piątek, 5 września 2014


12.Zaczynamy!
                Wysiadłam z autobusu i od razu zaczęłam zachwycać się świeżym, górskim powietrzem. Ruszyłam po swoje bagaże. Trochę ciężkie, ale skoro dałam radę zatargać je do autokaru, to i teraz dam radę do hotelu. Nie musiałam się jednak wysilać. Cały czas był ze mną Karel, i mimo mojej odmowy, dosłownie wymusił swoją pomoc. Zbierając się na zbiórkę wpadłam na Kaśkę.
-Jeszcze raz najmocniej cię za wszystko przepraszam – zaczęła, składając ręce w błagalnym geście.
-Za nic nie przepraszaj – odpowiedziałam z uśmiechem. – Cieszę się, że tak postąpiłaś. Zresztą miałam towarzystwo, prawda? – dodałam wesoło wskazując ręką na Karela.
-Ahamm – odburknęła sucho i poszła.

                Byłam kompletnie zdezorientowana. Jeszcze przed chwilą wesoło mnie przepraszała, a teraz nagle spochmurniała i bez słowa odeszła. Nie rozumiałam jej zachowania, ale na razie nie chciałam zaprzątać sobie tym głowy.
               Zaczęło się ściemniać. Dziś nie było już mowy o zwiedzaniu czy udaniu się w góry, więc całą grupą ruszyliśmy do hotelu. Po dotarciu na miejsce zaczęto przydzielać nam pokoje. Jestem w jednym z Kaśką, Karoliną oraz Nikolą. Tych dwóch kompletnie nie znałam. Były to klasowe koleżanki przewodniczącej. Trochę to śmieszne. Mam o wiele więcej znajomych płci męskiej niż żeńskiej.
                Otworzyłyśmy drzwi do skromnego pokoju, w którym była łazienka, dwie nocne szafki, po jednej na każde piętrowe łóżko, oraz wielka na prawie całą ścianę komoda, w której każda z nas znalazła miejsce na upchniecie swoich rzeczy.
                Szybko poradziłyśmy sobie z rozpakowywaniem. Jak burza po wszystkim pobiegłam zaklepać łóżko u góry. Zdążyłam. Jedyne czego nienawidzę w trakcie snu, to poczucie, że nade mną ktoś jest. Kaśka skora do kompromisów wzięła łóżko pode mną. Jej koleżanki również w miarę pokojowo podzieliły się miejscami. 
                Około dziewiętnastej zawołali nas na obiadokolację. Nareszcie, bo umierałam z głodu. Szwedzki stół. Typowe na tego typu wycieczkach. Po nabraniu na talerz potraw rozglądałam się za wolnym miejscem. Nie trwało to długo.
-TUTAJ! – wydarła się Kaśka klepiąc otwartą ręką w wolne miejsce między nią a Grześkiem.

                Całość wyglądała dość komicznie, ale skoro wszędzie były już pozajmowane miejsca, to i tak nie miałam wyboru. Nad wyraz żywa Kaśka, w momencie kiedy usiadłam obok niej zaczęła mnie totalnie olewać.
-Poddaję się – burknęłam pod nosem.
-Mówiłaś coś? - zapytał nagle Grzesiek odrywając się od rozmowy z Natanem.
-Nie, nic – westchnęłam biorąc się za jedzenie.
-Ostatnio dziwnie się zachowujesz – powiedział przyglądając mi się.
-Ja? Bardzo możliwe – zaśmiałam się ciężko. – Ale to raczej wina przemęczenia.
-A co cię tak zmęczyło? – zapytał zdziwiony.
-Życie – odpowiedziałam oschle. – Kaśka ostatnio ma jakieś humory. Nie wiem kompletnie o co jej chodzi.
-Może jest w ciąży? – zażartował. 
-No chyba zgłupiałeś – zaśmiałam się.

                Trochę rozluźniliśmy atmosferę. Mam nadzieję, że przewodnicząca tego nie słyszała. Zapewne skończyło by się to dla nas bardzo boleśnie. Pokończyliśmy posiłek i powróciliśmy do pokoi. Powiedziano nam, że dzisiaj mamy nabrać sił, bo jutro ruszamy ostro ze zwiedzaniem.
               Wraz z dziewczynami dogadałyśmy się, że żadna nie będzie zbyt długo dzisiaj przesiadywać. Uzgodniłyśmy szybko kolejność do łazienki i zaraz po umyciu miałyśmy iść spać. Jednak było za wcześnie. Zaczęły się babskie ploty. Zapewne rozmawiałybyśmy dłużej, gdyby nie fakt, że siostrą mojej współlokatorki Nikoli jest Kinga, należąca do świty Angeliki. Całą czwórką postanowiły złożyć wizytę w naszym pokoju. Jak tylko zobaczyłam Angelikę zaczęło się we mnie gotować.
-Wychodzę – powiedziałam szybko rzucając Angelice zimne spojrzenie.

                Kaśka próbowała mnie chyba zatrzymać, ale szybko zatrzasnęłam za sobą drzwi. Dobrze, że nie miałam na sobie typowej pidżamy tylko t-shirt i krótkie spodenki. Byłoby mi raczej głupio paradować przez hotelowy korytarz w koszuli nocnej lub komplecie w księżyce i gwiazdki.
           Bez chwili zastanowienia wparowałam do pokoju Natana. Dosłownie przez przypadek dowiedziałam się pod jakim numerem jest on wraz z Grześkiem i Szymonem. Nic nie mówiąc usiadłam na jednym z łóżek i nadymałam ze złości policzki.
-Eem e pff. Nie pomyliłaś pokoi? – zapytał zszokowany moją obecnością Natan.
-Nie żebyśmy bronili ci tu zostać czy coś… - zaczął Grzesiek.
-Ale nauczyciele zamordują i ciebie i nas jak cię tu znajdą – dokończył Szymon.
-Angelika jest u mnie w pokoju – rzuciłam im zimne spojrzenia.

                Nie musiałam już nic więcej dodawać. Chłopaki zajęli się sobą pozwalając przeczekać mi huragan szalejący w moim pokoju. Podkuliłam nogi i zaczęłam robić coś na telefonie. Robiło się późno. Napisałam do Kaśki czy Angelika opuściła już pokój. Dostałam przeczącą odpowiedź. Zaczęłam przyglądać się grającym na playstation chłopakom. Nie miałam pojęcia jak je tu przemycili. Oczy same zaczęły mi się kleić. Nie wiedziałam kiedy po prostu usnęłam.
                Rano obudził mnie budzik z czyjejś komórki. Przez chwilę nie docierało do mnie, że zasnęłam w cudzym pokoju. Nagle poczułam szturchnięcie palcem w policzek.
-Hej, lepiej szybko wracaj do siebie, bo może być nie ciekawie jak wejdzie nauczyciel – usłyszałam głos Grześka.
-Co? Jak? – zapytałam zaspana. – Co ty tu robisz? – mówiłam zapomniawszy o tym, że to nie moje łóżko. 
-To moja kwestia – zaczął. – Przez ciebie musiałem dziś spać na siedząco. Plecy mnie bolą.
-CZEMU MNIE NIE OBUDZILIŚCIE WCZEŚNIEJ! – wydarłam się.

                Szybko, ale i ostrożnie, wracając do swojego pokoju.Uchyliłam drzwi. Dziewczyny jeszcze spały. To moja szansa. Kocimi ruchami weszłam na swoje łóżko.  Przy odrobinie szczęścia pomyślą, że wróciłam wczoraj jak już spały. Ledwie nakryłam się kołdrą kiedy z telefonu Kaśki ozwał się budzik. Nie spiesząc się zaczęła wymacywać go na szafce nocnej.
-Kaśka wyłącz to – powiedziała zaspanym głosem Karolina.
-Najchętniej bym ci teraz coś zrobiła, ale nie chce mi się wstać – mówiła Nikola równie ospałym tonem co poprzedniczka.
-Właśnie. Widzieliście Lunę? – zaczęła przewodnicząca.
-Przecież tu jestem – powiedziałam udając lekko zirytowaną i wychylając głowę, aby nawiązać kontakt wzrokowy z Kaśką.
-Kiedy wróciłaś? – zapytała zdziwiona na mój widok, ziewając przy okazji.
-Późno – odpowiedziałam przewracając się na drugi bok. – Niech ktoś idzie teraz do łazienki. Ja nie mam siły wstawać.
-Na mnie nie patrzcie – zaczęła Nikola. – Te pięć minut snu będzie dla mnie zbawienne.
-Popieram panią nade mną – powiedziała Karolina. – Zresztą. Kaśka, to ty ustawiłaś budzik.
-Och, niech wam już będzie – uległa. – Poświęcę się i pójdę pierwsza.

                Usłyszałam kroki przewodniczącej, która powoli stoczyła się z łóżka. Idąc w stronę łazienki lekko się przeciągnęła i przetarła oczy. Powoli każda z nas zaczęła doprowadzać się do porządku. Około dziewiątej zeszliśmy na śniadanie zajmując w jadalni te same miejsca co poprzednio.
-Hej Luna – przywitał mnie już na miejscu Natan. – Wygodnie ci się u nas…
-Cicho!!! – wrzasnęłam przykładając mu rękę do ust.
-Co? – zapytała przewodnicząca rzucając mi dziwne spojrzenie.
-A nie nic – zaczęłam szybko zmieniać temat.

                Niech to, że dzisiejszą noc nie spędziłam u siebie w pokoju, zostanie tylko i wyłącznie między naszą czwórką. Tylko tego mi brakuje, aby rozeszła się plota. Szybko zjadłam śniadanie i równie prędko poszłam do pokoju ciepło się ubrać. Prawie zapomniałabym o aparacie. Na szczęście Kaśka mi o nim przypomniała.
                Dobraliśmy się w luźne grupy i zaczęliśmy realizować plan wycieczki. Pogoda nam dopisywała. Było delikatnie na minusie, przez co śnieg nie rozpuszczał się i można było spokojnie się poruszać. Naszym dzisiejszym planem było zwiedzenie miasta, a następnie udanie się na narty.
                Zobaczyliśmy parę starych budynków i zabytków. Na rynku dali nam trochę wolnego czasu. Wszyscy zaczęli kupować pamiątki lub udawali się do kawiarni, aby ogrzać się przy gorącym napoju. Ja w tym czasie udałam się do księgarni. Postanowiłam kupić sobie coś do poczytania w razie jakbym nie mogła zasnąć lub na powrotną drogę autobusem.
-Luna! – usłyszałam głos moich lokatorek z pokoju. – Strzel nam zdjęcie – zawołały równocześnie.

              Zapłaciłam za książkę i wyszłam robić fotografie. Zimowe pejzaże wychodzą w obiektywie naprawdę przepięknie. Sfotografowałam znajomych, wygłupiających się chłopaków, wywrotkę Kaśki na oblodzonym chodniku i zabytki. Podobało mi się moje zajęcia, ale miało ono jeden wielki minus. Podczas robienia zdjęć nie mogłam mieć rękawiczek na dłoniach. Palce strasznie mi zmarzły i zrobiły się czerwone. Zawiesiłam aparat na szyi i próbowałam rozgrzać dłonie oddechem.
-Trzymaj – nagle zza moich pleców wyskoczył Grzesiek wręczając mi kubek z gorącą czekoladą.
-Ratujesz mi życie – zawołałam wdzięcznym tonem.
-Ktoś powinien cię zmienić – dodał.
-Ja mogę! – wrzasnęła Nikola podbiegając do nas i dosłownie wyrywając mi aparat.

                Szybko włożyłam rękawiczki i upiłam trochę napoju. Wraz z Grześkiem zaczęliśmy szukać Natana i Szymona. To co zobaczyliśmy po ich odszukaniu nie można nawet skomentować.
-Złaź! – krzyknął Szymon do przyjaciela.
-Nikola strzel mi fotę. Szybko bo spadam!

                Ujrzeliśmy Natana przeskakującego przez ogrodzenie i wspinającego się na pobliską rzeźbę. Przedstawiała jakiegoś poetę siedzącego na krześle. Usiadł zabytkowi na kolana i kazał zrobić sobie zdjęcie zanim ktoś się nie spostrzeże.
-Czy ty się poddusiłeś pępowiną podczas porodu? – krzyknął do niego Grzesiek.
-No mówiłem idiocie, aby zlazł, ale nie słucha – dodał Szymon zabawnie gestykulując rękoma.
-Mam wszystko pod kontrolą – krzyknął Natan.

                Nie miał. W momencie schodzenia na dół poślizgnęła mu się noga i chłopak runął w pobliską zaspę. Po chwili energicznie wstał zapewniając wszystkich, że nic mu nie jest.
                Zebraliśmy się grupą we wcześniej wyznaczonym miejscu na zbiórkę i ruszyliśmy na stok. Po wypożyczeniu nart każdy, lepiej lub gorzej, starał się sunąć po śniegu. Byłam kilka razy w górach więc jazda nie sprawiała mi najmniejszego problemu. Nie można jednak było tego powiedzieć o Kaśce, która z trudem utrzymywała się na nogach. W końcu usiadła ,,oburzona” na śniegu i powiedziała, że dalej nie jedzie, mimo że dopiero byliśmy w drodze na wyciąg.
-Nie ma mowy! – darła się na każdego, kto namawiał ją do dalszej jazdy.

                W końcu podjechałam do niej i szarpnęłam mocno za rękę. Dosłownie siłą wciągnęłam ją na wyciąg. Zmęczona przewodnicząca po dojechaniu na szczyt nie chciała nawet schodzić z krzesełka.
-Patrz. Stoki dzielą się na dwa. Ten łagodniejszy i bardziej stromy – wskazałam jej ręką. – Zjedź po tym łatwiejszym, a na pewno nauczysz się jeździć.
-Skoro tak mówisz – spojrzała niepewnie.
-Dziewczyny! – w naszą stronę zaczęły się zbliżać nasze współlokatorki. – Jeszcze nie zjeżdżacie? Na co czekacie? – zaśmiała się Nikola.
-Kaśka co stoisz jak kołek – Karolina klepnęła Kaśkę w ramię.

                ,,Pokrzepiające” szturchnięcie okazało się być najgorszym błędem świata. Stałyśmy bardzo blisko trudniejszego stoku, a Kaśka nim zdążyłyśmy została tam przymusowo pchnięta.
-POMOCY!!! – ujrzeliśmy tylko oddalającą się Kaśkę, która pokonywała trasę odwrócona do nas a nie przed siebie.
-Odwróć się idiotko! – krzyknęła Karolina. 
-NIE UMIEM!!! – odwrzeszczała prawie zaryczana Kaśka.
-Teraz i tak jej już nie dogonimy – powiedziała Nikola. – Ale moment, w którym ktoś pokonuje stok będąc odwróconym trzeba uwiecznić – dodała z ognikami w oczach fotografując bladą jak ściana przewodniczącą.

                Jej rychły upadek również znalazł się w pamięci aparatu. Nie powinnam, ale ze śmiechu mało nie pękłam. Zjechałyśmy do Kaśki, która wyglądała jakby przed chwilą zobaczyła ducha. Blada podniosła się do pozycji siedzącej i spokojnie zaczęła odpinać narty.
-Nigdy… Nigdy więcej… Nawet jeśli mieliby mnie pokroić… NIE WŁOŻĘ TEGO BADZIEWIA NA NOGI!!! – wydarła się na nas i ruszyła oddać narty.

                Towarzyszyłyśmy Kaśce całą drogę. Nikola oczywiście nie przyznała się, że sfotografowała tę sytuację. Przewodnicząca od razu wyrwałaby jej aparat i pousuwała zdjęcia. Tak przynajmniej mamy fajną pamiątkę.
-Właśnie… - Kaśka nagle się zatrzymała. – Karolina! To wszystko twoja wina! – zaczęła ją gonić.
-To ja czekam na dole – zrzuciła szybko Karolina i zjechała na nartach uciekając przewodniczącej.

                Stok był bardzo blisko naszego hotelu, więc każdy mógł wracać do pokoju kiedy tylko chciał. Nasza czwórka przybyła najprawdopodobniej jako ostatnia. W świetnych humorach weszłyśmy do pokoju. Każda z nas wspominała ekstremalny wyczyn Kaśki z przeogromnym uśmiechem na ustach. 
-Przepraszam was na chwilę – wyszłam z pokoju, gdyż zadzwonili bliźniacy.

                Chwile z nimi pogadałam. Upewniłam ich, że żyję, nic mi nie jest, nie nudzę się, a pogoda jest cudowna. Rozmawialiśmy około dziesięć minut po czym rozłączyliśmy się. Już miałam wrócić do pokoju, kiedy goście ze wczoraj postanowili złożyć nam znowu wizytę. Przyjaciółki Angeliki weszły do pokoju ona zaś została na korytarzu. Zapanowała niezręczna cisza.
-Jeśli masz ochotę na pogaduchy, to rób to w swoim pokoju. Dziś chcę się wyspać – rzuciłam i zaczęłam iść przed siebie.
-Przepraszam… - powiedziała cicho.
-Co? – na te słowa stanęłam jak wryta. 
-Za wszystko. Włosy też…
-Co ty…? – nie wiedziałam co odpowiedzieć. 
-Na pewno nasłuchałaś się o mnie wielu okropnych rzeczy – mówiła tonem jakiego nigdy wcześniej u niej nie słyszałam. Nadęty i wywyższający się głos zmienił się w pełen skruchy. – Nie powiem, że są to kłamstwa, bo sama bym w tej chwili nie mówiła prawdy. Ale… Poczułabym się znacznie lepiej jakbyśmy zakończyły ten chory spór.
-Co ty próbujesz osiągnąć? – zapytałam podejrzliwie.
-Absolutnie nic – rzuciła mi smutne spojrzenie. – Ja tylko… Byłam tak ślepo zapatrzona w Grześka, że posunęłam się do strasznych rzeczy. Może po prostu byłam zazdrosna, o to że rozmowa z nim przychodzi ci tak łatwo. Jednak chcę to odkręcić!
-Wiesz… Chciałabym ci uwierzyć, ale nie mogę – ruszyłam w stronę mojego pokoju i zamykając za sobą drzwi usłyszałam słowa, które trochę namąciły mi w głowie.
-Masz prawo…

                Po mnie do pokoju po dłuższej chwili weszła Angelika. Szybko wkręciła się w rozmowę z dziewczynami. Ja zaś położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać zakupioną wcześniej książkę. Przynajmniej próbowałam… Nie mogłam się skupić. W pewnym momencie opuściłam sobie książkę na oczy i zaczęłam rozmyślać. Może ona faktycznie zasługuje na drugą szansę? Postaram się jakoś ją zaakceptować, ale będę ostrożna.
                Podeszłam do dziewczyn i powoli dołączyłam do rozmowy. Na początku było dość napięcie. Wszystkich zdziwił nagły pokój między mną a Angeliką. Lecz w końcu zaczęliśmy beztrosko rozmawiać. Sklepy, zakupy, chłopaki… Babskie pogaduchy. Czy to naprawdę była ta sama Angelika sprzed dwóch tygodni?
***
Zmiany!!! Zdarzało się, że rozdziały pojawiały się już w czwartek po południu. Teraz niestety nie będę miała czasu dodawać postów w tym terminie. Rozdziały będą między piątkiem wieczór a sobotą.