa, bo sama bym w tej chwili
nie mówiła prawdy. Ale… Poczułabym się znacznie lepiej jakbyśmy zakończyły ten
chory spór.
-Co ty próbujesz osiągnąć? – zapytałam podejrzliwie.
-Absolutnie nic – rzuciła mi smutne spojrzenie. – Ja tylko… Byłam tak ślepo
zapatrzona w Grześka, że posunęłam się do strasznych rzeczy. Może po prostu
byłam zazdrosna, o to że rozmowa z nim przychodzi ci tak łatwo. Jednak chcę to
odkręcić!
-Wiesz… Chciałabym ci uwierzyć, ale nie mogę – ruszyłam w stronę mojego pokoju i zamykając za sobą drzwi usłyszałam słowa, które trochę namąciły mi w głowie.
-Masz prawo…
Po mnie
do pokoju po dłuższej chwili weszła Angelika. Szybko wkręciła się w rozmowę z
dziewczynami. Ja zaś położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać zakupioną
wcześniej książkę. Przynajmniej próbowałam… Nie mogłam się skupić. W pewnym
momencie opuściłam sobie książkę na oczy i zaczęłam rozmyślać. Może ona
faktycznie zasługuje na drugą szansę? Postaram się jakoś ją zaakceptować, ale
będę ostrożna.
Podeszłam
do dziewczyn i powoli dołączyłam do rozmowy. Na początku było dość napięcie. Wszystkich
zdziwił nagły pokój między mną a Angeliką. Lecz w końcu zaczęliśmy beztrosko rozmawiać. Sklepy, zakupy, chłopaki… Babskie pogaduchy. Czy to
naprawdę była ta sama Angelika sprzed dwóch tygodni?
***
Zmiany!!! Zdarzało się, że rozdziały pojawiały się już w czwartek po południu. Teraz niestety nie będę miała czasu dodawać postów w tym terminie. Rozdziały będą między piątkiem wieczór a sobotą.