4.Sekrety
Następnego
dnia wstałam przed szóstą. Ten bachor, Aron, obudził wszystkich już wczesnym
rankiem. Mały ,,szlachcic” twierdzi, że jeżeli on nie może spać, to nikt w tym
domu nie uśnie. Cieszyłam się, że już po południu mam pociąg powrotny.
Wystarczyło przetrwać tu tylko parę godzin. Zastanawiam się czy mój ojciec w
ogóle odpoczywa. Nim zdążyłam wyjść z pokoju do łazienki, on już siedział w
swoim gabinecie.
Około
godziny ósmej wszyscy zebrali się na śniadanie. Blanka jest świetną aktorką.
Grała tak, jakby naszej wczorajszej rozmowy wcale nie było. Zachowywała się w
stosunku do mnie i bliźniaków sympatycznie i często uśmiechała się w naszą
stronę. Odwzajemniałam to. Z chęcią pomagałam jej zwrócić całą uwagę ojca na
nią i Arona. Dopóki jest on skupiony na nich ja, Łukasz i Bratek mamy spokój.
Śniadanie
trwało krótko. Przynajmniej nie dłużyło mi się tak, jak nasz ostatni wspólny
obiad. Szybko poszłam spakować swoje rzeczy i z niecierpliwością czekałam na
pociąg. Dla rozluźnienia poszłam do salonu poczytać książkę. Chwila wypoczynku,
zamieniła się w godzinę horroru. Aron cały czas robił do mnie podchody i
próbował uprzykrzyć mi życie. Myślał, że nie domyślę się, iż przyniesiona przez
niego herbata jest posolona, szklanka z napojem wysmarowana masłem, a w
kapciach są zdechłe muchy dla jego gekona. Niestety ostatni żart niezbyt mu
wyszedł z tego względu, że zamiast do mojego obuwia, wrzucił go do bamboszy
matki. Widząc jak dostaje ostrą reprymendę, mimowolnie na mojej twarzy pojawiał
się uśmiech.
Zegar
pokazał 12.30. Nareszcie. Za 45 minut mam pociąg i opuszczę to chore miejsce.
Uszykowałam się i podałam szoferowi walizkę. Razem z bliźniakami ruszyliśmy w
stronę samochodu. Ojciec się z nami nie pożegnał. Był zbyt zajęty. Jak zwykle
zresztą. Nie wiem nawet czy zauważył nasze wyjście.
Kiedy
wsiedliśmy do pociągu zastanawiałam się, czy powiedzieć bliźniakom o mojej
rozmowie z Blanką. Odniosłam wrażenie, że ją polubili. Stwierdziłam jednak, że
nie można ufać tak zdradzieckiej osobie i zaczęłam rozmowę.
-Co sądzicie o tej całej Blance?
-A co mamy sądzić – powiedział Łukasz – kłamliwa szuja – odpowiedział ku mojemu
zdziwieniu.
-Ostatnio zagadała do nas i powiedziała, że jeżeli chodź raz źle spojrzymy na
jej Aronka, to się to dla nas źle skończy – wyjaśnił Bartek.
-Uff… Powiem wam, że trochę mi ulżyło – odpowiedziałam. – Odniosłam wrażenie,
że ją polubiliście i nie wiedziałam jak wam powiedzieć, że nie wolno jej ufać.
-Och, czyli z tobą też rozmawiała? – zapytał Bartek na co ja
kiwnęłam potwierdzająco głową.
-Co ci powiedziała? – Łukasz zadał mi kolejne pytanie.
-Nic szczególnego – powiedziałam obojętnie. – Po prostu ma zamiar stworzyć z
naszym ojcem rodzinę i najlepiej jakbyśmy jej w tym nie przeszkadzali.
-No to, to ma jak w banku – dodali równocześnie bliźniacy.
Resztę
podróży już się do siebie nie odzywaliśmy. Nic dziwnego. Nigdy nie mieliśmy
najlepszego humoru, kiedy odwiedzaliśmy ojca. Po piętnastej byliśmy już na
miejscu. Każde z nas ruszyło w swoją stronę. Z ledwością zdążyłam na właśnie
odjeżdżający tramwaj. Przed czwartą byłam już w mieszkaniu. Rzuciłam walizkę w
kąt i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. Od piątku gryzła mnie sprawa Grześka.
Nie miałam zamiaru tak jej zostawić. Zadzwoniłam do Natana i pod pretekstem
załatwienia kilku spraw dotyczących jutrzejszego dnia, wyciągnęłam od niego
dokładny adres Grześka.
Bez konkretnego
planu, ruszyłam bez zastanowienia do niego. Po pół godziny byłam już na
miejscu. W pierwszym momencie stanęłam jak wryta przed drzwiami jego
mieszkania. Nie mogłam się ruszyć. Ręka zdrętwiała mi i absolutnie odmówiła
posłuszeństwa. W końcu zdobyłam się na odwagę i zadzwoniłam dzwonkiem. Ku
mojemu zdziwieniu drzwi otworzyła mi mała, pięcio- może sześcioletnia
dziewczynka, która wyglądała jak żeńska, pomniejszona wersja Grześka. Ten sam
kolor włosów, identyczne oczy, podobny zarys twarzy. Przez chwilę patrzyłyśmy
sobie w oczy. Obie tak samo zdziwione swoim widokiem.
-Cześć! Jest może Grzesiek? – zapytałam dziewczynki lekko się do niej
nachylając.
-Tak, braciszek jest w łazience – odpowiedziała zawstydzona. – Przed chwilą
wrócił z treningu i poszedł się umyć.
-Trening? Jaki trening? Z reszta nie ważne. Przyjdę kiedy indziej –
odpowiedziałam dziewczynce.
-Nie, nie, nie. Czekaj. Zaraz powinien wyjść – powiedziała dziewczynka
chwytając mnie za rękę i wciągając do środka. – Poczekajmy na niego.
Uległam
dziewczynce i dałam zaciągnąć się do salonu. Wskazała mi miejsce, abym usiadła.
Szybko przyniosła mi coś do picia. Jak na swój wiek była bardzo zaradna i
uporządkowana. Wskoczyła na sofę siadając koło mnie. Krótką chwilę siedziałyśmy
w ciszy. Nagle dziewczynka nie wytrzymała i wybuchła.
-Jesteś dziewczyną Grześka? – zapytała z prawie błyszczącymi z ciekawości
oczami.
Jak usłyszałam to pytanie
mało nie wyplułam skoku, który mi przyniosła. Jednak nie zmienia to faktu, że
częścią się zachłysnęłam. Zaczęłam zaprzeczać, na co dziewczynka zaczęła
chichotać.
-Szkoda! – odpowiedziała z głową w chmurach – Grzesiu mi o
tobie opowiadał. Znaczy tak sądzę, że o tobie. Opis jaki mi przedstawił pasuje
do ciebie. Masz na imię Luna?
-Tak – odpowiedział bardzo zdziwiona. – Grzesiek tobie o mnie opowiadał?!
- No tak – powiedziała zamyślona. – Mówił, że od jakiegoś czasu do ich klasy
chodzi nowa dziewczyna, która siedzi z nim w ławce. Bardzo lubi się z nią
droczyć. Powiedział też, że jest bardzo miła, ładna i pracowita.
Słowo
zdziwienie, czy nawet oszołomienie nie oddawało nawet w połowie to, jak bardzo
byłam zaskoczona. Nigdy nie pomyślałabym, że Grzesiek opowiada pozytywne rzeczy
o mnie swojej młodszej siostrze. Dłuższą chwilę jeszcze z nią rozmawiałam,
zanim usłyszałam otwierające się drzwi od łazienki. Wzięłam głęboki oddech.
-Braciszku masz gościa – krzyknęła radośnie dziewczynka.
Usłyszałam
kroki, po czym zobaczyłam Grześka wpatrującego się we mnie.
-Cześć! Co ty tu robisz? – powiedział.
-Chyba musimy coś sobie wyjaśnić – powiedziałam pewnym i stanowczym głosem.
Grzesiek skierował wzrok ku
siostrze i zwrócił się krótko do dziewczynki:
-Zuza idź do swojego pokoju.
-Zuza idź do swojego pokoju.
Dziewczynka zdziwiona, że odsyła
ją do pokoju, chwilę się opierała. Widząc jednak napiętą atmosferę, niechętnie
wykonała polecenie. Wzrok chłopaka znowu skierowany był w moją stronę. Odwrócił
się i zaczął iść w stronę własnego pokoju, posyłając mi tylko krótkie skinienie
informujące, że mam iść za nim. Po dotarciu, chłopak zamknął za nami drzwi.
-No to słucham – powiedział siadając na krzesło przy biurku.-Sytuacja w piątek. Co to wszystko ma znaczyć? – zapytałam zaniepokojonym głosem.-Jaka sytuacja? – powiedział jakby o niczym nie pamiętał.-Nie zgrywaj debila! – krzyknęłam na niego. – Widziałam, że brałeś narkotyki od miejscowego dilera!-Ach, więc o to chodzi. I co z tego? – pytał jakby nigdy nic.
-No to słucham – powiedział siadając na krzesło przy biurku.-Sytuacja w piątek. Co to wszystko ma znaczyć? – zapytałam zaniepokojonym głosem.-Jaka sytuacja? – powiedział jakby o niczym nie pamiętał.-Nie zgrywaj debila! – krzyknęłam na niego. – Widziałam, że brałeś narkotyki od miejscowego dilera!-Ach, więc o to chodzi. I co z tego? – pytał jakby nigdy nic.
Opuściłam głowę i mocno
zacisnęłam pięści. Nabrałam powietrza do ust i krzyknęłam.
-Jak to: I CO Z TEGO! Jak możesz mówić o tym z takim spokojem. Dlaczego to robisz? Dlaczego bierzesz te cholerne nar…
-Jak to: I CO Z TEGO! Jak możesz mówić o tym z takim spokojem. Dlaczego to robisz? Dlaczego bierzesz te cholerne nar…
Nie zdążyłam dokończyć, bo
Grzesiek wstał i przyłożył mi rękę do ust, aby mnie uciszyć. Westchnął,
spojrzał mi prosto w oczy i powiedział:
-To, że rozmawiałem z dilerem nie oznacza, że biorę
narkotyki – powiedział ze spokojem. – Słuchaj, od jakiegoś czasu pomagam w
klinice dla narkomanów. Na początku była to kara narzucona przez szkołę za
zniszczenie okna w klasie nr.7, ale to nie opowieść na teraz – opowiadał z cały
czas położona dłonią na mojej twarzy, abym mu nie przerwała. – Spodobało mi się
tam, i mimo odpracowania kary, nadal tam przychodzę. Incydent jaki zobaczyłaś w
piątek, to nic innego jak spłacenie długów za zaległy towar jednego z
pacjentów. Próbujemy w ten sposób w jak największy sposób ograniczyć spotykania
się osób uzależnionych z dilerami.
Gwałtownym
ruchem odepchnęłam rękę Grześka i patrząc mu wściekło prosto w oczy,
powiedziałam:
-I ja mam ci w to uwierzyć – wrzasnęłam. – Może i dawałeś
pieniądze dilerowi, ale to nie zmienia faktu, że sam od niego też coś brałeś i
nie wciskaj mi tu kitu, że mąkę do pieczenia u niego kupowałeś.
-Ach to – odpowiedział spokojnie. – Faktycznie dał mi paczuszkę koksu za
nadpłatę.
-Więc właśnie!
-Pozwól, że postawię sprawę jasno. Nie biorę narkotyków – powiedział po czym
zaczął rozglądać się po pokoju. - Nie
mogę sobie na nie pozwolić – powiedział i pierwszy raz dzisiaj uśmiechnął się
do mnie. – W czwartek przekonasz się dlaczego.
-Dlaczego akurat w czwartek? – zapytałam już mniej podejrzliwie.
-MATKO BOSKA! Mam już dosyć tego detektywistycznego wzroku – wrzasnął i zaczął
energicznie czegoś szukać. - Gdzie? Gdzie? No gdzie jesteście? O są! –
powiedział wyciągając z kieszeni kurtki białą paczuszkę.
Podrzucił
ją lekko do góry i chwycił z zadowoleniem. Później spojrzał na mnie i podszedł
szybko w moją stronę. Chwycił mnie mocno z nadgarstek i zaczął ciągnąć w stronę
łazienki. Próbowałam się wyrwać, ale jego chwyt był zbyt silny. Po wejściu do
pomieszczenia spuścił narkotyki w toalecie i badawczym wzrokiem spojrzał się na
mnie.
-Teraz mi wierzysz? – powiedział lekko niepewnie.
-Powiedzmy – odpowiedziałam ze spuszczoną głową.
-Powiedzmy?! – zapytał zdziwiony.
-No dobrze… Wierzę! Wierzę! I przepraszam za tą całą szopkę! Ale czemu od razu
mi tego nie wytłumaczyłeś? Martwiłam się! – odpowiedziałam.
-Wolę nie rozpowiadać takich rzecz. Praca w otoczeniu narkomanów… nie jest
dobrze postrzegana – powiedział lekko zakłopotany.
Po
chwili Grzesiek spojrzał się na mnie z zadowoleniem. Wiedziała już, że sytuacja
jest opanowana. Wróciliśmy do jego pokoju. Oboje usiedliśmy i zaczęliśmy
rozmawiać już całkiem spokojnie.
-Mam tylko nadzieję, że Zuza niczego nie słyszała – powiedział zmarnowany
Grzesiek. – Jak zwykle pół usłyszy, pół dopowie i znowu będę mieć kazanie od
babci.
-Mieszkacie z babcią? – zapytałam z ciekawością.
-Nie. Ale przychodzi tu codziennie – powiedział spoglądając w okno. – Moi
rodzice pracują za granicą i przyjeżdżają tylko co drugi tydzień na weekend.
Ale to mało ważne. Bardziej ciekawi mnie to, czemu tak impulsywnie reagujesz na
narkotyki? – zapytał.
Mocno zacisnęłam pięści,
przy okazji ściskając w nich koc z łóżka, na którym siedziałam. Zauważyłam, że
Grzesiek się zakłopotał.
-Po prostu to wiąże się dla mnie z bardzo przykrymi wspomnieniami –
powiedziałam smutno.
-Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, to nic nie mów – odpowiedział szybko.
-To prawda, że nie lubię o tym rozmawiać, ale powinnam ci raczej wyjaśnić moje
zachowanie – powiedziałam i spojrzałam na niego. – Nie wiem czy wiesz, ale moja
matka jest... była malarką. Kilka lat temu dostała jakiegoś kryzysu twórczego.
Aby znaleźć wenę zaczęła brać narkotyki – twarz Grześka wyraźnie spoważniała. –
Kiedyś nakryłam ją na tym, ale ona powiedziała, że to tylko tak na razie, póki
jej się nie polepszy. Byłam mała. Nie wiedziałam dokładnie czym są narkotyki.
Gdym wiedziała i zareagowała wcześniej, może nie uzależniła by się –
wiedziałam, że mój głos zaczął brzmieć inaczej, a do oczu napływały mi łzy. –
Zaczęła brać ich coraz więcej. Od tego czasu między nią a moim ojcem zaczęło
się psuć. Doprowadziło to do rozwodu. Mama popadła w całkowitą depresję i kilka
razy targnęła się na swoje życie. Teraz jest pod stałą opieką lekarzy i
psychoterapeutów, ale ja wiem, że już nigdy nie będzie tą samą osobą – nie
mogłam mówić dalej, bo łzy zaczęły płynąć mi po policzkach i zabrakło mi tchu.
Grzesiek nic nie mówił. Przez
chwilę patrzył na mnie. Nagle wstał z krzesła przy biurku i usiadł koło mnie.
Objął mnie ramieniem i mocno przytulił. Trwaliśmy tak w ciszy bardzo długo.
Płakałam, ale to był dobry płacz. Nareszcie mogłam się komuś zwierzyć. Ta
rozmowa bardzo mi pomogła. Zapewne siedzielibyśmy tak jeszcze dłuższą chwilę,
gdyby nie Zuza, która wparowała do pokoju ciekawa co robimy. Grzesiek puścił
mnie, podszedł do siostry i kucnąwszy przy niej powiedział:
-To nie najlepszy moment, abyś tak wchodziła bez pukania.
-To nie najlepszy moment, abyś tak wchodziła bez pukania.
Spojrzałam
wtedy na nich. Zuza dostrzegła, że płaczę. Zmartwiona ominęła brata i usiadła
koło mnie.
-Czemu płaczesz? – zapytała smutno – Faceci nie są warci,
aby przez nich płakać – powiedziała jak doświadczona pani psycholog, patrząc wrogo
na Grześka, jakbym to przez niego płakała.
-Tak, wiem – mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech – ale akurat
dzisiaj to nie wina faceta.
-To całe szczęście – powiedziała z ulgą dziewczynka. – Bo jakby była, to by
braciszek dostał ode mnie niezłe lanie.
-Ojejku. Tak się boję, że ledwo stoję – odpowiedział dla rozluźnienia sytuacji
Grzesiek.
Szybko otarłam łzy i razem z
Zuzią zaczęłyśmy się śmiać. Długo rozmawialiśmy. Przedyskutowałam z Grześkiem
parę szczegółów odnośnie festynu, a z Zuzą zaczęłam wymieniać wszystkie
śmieszne wady jej brata, na które reagował miną obrażonego dziecka.
Rozmowę
skończyliśmy dopiero jak dziewczynka zrobiła się senna. Przetarła wtedy rączką
swoje oczy i ruszyła do łazienki. W tym czasie Grzesiek postanowił odprowadzić
mnie do domu. W tramwaju nie poruszaliśmy już żadnych trudnych dla nas spraw.
Kiedy dotarliśmy pod mój blok, podziękowałam mu za wszystko. Wyraźnie go to
zdziwiło, ale potem uśmiechnął się do mnie, pożegnał i odszedł.
Po
powrocie do mieszkania podeszłam do okna i przyglądałam się odjeżdżającemu
tramwajowi. Kiedy zniknął mi z oczu poszłam wziąć prysznic. Był to dość
emocjonujący dzień. Wychodząc z łazienki, chciałam od razu iść do łóżka, lecz
nagle przypomniałam sobie, że muszę przyszykować sukienkę na jutro. Otworzyłam
szafę. Nie widziałam nic ciekawego. Musiałam jednak coś wykombinować. Nagle
dostrzegłam białą, rozkloszowaną sukienkę z poprzecznymi paskami przy dolnej
części. Prezentowała się nieźle. Szybko ją przymierzyłam.
-Chyba będzie dobrze – powiedziałam sama do siebie patrząc w lustro. - Musze
tylko znaleźć te czarne szpilki z cekinami – dodałam zaczynając szukać. – Są!
Kreacja
prezentowała się nie najgorzej. Cieszyłam się, że dobór ubrania poszedł mi tak
szybko. Ściągnęłam sukienkę i założyłam z powrotem pidżamę. Nastawiłam budzik na
szóstą i padłam na łóżko.
-Mimo że dzisiaj płakałam, nie żałuję tego. Jest mi teraz
jakoś lżej na duszy - pomyślałam i usnęłam.
***
Dzisiaj dość smutny rozdział. Fanom bardziej żywej akcji na pewno spodobają się następne rozdziały opisujące Zimowy Festiwal. Będzie on trwał od poniedziałku do piątku i każdemu dniu będzie odpowiadał jeden rozdział. Achhhhhh... Miałam dodawać częściej posty i gucio z tego wyszło -.- Ale jestem pozytywnie zaskoczona. 1000 wyświetleń. Mój pierwszy sukces ^^