sobota, 20 września 2014



13.Dzień jak co dzień
Dryynnn! Powtórka z programu. Znowu obudził nas dzwonek z Kaśki telefonu. Tym razem żadna z nas nie miała zamiaru wstać z łóżka. Dzisiaj mieliśmy mieć dzień wolny, tylko dla siebie. Nasza czwórka po krótkiej debacie postanowiła przeleżeć go w łóżku.
-A tak na marginesie – zaczęła Kaśka. – Co się stało pomiędzy tobą a Angeliką? – zapytała zdziwiona zaspanym głosem.
-Trochę sobie wczoraj pogadałyśmy – odpowiedziałam zmęczona.
-Chyba był z wami jakiś cudotwórca – zaśmiała się Nikola.
-Dokładnie. Przecież strasznie się nienawidziłyście – dokończyła Karolina. – Jak to dokładnie było?
-Wiecie? – zaczęłam. – Sama do końca nie wiem. Po prostu podeszła i mnie za wszystko przeprosiła.
-Serio? – zapytała Kaśka.
-Tak wiem jak to wygląda. Też byłam zdziwiona. A teraz dobranoc – na te słowa każda z nas bez wahania poszła spać dalej.
                Całą czwórka wstałyśmy dwie godziny później. Jak się okazało dziś śniadanie na nas nie czekało. Mieliśmy wolny dzień i każdy mógł zjeść coś na mieście. Wyszłyśmy swoją grupką z hotelu i planowałyśmy cały dzień. Oczywiście po wczorajszym incydencie narty nie wchodziły w grę. Udałyśmy się do małej knajpy na śniadanie.
                Ledwo zabrałyśmy się za jedzenie posiłku, kiedy Kaśka dostała wiadomość.
-Dziewczyny zbieramy się – powiedziała szybko dopijając sok.
-Czemu? – zapytała Nikola.
-Opiekunowie kazali nam się zebrać przed hotelem. Nie wiem o co chodzi.
               Zapłaciłyśmy za jedzenie i szybkim tempem udaliśmy się na wyznaczone miejsce. Większość grupy już była.
-No młodzieży! – zaczął jeden z nauczycieli. – Zaszła mała zmiana planów. Wycieczka miała być także wyjazdem edukacyjnym. Kochana dyrekcja z naszej szkoły właśnie zadzwoniła do mnie i przedstawiła swój fascynujący pomysł. Abyście zapamiętali coś z historii tego miasta macie dobrać się w pary, udać do wyznaczonego przez opiekunów zabytku i scharakteryzować go.
-Co? – ozwały się lamenty niektórych chłopaków. – Na co?! Po co?!
-Tak jak już mówiłem – kontynuował. – Dyrekcja… Swoje pisemne prace macie oddać po feriach do nauczyciela od polskiego. A! i jeszcze jedno. Abyście się lepiej poznali, ci na górze wpadli na jeszcze jeden pomysł. Będziecie w parze z osobą, którą sobie wylosujecie. Nie możecie być w grupie tak jak wam się podoba. Dziękuję to wszystko.
          W tym momencie zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Osoby losujące i losowane. Po chwili zaczęliśmy wyciągać kartki z nazwiskami. Pierwsze pary już się tworzyły i dostawały zabytek, który mieli znaleźć i opisać. Moja kolej.
-Świat mnie nienawidzi – powiedziałam załamana patrząc na kartkę.
             Angelika. Czemu to właśnie musiała być Angelika? Po odebraniu nazwy zabytku do opisania podeszłam do niej i bez słowa ruszyłyśmy w wyznaczone miejsce.  Był taki zamęt, że nawet nie wiem czy ktoś zauważył, iż przydzielono mnie do mojej, już byłej, „rywalki”.
             Nasze miejsce było bardzo oddalone od hotelu. Przez chwilę jechałyśmy tramwajem, a potem szłyśmy przyprószonymi śniegiem chodnikami. W między czasie w końcu się przełamałyśmy i zaczęłyśmy rozmowę.
-Ty… mi nadal nie ufasz, prawda? – przerwała cisze Angelika.
-A jak myślisz? – zapytałam ciężko.
-Puf… - westchnęła. -   A co mam zrobić, abyś zmieniła swoje nastawienie?
-Musisz dać mi czas – odpowiedziałam.
-Czas…? Ty również nie byłaś dla mnie najmilsza… - dodała z wyrzutem.
-Ja przynajmniej na początku się starałam – powiedziałam na swoją obronę. – To ty zaczęłaś to wszystko.
-Może, ale jakbyś się poczuła jakby jakaś dziewczyna przystawiała się do chłopaka, który ci się podoba! – odkrzyknęła.
          Przez moment zaczęłyśmy dość głośno wymieniać między sobą zdania. Gdyby nie fakt, że znajdowałyśmy się w środku miasta, doszłoby pewnie do kłótni.
-Pfehh… - zaczęła brunetka. – To się znowu dzieje.
-Muszę przyznać ci rację – odpowiedziałam ciężko wypuszczając powietrze z ust.
-O! To tutaj – powiedziała Angelika, wskazując palcem katedrę, która miałyśmy opisać.
              Weszłyśmy do środka i usiadłyśmy na drewnianych ławach. Wnętrze było przepiękne. Ciemne kolory połączone ze złotem wyglądały nieziemsko. Szybko zabrałyśmy się do opisu budynku. Było tak wiele elementów, które mogłyśmy uwzględnić. Jednak gdybyśmy chciały opisać wszystko nie starczyłoby dla nas dnia.
-Gotowe – powiedziałam chowając długopis do torebki.
-Nareszcie – dodała Angelika z uśmiechem. – Mamy jeszcze dobre półtorej godziny do zbiórki – powiedziała patrząc na zegarek.
-Możemy chwile posiedzieć tutaj. To miejsce jest naprawdę nieziemskie – odpowiedziałam.
                Rozsiadłyśmy się z myślą, że dziś już nikt nas do niczego nie zmusi. Dłuższą chwile trwałyśmy w milczeniu kiedy nagle w katedrze zebrała się grupka ludzi, najprawdopodobniej turystów. Usiedli i z niecierpliwością patrzyli na zegarki. Nie wiedziałam o co chodzi.  Nagle, kiedy wybiła trzynasta z potężnych organów zaczęła wydobywać się muzyka. Rozpoczął się półgodzinny koncert, dzięki któremu choć na chwilę można było odpłynąć od rzeczywistości.
-WoW – szepnęła cicho pod nosem Angelika, kiedy pokaz się skończył.
                Turyści opuścili miejsce i znowu zostałyśmy w budynku same.
-Eh… Jeszcze tak z piętnaście minut i musimy wracać – podsumowała brunetka.
-Wszystko co dobre kiedyś się kończy – odpowiedziałam zamyślona.
-Wiesz… Chciałabym się ciebie o coś zapytać – zaczęła niepewnie.
-Tak? – spojrzałam na nią.
-Zwykle obie trzymamy się ze swoją grupką znajomych i nie mamy czasu porozmawiać…
-A więc skoro jesteśmy same…?
-Jakie plotki słyszałaś na mój temat? – zapytała wpatrując się we mnie. – Ze szczegółami.
-Plotki? – zrobiłam zdziwioną minę.
-Tak. Plotki. Jestem ciekawa co ludzie o mnie nagadali nieprawdziwego – mówiła bardzo poważnie.
-Stawiasz mnie w trochę niezręcznej sytuacji – mówiłam zakłopotana. – Znaczy wiem tylko tyle, że raz zraniłaś jedną dziewczynę w policzek szkłem, tworząc bliznę. I, że wyszłaś z tego bez szwanku, bo twoi rodzice maja wpływy.
-Brednie – powiedziała przez zęby. – Jak zwykle wszyscy opierają się na domysłach, a to tak naprawdę tylko ja i tamta dziewczyna wiemy co tak naprawdę się stało.
-Co masz na myśli? – zapytałam zaciekawiona.
-Długa historia…
-Mamy trochę czasu – powiedziałam patrząc na zegarek.
-Tamtego dnia Grzesiek spotkał się w kawiarni z jakąś dziewczyną, nic mi o tym wcześniej nie wspominając. Niech sobie mówią, że jestem przewrażliwiona, ale sama jestem kobietą i umiem zauważyć maślane oczka u innej dziewczyny. Wściekłam się i poszłam do nich. Oczywiście zostałam odebrana jako zazdrośnicę przez koleżankę Grześka.
-Jednak to chyba nie usprawiedliwia tego co było potem – powiedziałam spokojnie.
-To prawda, ale nie wiesz co było dalej. Nie miałam zamiaru się dłużej kłócić, więc zdzwoniłam się z koleżankami i poszłam na miasto. Zła na cały świat strasznie się upiłam. Postanowiłam się przewietrzyć i przypadkiem wpadłam na tamtą dziewczynę z kawiarni. Tak szczerze to nawet nie chciałam z nią rozmawiać, ale wtedy ona… Nie dość, że zaczęła śpiewkę o tym, że jestem tępą idiotką niepasująca do Grześka, to weszła na mojego brata. Chodzi o to, że on miał mały problem z narkotykami. Nie wiem skąd ona o nich wiedziała, ale jak zaczęła wyciągać na światło dzienne sprawy, które jej nie dotyczą, to coć we mnie pękło.
-Chyba żartujesz? – powiedziałam zszokowana. – Jak można być aż tak podłym?
-Nie wiem – mówiła spokojnie. - Nie mam również pojęcia dlaczego Grzesiek zadawał się z ta dziewczyną. Kompletnie nie pasowała do towarzystwa, w którym on się obraca.
-A ta kara? Jak udało ci się jej uniknąć? – drążyłam nadal temat.
-Ta… Racja. Wpływowi rodzice. Prawda jest taka, że dostałam prace w wolontariacie. Nikt jednak o niej nie wiedział, więc uważano, że mi się upiekło.
-Wiesz, tą historię można usprawiedliwić, ale moment, w którym mnie zaatakowałaś…
-Nie kończ! – przerwała mi nagle. – Po tej całej kłótni z tamtą dziewczyną wszyscy zaczęli traktować mnie jak zimną sukę. W pewnym momencie przez wpływ otoczenia naprawdę się nią stałam. Lecz żałuję i chcę to naprawić.
               Prze chwile wpatrywałam się zszokowana w Angelikę. Nie wiedziałam, czy decyzja podjęta teraz przeze mnie będzie dobra, ale postanowiłam dać jej szansę.
               Wracałyśmy w dobrych nastrojach na miejsce zbiórki. Jeszcze tylko sprawdzenie obecności i mam wolne do końca dnia.
-Jak spędzasz dzisiejszy dzień? – zapytała Angelika w momencie, w którym czekałyśmy na tramwaj.
-Jeszcze się zobaczy – odpowiedziałam niepewnie. Sama jeszcze nie wiedziałam co będę dziś robić. – A czemu pytasz?
-A tak tylko – powiedziała. – Dziwi mnie trochę, że nie masz jeszcze planów. Jak można mieć tylu znajomych i zero pomysłów na ten dzień?
-Nie żartuj – zaśmiałam się lekko. – Nie mam całej góry przyjaciół.
-Jak nie? – spojrzała się na mnie dziwnie. – Twoja klasa, przewodnicząca i jej znajomi, no i ten nowy chłopak z wymiany – zaśmiała się wesoło.
-Ta… - powiedziałam zrezygnowana. – Z moją klasą mam raczej średnie kontakty. Jedynie dogaduję się z chłopakami, którzy dziś i tak pójdą w swoją stronę, a Kaśka zna się z dziewczynami z naszego pokoju dłużej niż ze mną. Nie chcę im przeszkadzać.
-Nie masz jednak wytłumaczenia dla trzeciej opcji – przeszyła mnie zabawnie wzrokiem.
-Karel? Daj spokój – spojrzałam w dół. – Kiedy jestem z nim, to dużo rozmawiamy. ZA DUŻO. Oboje mamy swoje problemy, w które nie chcemy się nawzajem mieszać. Dlatego wolę ograniczyć przebywanie z nim do minimum.
-Hę? – zrobiła zdziwioną minę. – Nie bardzo to rozumiem. Problemy są po to, aby je rozwiązywać. Ale to nie moja sprawa. Nie będę się mieszać. Jednak uważam, że powinnaś coś z tym zrobić.
- Zobaczę jak to będzie – uśmiechnęłam się wsiadając do tramwaju, który właśnie nadjechał.
             Dojechałyśmy na miejsce zbiórki. Tam okazało się, że nikogo już nie ma. Jedyne co trzeba zrobić to zostawić wypracowanie w recepcji, które pod wieczór zostanie oddane nauczycielowi. Lekko się zdenerwowałam. Po co ograniczali nas czasowo, skoro teraz i tak nie było zbiórki.
            Zadzwoniłam do Kaśki i wraz z Angeliką poszłyśmy do niej. Na miejscu zastałyśmy przewodniczącą wraz z moimi lokatorkami oraz koleżanki mojej towarzyszki. Całą grupką udałyśmy się na obiad.  W kawiarni siedziałyśmy dość długo, rozmawiając przeważnie o pierdołach. Później poszłyśmy na zakupy i tak jakoś zleciał nam czas do wieczora.
          Wracając do hotelu oderwałam się od dziewczyn. Głupie zdjęcia robione z zaskoczenia raczej nie zadowolą nauczycieli. Poszłam porobić parę fotografii wieczornego miasta.  Zaszłam aż do centrum i już miałam się wracać, kiedy nagle dostałam wiadomość od Szymona.
,,Spójrz w prawo.”
          Szybko wykonałam polecenie i ujrzałam kolegę machającego do mnie. Przebiegłam przez pasy i podeszłam do niego.
-Wystarczyło krzyknąć – powiedziałam.
-Daj spokój – odpowiedział Szymon. – Przecież nie będę się darł przez całą ulicę.
-A tak właściwie to co ty tu robisz? – zapytałam zaciekawiona.
-Wraz z chłopakami postanowiliśmy trochę się rozerwać i wpadliśmy do centrum sportowego – wyjaśnił. - A ty?
-Robię zdjęcia do gazetki szkolnej. Wywrotka Kaśki, albo idiotyzm Natana nie za bardzo do niej pasują – zaśmiałam się.
- Racja – odwzajemnił uśmiech. – Ale zdjęć masz już chyba wystarczająco długo. Chodźmy do chłopaków.
-Nie mam ich za wiele, ale skoro nalegasz – weszłam do budynku.
             Przy recepcji odesłano mnie do poczekalni. Nie chciało mi się jednak siedzieć w jednym miejscu, więc szwendałam się w tą i z powrotem, czekając aż  chłopcy skończą.
           W swoich wędrówkach po budynku doszłam do trybun hali sportowej. Trenował na niej Grzesiek. A któż by inny. Nawet w czasie wolnym cały czas przygotowuje się do zawodów koszykarskich. Całkowicie oddaje się swojej pasji.
-HEEEJ!- usłyszałam krzyknięcie z dołu. – Zamiast tak się ciągle na mnie patrzeć z ukrycia może byś tu zeszła.
-Ja się wcale na ciebie nie gapię – odwrzasnęłam brunetowi. – Po prostu czekam na was głąby!
-Tłumacz się dalej – zaśmiał się do mnie.
-A daj mi spokój – powiedziałam pod nosem, siadając naburmuszona na krzesełku i podpierając ręką głowę.
-Dam jak trafisz do kosza – powiedział żartobliwie.
-Na pewno! Mam dosyć wszelakich zakładów związanych z tobą! – odkrzyknęłam.
-Racja! – powiedział tonem pełnym satysfakcji. – Twoi bracia przegrali zakład, więc teoretycznie należysz do mnie – dodał wystawiając mi język.
-Milcz – odpowiedziałam naburmuszona.
            Zeszłam na dół i chwyciłam jedną z piłek. Podeszłam do jednej z linii i mocno się zamachnęłam. Piłka nie drasnęła nawet kosza, a co dopiero mówić o trafieniu. Westchnęłam zrezygnowana na co Grzesiek zaczął się śmiać.
-Widzisz, to nie takie proste – powiedział z satysfakcją.
- Po prostu mam za mało siły – zaczęłam się tłumaczyć.
-Bzdura. Do kosza każdy może trafić. Wystarczy mieć odpowiednia technikę – zaczął mnie pouczać.
-Dobijaj mnie dalej – powiedziałam załamanym tonem.
            W tym momencie Grzesiek podał mi piłkę i kazał rzucić jeszcze raz. Wzięłam zamach i kiedy miałam wypuścić piłkę z rąk zatrzymał mnie.
-Znowu źle – powiedział.
          Stanął za mną i ułożył mi odpowiednio piłkę na dłoniach, ustawił ręce i kazał rzucić. Piłka delikatnie zakręciła się na obręczy i wpadła do kosza.
-Udało się – krzyknęłam radośnie odwracając się w stronę Grześka.
            Zapomniałam, że stał tak blisko. Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Zaśmiałam się w podziękowaniu, na co on uśmiechnął się tylko.
-Czas się skończył! – usłyszeliśmy zachrypnięty głos recepcjonistki, na który momentalnie od siebie odskoczyliśmy.
-Idę do poczekalni – rzuciłam szybko.
                Po kilku minutach przyszedł do mnie Grzesiek.
-A gdzie reszta? – zapytałam.
-Natan wysłał mi SMS-a, że wraz z Szymonem skończyli dziesięć minut przede mną – odpowiedział pokazując mi wysłaną przez blondyna wiadomość.
-Co za… - zacisnęłam pieść zabawnie udając irytację. – Szymon kazał mi poczekać, a sam sobie teraz poszedł.
         Wyszliśmy z centrum. Zaczął wiać bardzo porywisty wiatr. Szybko wsiedliśmy do autobusu kierującego się w stronę naszego hotelu przy okazji  chroniąc się przed zimnem. Jednak wysiadając na przystanku strasznie mną telepało. Dzisiaj był bardzo ładny dzień, nie sądziłam, że aż tak mocno się rozwieje. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i szybkim krokiem udałam się w stronę hotelu.
                Nagle Grzesiek zatrzymał mnie i owinął mi na szyi swój szalik.
-Nie, nie trzeba – zaczęłam go powstrzymywać.
-Przecież widzę, że jest ci zimno – odpowiedział.
-Ale to twój szalik, do tego przed chwilą trenowałeś i… - moje argumenty najwidoczniej na niego nie działały, bo kiedy chciałam oddać mu szalik kompletnie mnie ignorował. – Dziękuję.
          W końcu dotarliśmy na miejsce. Myślałam, że będziemy ostatni, lecz przez złą pogodę dużo licealistów postanowiło przeczekać to na mieście.
                W budynku oddałam Grześkowi szalik jeszcze raz dziękując mu za niego. Udałam się na posiłek. Tym razem wszyscy pozamieniali się miejscami. Chłopcy z mojej klasy dobrali się w jednym miejscu, ja z dziewczynami w innym. To wszystko przez dużą cześć nieobecnych, każdy usiadł tak jak chciał.
                Po kolacji poszłam do pokoju. Byłam bardzo wyczerpana. Nie miałam dzisiaj już na nic więcej siły. Szybko umyłam się i wskoczyłam do łóżka. Dzisiejszy dzień był naprawdę niezwykły.
***
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam za brak postu tydzień temu!!! Mam po prostu taka jazdę w szkole, że nie wyrobiłam się z napisaniem rozdziału. Zresztą... Ten z ledwością napisałam na czas. Za wszelkie błędy przepraszam, ale jestem chora i nie mam siły czytać tego i robić korekty błędów -.-"