Następnego
dnia przyszłam do szkoły lekko skołowana. Nie przyjechałam tramwajem, tylko
autobusem. Miałam przed lekcją przyjść na spotkanie samorządu i przybycie na
ostatnią chwilę nie wchodziło w grę. Lecz nie tylko to spowodowało moją zmianę
środku transportu. Jeśli miałabym jechać z Grześkiem kilka minut jednym
tramwajem, mogło by dojść do kolejnej dziwnej sytuacji.
- DOBRA
LUDZISKA! – wrzasnęła przewodnicząca – Wielkimi krokami zbliża się Festyn
Zimowy. Jak co roku musimy zorganizować każdy dzień pierwszego tygodnia lutego.
Zostało nam mało czasu. Dwa tygodnie to
naprawdę niewiele! – mówiła machając plikiem kartek. – Oto wstępny plan. Niech
każdy wpisze się pod dniem, za który chce być odpowiedzialny.
Po sali
została puszczona kartka ze szczegółowym opracowaniem każdego dnia.
PLAN ZIMOWEGO FESTYNU
Poniedziałek:
- Wydarzenie: Uroczyste otwarcie Festynu.
- Zadania: Udekorowanie auli i przygotowanie scenariusza.
- Wydarzenie: Uroczyste otwarcie Festynu.
- Zadania: Udekorowanie auli i przygotowanie scenariusza.
Chętni:………………………………………………………………………………………
Wtorek:
- Wydarzenie: Międzyszkolny konkurs wiedzy (Każda klasa wystawia po jednym uczniu do każdego przedmiotu, przedstawiciele będą się zmagać w wybranych przedmiotach).
- Zadania: Przyszykowanie klas dla uczestników konkursu. (Testy zostaną ułożone przez nauczycieli, aby zapobiec wyciekom). Przedmioty w których będą konkurować uczniowie: Matematyka, Biologia, Fizyka, Chemia, Geografia, J. Polski z elementami Historii, Język Obcy (Do wyboru: Angielski i Niemiecki).
- Wydarzenie: Międzyszkolny konkurs wiedzy (Każda klasa wystawia po jednym uczniu do każdego przedmiotu, przedstawiciele będą się zmagać w wybranych przedmiotach).
- Zadania: Przyszykowanie klas dla uczestników konkursu. (Testy zostaną ułożone przez nauczycieli, aby zapobiec wyciekom). Przedmioty w których będą konkurować uczniowie: Matematyka, Biologia, Fizyka, Chemia, Geografia, J. Polski z elementami Historii, Język Obcy (Do wyboru: Angielski i Niemiecki).
Chętni:
………………………………………………………………………………………
Środa:
- Wydarzenie: Międzyszkolne zawody sportowe
- Zadanie: Rozstawienie toru przeszkód w hali sportowej
- Wydarzenie: Międzyszkolne zawody sportowe
- Zadanie: Rozstawienie toru przeszkód w hali sportowej
Chętni:
………………………………………………………………………………………
Czwartek:
-Wydarzenie: Zawody koszykarskie
- Zadanie: Z powodu braku zadania, osoby odpowiedzialne za ten dzień będą tworzyć plakat informacyjny dla pozostałych uczniów.
-Wydarzenie: Zawody koszykarskie
- Zadanie: Z powodu braku zadania, osoby odpowiedzialne za ten dzień będą tworzyć plakat informacyjny dla pozostałych uczniów.
Chętni:
………………………………………………………………………………………
Piątek:
- Wydarzenie: Impreza zamykająca Zimowy Festyn
- Zadania: Udekorowanie sali sportowej, zorganizowanie sprzętu muzycznego i dobrej muzyki.
- Wydarzenie: Impreza zamykająca Zimowy Festyn
- Zadania: Udekorowanie sali sportowej, zorganizowanie sprzętu muzycznego i dobrej muzyki.
Chętni:
………………………………………………………………………………………
Po długiej przepychance
do jak najłatwiejszego zadania, w końcu kartka dotarła do mnie. Nie wiedziałam
na co się zdecydować. Po dłuższej chwili wybrałam dekoracje
imprezowe. Nie powinno być tak źle. Jestem w grupie z kolegami z drużyny
koszykarskiej, więc na pewno będzie nam wesoło. Szybko podzieliłam się z Igorem, Pawłem,
Dawidem i Sebastianem obowiązkami.
Pędem
pobiegłam do klasy. Było już po dzwonku. Wparowałam do klasy od polskiego i
przeprosiłam za spóźnienie. Grzesiek siedział już w ławce. Idąc w jego stronę
czułam się trochę zakłopotana.
-Ulala musisz nauczyć się szybciej biegać na tych krótkich
nóżkach – zadrwił.
-Oh, czyżby? To w takim razie co powiedzieć o tobie. Wczoraj też nie popisałeś
się punktualnością. – usiadłam w ławce już całkowicie wyluzowana.
Tak!
Teraz jestem tego pewna. Wszystko wróciło do normy. Nasze wzajemne dogryzanie
sobie, stało się dla nas sportem narodowym. Udaję, że mnie to irytuje, ale tak
naprawdę jest zupełnie odwrotnie. Zaczęło mi się to podobać. Wydaje mi się, że
Grześkowi także. Mam chociaż trochę rozrywki na niezbyt ciekawych lekcjach.
- A tak na poważnie, to czemu się spóźniłaś? – zapytał ni stąd
ni z owąd.
- A co ty moja matka, żeby wszystko wiedzieć?! – odpowiedziałam.
-Czy ja wyglądam na kobietę? – zapytał – Jeszcze niedawno byłem górą mięcha. –
zaśmiał się.- Ale takim troskliwym ojcem, to mógłbym być. – dodał lekko
zamyślony.
-Oh, a więc drogi tatulku – odpowiedziałam głosem małego dziecka – Miałam
bardzo ważne spotkanie samorządu.
Uśmiechnęliśmy
się do siebie i do dzwonka skupiliśmy się na temacie lekcyjnym. Trochę mnie to
zdziwiło. Siedzieliśmy spokojnie. Bez żadnych przezwisk, dogryzania sobie,
szyderczych uśmiechów. Właściwie to nie tylko my zachowywaliśmy się podejrzanie
spokojnie. Cała klasa była dziś wyjątkowo cicho. Może to i dobrze. Pierwszy raz
tutaj mogę się skupić całkowicie na lekcji.
Po
dzwonku opowiedziałam swojej klasie jaki temat poruszyliśmy na spotkaniu
samorządu. Wszyscy byli bardzo ciekawi jak będzie wyglądał tegoroczny festyn.
Chcieli poznać wszystkie szczegóły. Niestety, sama znam tylko ogólny plan.
Po
trzeciej godzinie lekcyjnej, z głośników szkolnego radia ozwał się komunikat
przewodniczącej.
„Wielkimi krokami
zbliża się Zimowy Festyn. Przez tydzień, ku waszej uciesze,
lekcje będą odwołane na rzecz konkursów i zawodów.
Pierwszego lutego odbędzie się apel otwierający.
Tego dnia przyjadą do nas gimnazja z okolicy. Będzie to w pewnym rodzaju Dzień
Otwarty.
Mamy ich zachwycić i namówić do złożenia podań w naszej szkole.
Aby jednak tego dokonać, każda klasa przygotuje coś od siebie.
Udekorujcie klasy, zróbcie przedstawienie, zorganizujcie zawody…
Pomysłów jest wiele. Zostawiam wam pole do popisu.
To wszystko. Dziękuję”
Na
korytarzu można było usłyszeć jęki niezadowolenia. Każdy liczył, że całą szopką
na festyn zajmie się samorząd. Wiedziałam, że czeka mnie sporo roboty.
Dekoracje na dyskotekę, a teraz jeszcze trzeba wymyśleć prezentację dla
gimnazjalistów. Mam nadzieję, że klasa nie przydzieli mnie do tego. Nie wiem
czy dam radę podjąć się obu zadań.
Na historii z panem Czajką,
zamiast normalnego tematu zrobiliśmy godzinę z wychowawcą. Wszyscy burzliwie
dyskutowali, co zorganizujemy pierwszego lutego. Nagle jeden z chłopaków
wyskoczył z dość nietypowym pomysłem, który wyraźnie zdenerwował żeńską część
kasy.-Zrobimy kawiarenkę. Zmobilizujemy swoje matki, aby upiekły ciast, ciastek i
innych słodyczy. – wykrzyczał – Będziemy je sprzedawać wraz z herbatą, a za
kelnerki będą robić dziewczyny w krótkich sukienkach – mówił do kolegów, którzy
kiwali głową z aprobatą.
W klasie było słychać oburzone
dziewczyny. Nie powiem, mi również ten pomysł nie przypadł do gustu, ale chłopakom
bardzo się podobał. Na szczęście kłótnie przerwał pan Czajka, który również nie
popierał pomysłu chłopaków. Uważał, że mogłoby to zostać źle odebrane przez
radę pedagogiczną.
Staliśmy w miejscu. W końcu
wpadłam na pomysł małego zmodyfikowania planu chłopaków.
-Pomysł kawiarenki nie jest zły. – powiedziałam – Biorąc
jednak pod uwagę, że rada pedagogiczna spojrzałaby na nasze stroje trochę
nieprzychylnie, a dziewczyny przyciągnęłyby tylko męską część gimnazjum, lepiej
aby były i kelnerki, i kelnerzy.
- Sugerujesz, że chłopacy również powinni biegać w krótkich spódniczkach? –
zaśmiał się Natan.
- Cicho idioto – zaśmiałam się do niego – daj mi skończyć. Zamiast wyzywających
strojów, lepiej ubrać się elegancko i traktować klientów z przesadną grzecznością.
Będzie śmiesznie i nie złamiemy regulaminu.
Pomysł
został przyjęty przez klasę. Do końca lekcji ustalaliśmy kto kim będzie i czyje
mamy zajmą się wypiekami. Przed dzwonkiem tylko dodałam:
-A więc pierwszego macie wyglądać tak: chłopaki w garniturach
i dziewczyny w galowych sukienkach. – krzyknęłam zanim w kasie zapanował już
całkowity rozgardiasz.
Wszyscy
opuścili klasę. Na przerwie cały czas było słychać rozmowy dotyczące festynu.
Podsłuchałam kilka z nich. Pomysł kawiarenki wyraźnie się spodobał. Cieszyło
mnie to. Odegrałam już swoją rolę w tej części zadania. Teraz zostały mi tylko
dekoracje na imprezę.
-No proszę, proszę – odezwał się Grzesiek, który właśnie do
mnie podszedł – Można porównać cię do Napoleona.
-Czemu? – zapytałam zdziwiona.
-Kurdupel z talentem przywódczym – zaśmiał się, a widząc moją podirytowaną
twarz, sytuacja cieszyła go jeszcze
bardziej.
-Nie mam już do ciebie siły – westchnęłam.
Odeszłam
nie dodając nic więcej. Widać, że go to wyraźnie zdziwiło. Zawsze mu się
odgryzałam. Tym razem postanowiłam nic nie odpowiadać. Jestem ciekawa czy
zmieni swoje nastawienie. A po za tym, jego zdziwiona mina, po mojej
odpowiedzi, była po prostu bezcenna. Chyba muszę częściej zgrywać obojętną.
***
Przez ostatnie dwa tygodnie
miałam pełne ręce roboty. Przygotowanie odpowiednich dekoracji pochłaniało
ogromną ilość energii. Do tego zostałam powołana do przedstawienia na apelu.
Próby na każdej ósmej lekcji po prostu mnie wykańczały. Nawet Grzesiek dał mi
spokój na czas trwania przygotowań. Przez ostatni czas chodziłam jak maszyna.
Wstawałam, szłam do szkoły, robiłam dekoracje i lekcje, szłam spać. I tak w
kółko. Zauważyłam również, że Grzesiek nie wraca ze mną tramwajem. Czyżby
zostawał na dodatkowych zajęciach? Czemu mnie to interesuje? Przecież zawsze
mnie denerwuje. To dobrze, że nie wracamy razem. Bardzo dobrze!
Robienie
dekoracji szło mi coraz lepiej. Zorganizowałam potężny, jednokolorowy materiał,
którym pozasłaniam obdrapane ściany. Poozdabiam go papierowymi śnieżynkami. Ich
wycięcie zajęłoby mi całe wieki, ale szepnęłam co nieco przewodniczącej. Zmobilizowała
ona grupę osób, która pomogła mi w wycinaniu.
***
Nareszcie piątek. To był
wykańczające dwa tygodnie. Ostatni weekend spędziłam nad wycinankami i jak
sobie pomyślę, że nareszcie mam wolne, to mimowolnie się uśmiecham. Po wyjściu
ze szkoły ruszyłam w stronę tramwaju. Musiałam na chwile przysnąć, bo nie
pamiętałam kiedy dojechałam na swój przystanek. Po powrocie do domu pierwsze co
zrobiłam to rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam chyba w minutę.
Obudziłam
się około dziewiętnastej. Głodna zerknęłam do lodówki. Była całkowicie pusta.
No trudno, trzeba iść coś kupić. Uporządkowałam trochę włosy i chwyciłam za portfel. Zrobiłam małe zakupy.
Codzienną rutynę przerwała jednak sytuacja w parku, na której widok osłupiałam.
-Ty ćpasz?! – krzyknęłam do Grześka, który przed chwilą dokonał zakupu
narkotyków.
-Nie twoja sprawa. – odpowiedział chłodnym tonem. Na jego twarzy było widać
złość, ale też zdziwienie.
-Ty skończony debilu! – zaczęłam go wyzywać – To wykończy twój organizm! Wiesz
ile świństwa znajduje się w narkotykach i…
-Tak, krzycz głośniej, aby psy mnie dorwały – przerwał mi – Nie mam ochoty z
tobą rozmawiać. Lepiej, żeby nikt się o tym nie dowiedział. – powiedział
rzucając mi straszne spojrzenie.
Odszedł.
Prze dłuższą chwilę patrzyłam się głucho w przestrzeń. Nie mogłam pojąć,
dlaczego na co dzień wesoły chłopak, bierze narkotyki. Czy ma jakieś problemy?
Muszę się tego dowiedzieć.
***
W
sobotę spotkałam się z braćmi na dworcu. Ten weekend mieliśmy spędzić u ojca.
Związał się ostatnio z nową kobietą i musieliśmy całą trójka poznać nową ,,mamusię". Ciężki jest los dzieciaka, którego rodzice są po rozwodzie. Ale nic na
to nie poradzę, że jakiś czas temu zaczęli się strasznie kłócić.
Wsiedliśmy
do pociągu. Jakiś czas nikt się nie odzywał. Każdy wiedział co się święci.
Musimy polubić nową partnerką ojca i udawać, że czujemy się świetnie w jej
towarzystwie. Nie wolno nam na nią krzywo spojrzeć, mówić coś za jej plecami,
absolutnie nie poruszać tematu naszej biologicznej matki i udawać złote dzieci.
Łamiąc jedną z tych żelaznych zasad naszego ojca, mogło się mieć zdrowo
przekichane.
Nagle
jeden z bliźniaków przerwał ciszę:
-Wiecie co? Rozmawiałem dzisiaj rano z ojcem przez telefon –
powiedział Bartek – Przedstawił mi jeszcze kilka faktów o swojej nowej
partnerce.
-A może jaśniej? – powiedział Łukasz, który był ciekawy nowych szczegółów.
-Ta baba ma ośmioletniego syna. –
powiedział podirytowany – Oczywiście, go również mamy traktować jak ósmy cud
świata. Była partnerka ojca przynajmniej nie miała bachorów.
-To nas stawia w nieciekawej sytuacji. – powiedziałam – Wystarczy jedno doniesienie
na nas ojcu przez tego smarkacza i leżymy.
-Racja. – dodał Bartek – Ojciec odetnie nas wtedy od kasy i będziemy zmuszeni
znowu z nim zamieszkać i zmienić szkołę.
-A w życiu! – powiedział Łukasz – Wolę się gdzieś zatrudnić, niż znowu być z
nim pod jednym dachem.
-Myślę, że on także nie za bardzo chce naszego powrotu – powiedziałam lekko
zamyślona. - Doskonale wiemy o tym, że ojciec
jest pracoholikiem. Cały czas siedzi z nosem w dokumentach i papierach z
jego firmy. Nienawidzi kiedy mu się przeszkadza w pracy. Ma teraz na głowie tą
nową kobietę wraz z jej synem. Jeśli po jego domu miałaby się kręcić jeszcze
trójka bachorów to myślę, że prędzej by zwariował.
-Jest w tym sens – powiedział Bartek – Ale to i tak nie zmienia faktu, że
musimy zachowywać się jak roboty. – dodał, na co wszyscy wydaliśmy z siebie
ciche westchnienie.
Droga
trochę mi się dłużyła. Próbowałam sobie znaleźć jakieś zajęcie, ale na marne. W
końcu włożyłam słuchawki, puściłam spokojną muzykę i zaczęłam czytać książkę
dla zabicia czasu. Co jakiś czas ucinałam sobie krótką pogawentkę z braćmi.
Nareszcie
dojechaliśmy. Na dworze zaczął padać deszcz ze śniegiem. Na szczęście miałam
parasolkę, w przeciwności do Łukasza i Bartka, którzy władowali mi się pod nią.
W zamian za schronienie wzięli moją walizkę i ruszyliśmy w stronę parkingu.
Czekał już tam na nas samochód. Ojciec wcale po nas nie przyjechał. Wysłał
szofera i szczerze powiedziawszy, wcale nas to nie zdziwiło.
Jechaliśmy dobre 20 minut nim naszym oczom ukazał się wieżowiec, w którym ojciec ma swój apartament. Wracają wspomnienia. Cieszą się, że już tu nie mieszkam. Na każdym kroku jest się kontrolowanym i poprawianym.
Szofer dał bliźniakom po parasolce i puścił nas przodem. Weszliśmy do budynku i wjechaliśmy na najwyższe piętro. W ciszy przekroczyliśmy próg domu. Już w korytarzu natknęliśmy się na grubego, niskiego chłopca, który przyglądał nam się szyderczo. Zmierzył każdego od stóp do głów i ruszył w stronę salonu.
Jechaliśmy dobre 20 minut nim naszym oczom ukazał się wieżowiec, w którym ojciec ma swój apartament. Wracają wspomnienia. Cieszą się, że już tu nie mieszkam. Na każdym kroku jest się kontrolowanym i poprawianym.
Szofer dał bliźniakom po parasolce i puścił nas przodem. Weszliśmy do budynku i wjechaliśmy na najwyższe piętro. W ciszy przekroczyliśmy próg domu. Już w korytarzu natknęliśmy się na grubego, niskiego chłopca, który przyglądał nam się szyderczo. Zmierzył każdego od stóp do głów i ruszył w stronę salonu.
-Ej, mamo w korytarzu stoją jacyś ludzie – powiedział chłopiec.-To pewnie twoje przyszłe rodzeństwo – ozwał się gruby głos z gabinetu. To był
bez wątpienia ojciec jak zwykle zajęty papierkową robotą. – Za niedługo
będziemy jeść obiad. Przyszykujcie się. Szofer za chwilę powinien przynieść
wasze walizki. – powiedział nie wychodząc z pomieszczenia, ani nawet nie
przywitawszy się z nami.
Każde z
nas bez słowa ruszyło do swojego pokoju. Dobrze, że ten mały smark nie
pozajmował ich. Jak tylko nasze walizki zostały przyniesione zaczęłam się przebierać.
Ubrałam elegancką, jasnoniebieską sukienkę i czekałam na rozpoczęcie obiadu.
Nie minął kwadrans, a już wołano nas.
Wszyscy zebraliśmy się przy
stole. Ojciec zaczął nam przedstawiać swoją wybrankę. Pasowała do niego
idealnie. Tak samo ułożona i snobistyczna jak on. W przeciwieństwie do jej
syna. Ten mały diabeł od razu mi się nie spodobał. Cały czas zwracał na siebie
uwagę i mówił o mnie, Łukaszu i Bartku w trzeciej osobie, jakbyśmy byli
rzeczami.
Mimo sztywnej atmosfery długo
rozmawialiśmy. Głównie o przyszłości mojej i braci. Kiedy zaczął mnie męczyć
już ten temat, zapytałam się delikatnie ojca o jego plany w stosunku co do jego
partnerki Blanki i jej syna Arona. Okazało się, że na razie są w luźnym
związku, ale może niedługo będzie z tego coś więcej,
Trochę zeszło zanim zdołałam
uciec od stołu. Nie mając najmniejszego zamiaru siedzieć dłużej w domu
przebrałam się i wyszłam. Już nie padało. Zaczęłam spacerować i oddychać
deszczowym powietrzem. Przez przypadek natknęłam się na znajomych z byłego
gimnazjum. Na szczęście nie było to towarzystwo, które cały czas mi dokuczało.
Długo rozmawialiśmy. Opowiadałam im o mojej nowej szkole i znajomych, oni zaś
pytali się czemu uciekłam tak daleko i nie jestem z nimi w jednym liceum.
Kiedy zaczęło się ściemniać
wróciłam do apartamentu. Bliźniaki grały na playstation, Aron jak zwykle
próbował coś przeskrobać, a ojciec siedział w dokumentach. Przechodząc przez
salon Blanka chwyciła mnie za nadgarstek i zaciągnęła mnie w kąt.
-Mam nadzieję, że nie będziecie się wtrącać w nasze życie –
powiedziała z zimnym wyrazem twarzy – Mam zamiar stworzyć z Aleksym i Aronem
rodzinę, a wy mi to utrudniacie.
-Bez obaw – odpowiedziałam obojętnie. – Przyjechaliśmy tu tylko na prośbę ojca
i znikniemy stąd tak szybko jak żeśmy przyjechali.
Kobieta
rzuciła mi tylko ostatni raz spojrzenie i odeszła. Śmieszy mnie ta jej cala
akcja. Ona naprawdę myśli, że ojciec poświęca nam aż tyle uwagi? Prawda jest
taka, że gdyby nie wysyłane nam pieniądze na szkołę i kod DNA, nie mielibyśmy
żadnego powiązania.
Zaraz po rozmowie z Blanką poszłam
do łazienki wziąć kąpiel. Zaraz po niej od razu ułożyłam się w łóżku. Mocno
przytuliłam do siebie poduszkę. Nie mogła zasnąć. Cały czas nurtowało mnie
jedno pytanie. Dlaczego on bierze narkotyki?
***
I tak oto pojawił się następny rozdział. Stwierdziłam, że skoro mam wakacje, to nie będę trzymać się schematu ,,Jeden rozdział tygodniowo" i może zacznę dodawać je trochę częściej. :)