,,Zakręcony świat"
1.Nowa
Dzisiaj
ten ekscytujący dzień. Stoję przed szarym, dużym budynkiem. Mimo jego wyglądu,
przyciągają mnie hałasy i śmiechy, dobywające się z niego. Słyszę dzwonek,
wszystko cichnie. Powinnam w końcu przekroczyć próg szkoły i udać się do
gabinetu dyrektorki, ale nie mam odwagi. Dziwne, prawda?
Wszystko poszłoby gładko, gdyby nie to, że
pierwszy raz będę uczęszczać do szkoły publicznej. Nie wiem jak przyjmą mnie
uczniowie w tym liceum. Nie dość, że dołączam tutaj dopiero w drugim semestrze
pierwszej klasy, będzie mi trudno nawiązać znajomości, bo wszyscy się już
znają, to boję się odrzucenia ze strony moich rówieśników. Mogą mnie przecież
uważać za bogatą snobkę z prywatnej szkoły. Wolę być jednak tutaj sama, niż
chodzić do tego samego liceum co moi o rok starsi bracia. Te bliźniaki są po
prostu straszne. Cieszę się, że oboje poszli do szkoły sportowej, bo mijając
ich codziennie na korytarzu szkolnym zwariowałabym.
Rozmyślając o swojej przyszłości w tym
liceum, zza moich pleców ni stąd, ni zowąd, wyskoczył woźny. Ze strachu aż
podskoczyłam, co wyraźnie go rozbawiło.
- Nowa? – zapytał grubym głosem, który
absolutnie do niego nie pasował.
Był szczupłym, niskim staruszkiem, o
pociągłej twarzy. Miał łysą głowę, nie licząc drobnych, siwych kosmyków po
bokach. Na nosie nosił stare, zarysowane na lewym szkle okulary.
- T..t..tak! – powiedziałam lekko zdezorientowana. – Wie pan może gdzie znajdę
gabinet pani dyrektor? – zapytałam, a staruszek, nie wiedzieć czemu, przyglądał mi
się bardzo uważnie - Byłam tu tylko raz, kilka tygodni temu przy składaniu
podania i szczerze powiedziawszy nie do końca pamiętam, na które piętro mam się
udać. – Na twarzy staruszka znowu wymalował się szyderczy uśmiech, co powoli
zaczęło mnie irytować.
- Drugie piętro, czwarte drzwi na prawo.
- Bardzo dziękuję. – Odpowiedziałam i lekko skinęłam mu głową w
ramach podziękowania. Chciałam zapytać co go tak bawi, ale postanowiłam na
razie się powstrzymać.
- Trochę mi cię szkoda. – Na mojej twarzy wymalowała się nagle złość. – Widać,
że jesteś miłą i poukładaną dziewczyną. Źle wybrałaś szkołę. Dzieciaki tutaj
potrafią być naprawdę wredne.
- Hę? – staruszek strasznie mnie zdziwił. – Co ma pan na myśli?
- Musisz być silna, inaczej ta szkoła cię zniszczy. – spojrzał na moją wyraźnie
przestraszoną twarz i wypuścił wolno powietrze z ust – Słowo ,,patologia” nawet
w 20% nie oddaje znaczenia tego miejsca. – zażartował, uśmiechając się i
puszczając mi oko dla otuchy.
I tak było już za późno. Ruszyłam w stronę
gabinetu tak przestraszona, że mało po drodze nie zemdlałam. Chyba wolałam nie
wiedzieć, co mnie tu czeka. Przysięgam, że kiedyś znajdę tego dziadka i odpłacę
mu pięknym za nadobne. Napędzę mu takiego stracha, że…
- O! Witamy w naszym liceum. – Przywitała
mnie czterdziestoletnia kobieta.
Miała ciemne włosy, spięte w kok. Ubrana
była w białą bluzkę na guziki, którą włożyła w spodnie z wysokim stanem. Na
nogach miała czarne szpilki. Prezentowała się bardzo elegancko.
– Nazywam się Tamara Dąb. Jestem
dyrektorką tej szkoły. Miło mi cię przywitać w mojej szkole… Yyy…- nauczycielka
wyraźnie zakłopotała się, nie pamiętając mojego imienia.
- Luno! Nazywam się Luna. Dzień dobry! Mi również bardzo przyjemnie panią
poznać. – powiedziałam z nieszczerym uśmiechem na ustach. Ten stary dziadyga
napędził mi takiego stracha, że już sama nie wiedziałam, co myśleć o tej
szkole.
- Chodź za mną, zaprowadzę cię do twojej nowej klasy. – powiedziała
czterdziestolatka, z cały czas nieznikającym uśmiechem. Zastanawia mnie, czy
szczerym…
Ruszyłyśmy przez szeroki korytarz z
wielkimi oknami. Pod każdym z nich stała ławeczka dla uczniów. Zeszłyśmy po
schodach na pierwsze piętro. W między czasie dyrektorka zagadała do mnie:
- Spodoba ci się twoja klasa. Fajny wychowawca, inteligentne dziewczyny i
przystojni chłopcy. – mówiąc ostatnią część zdania kobieta lekko zachichotała.
– Masz dość nietypowe imię. – powiedziała zamyślona.
- Moja matka jest artystką i postanowiła dać mi na imię ,,Luna” na cześć jej
inspiracji – księżyca. – wytłumaczyłam jej.
- Ach no tak! Luna oznacza z łaciny księżyc, jeśli dobrze pamiętam. – dodała
usatysfakcjonowana swoją wiedzą. – O proszę, to tutaj! Świetnie się składa, że
masz akurat godzinę z wychowawcą. Jesteś gotowa poznać swoją klasę?
Nie
czekając na moją odpowiedź, zapukała do klasy. Chyba nigdy nie zapomnę numeru
na drzwiach od sali. Oby ta 13 okazała się szczęśliwa.
- Ach… Przepraszam, że
przeszkadzam panie Krzysztofie – uśmiechnęła się do niego. - Przyprowadziłam
panu nową uczennicę.
Dyrektorka
chwyciła mnie za nadgarstek i prawie siłą wepchnęła do klasy, sama wychodząc.
Zamknęła drzwi, zostawiając mnie na środku klasy, przed 29 wilkami patrzącymi
na mnie jak na ofiarę, …to znaczy kolegów i koleżanek sympatycznie zerkających
w moją stronę. Tak naprawdę nie było ich 29, bo część uczniów była nieobecna,
ale ich ilość nie miała znaczenia. Czułam się przerażona. Do momentu kiedy
spojrzałam na swojego wychowawcę i zaczęłam się śmiać.
- Witaj! – powiedział z uśmiechem i zdziwieniem. Moje zachowanie było raczej
nie na miejscu – Widzę, że masz dzisiaj świetny nastrój. Nazywam się Krzys… -
nie dałam mu dokończyć i dosłownie wybuchnęłam śmiechem.
- Krzysztof Czajka! – spojrzał na mnie jeszcze bardziej zdziwiony.
- Tak. Czyżby pani Tamara już tobie mnie przedstawiła? – zapytał spokojnie.
- Ależ skąd. – Znowu jego twarz była zszokowana – Pan mnie chyba nie poznaje. –
Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Nie młoda damo. – Nauczyciel uniósł delikatnie brwi do góry, jakby próbował
przypomnieć sobie moją twarz – No to, skąd cię znam?
Miałam
już mu odpowiedzieć na to pytanie, lecz nie zdążyłam, bo nagle jeden z uczniów
krzyknął z euforią:
- Toż to Luna! Luna Kułak!
Skierowałam
wzrok w kierunku wrzeszczącego moje imię chłopaka. Cały strach napędzony przez
woźnego nagle znikną. Zobaczyłam znajomą twarz. Blond włosy, niebieskie oczy,
zaraźliwy uśmiech. Tak to bez wątpienia największy urwis z mojej podstawówki.
Nie zdążyłam krzyknąć jego imię, kiedy odezwał się głos nauczyciela:
- Natan! Tyłek na krzesło! – powiedział z twarzą na przemian czerwoną i zieloną
– Tylko tego mi brakowało. Zmieniam szkołę, opuszczam tą chorą prywatną
podstawówkę, idę do publicznego liceum z nadzieją, że nie zobaczę więcej TYCH
DZIECIAKÓW, i co? Trafia mi się trójka w mojej własnej klasie!
Nauczyciel
wyraźnie zdenerwowany kierował wzrok nerwowo to na mnie, to na klasę, która
wyraźnie pogubiła się w całej sytuacji. Czajka zaczął poprawiać sobie krawat,
po czym powiedział do mnie:
- No, możesz zająć już
miejsce. – wskazał mi jedyną wolną ławkę, która stała na końcu klasy przy
oknie.
Idąc
usiąść mijałam Natana. Okazało się, że dzieli ławkę z Szymonem, przystojnym
szatynem o brązowych oczach z mojej starej szkoły. To dlatego wychowawca
powiedział, że teraz ma trójkę dawnych znajomych w klasie. Miło mieć jakieś
znajome twarze w nowej szkole. Chłopacy z mojej byłej podstawówki uśmiechali
się do mnie. Z czego Szymon pośpiesznie dodał zanim odeszłam:
- Święta Trójca znowu
razem – powiedział, szatańsko się uśmiechając.
Odwzajemniłam
to i usiadłam z brzegu wyznaczonej ławki. Jestem dość niska, więc zajmowanie
krzesła od strony ściany nie wchodzi w moim przypadku w grę. Rozglądałam się po
nowej klasie. Nie było tak źle. Zaczęłam przyglądać się twarzom kolegów. Muszę
przyznać, dyrektorka miała racje, jest tu sporo przystojniaków.
Lekcja
upływała bardzo szybko. Cały czas rozmawiałam i poznawałam nowych ludzi. Było
mi trochę głupio, bo przez to całe zamieszanie i rozsławianie mojej osoby przez
Natana i Szymona wszyscy mnie znali, kiedy ja nawet nie wiedziałam jak
większość ma na imię. Chłopcy z satysfakcją opowiadali, jak na każdej lekcji
historii w podstawówce, doprowadzaliśmy pana Czajkę do białej gorączki. To
głównie przez nasza trójkę zrezygnował on z tamtej posady. Klasa śmiała się i
żartowała. Z niedowierzaniem patrzyli na mnie, kiedy po tych całych
opowieściach Natana powiedziałam, że trochę się bałam nowej szkoły.
Jak
na swoją pierwszą godzinę lekcyjną w nowej szkole, to miałam znakomity start.
Od razu uznano mnie za wojaczkę i łobuziarę, która wysyła nauczycieli tam gdzie
ich miejsce. Nie przeszkadzało mi to. Lepiej mieć image licealistki, z którą
lepiej nie zadzierać, niż szarej myszki.
***
Cały
dzień zleciał jak z bicza strzelił. Natan i Szymon pokazali mi w czasie przerw
całą szkołę, uwzględniając przy okazji najlepsze drogi ucieczki na wagary. Pod
koniec dnia brakowało mi już tchu. To całe bieganie po szkole było bardziej
wykańczające, niż nie jedna lekcja wychowania fizycznego. Poznałam
też masę ludzi i to nie tylko ze swojego rocznika. Kto by przypuszczał, prawda?
Jest to zasługa o rok starszego brata Szymona – Igora i jego trzech kolegów
Sebastiana, Dawida i Pawła, którzy aktualnie są członkami samorządu szkolnego i
drużyny koszykarskiej. Ten sport ma tu o wiele więcej fanów niż piłka nożna i
jest bardzo popularny w okolicy. Chodząc z taką elitą po szkole, trudno kogoś
nie poznać.
Wystarczył
nie cały jeden dzień, aby pomponiary chciały mnie w ich zespole, ciacha ze
szkolnej drużyny koszykarskiej mówiły mi cześć, a samorząd uczniowski
proponował mi miejsce w ich grupie. Nawet nie wiem, czy to nie łamie
regulaminu. Jeśli mi dobrze wiadomo, to członkowie samorządu są wybierani w
wyborach międzyszkolnych i nie można wstąpić do niego tak po prostu.
Rozważywszy jednak propozycję przewodniczącej szkoły, postanowiłam się zgodzić.
Lubię wiedzieć pierwsza, co będzie się działo w szkole, jakie imprezy i
festiwale będą organizowane.
Moje
wstąpienie do samorządu, mimo że łamało regulamin szkolny, zostało przyjęte
przez nauczycieli bardzo pozytywne. Rzadko kiedy pierwszoklasista zostaje
członkiem zarządu. Według rady pedagogicznej, moja osoba doda odwagi wszystkim
pierwszakom i w przyszłości wpłynie od nich o wiele więcej podań do samorządu.
***
Usłyszawszy
dzwonek po siódmej lekcji, prawie pisnęłam z radości. Byłam tak zmęczona tym
dniem, że marzyłam tylko o gorącej kąpieli i łóżku. Na szczęście dopiero zaczął
się drugi semestr, więc nauczyciele nie zadawali nam jeszcze zadań domowych.
Miałam więc mnóstwo czasu na relaks i odpoczynek. Szybko pobiegłam do szatni po
kurtkę i kocimi krokami, niczym szpieg, wyszłam ze szkoły. Chciałam być
niezauważona. Unikałam ludzi, których na dziś miałam już dość. Jednak szybkie
dotarcie do domu nie było mi dane. Nim zdążyłam opuścić teren szkoły, zza moich
pleców wyskoczył Natan.
- Z Szymonem idziemy do centrum handlowego. - powiedział z uśmiechem na twarzy
– Idziesz z nami.
- Jestem trochę zmęczona i mam jeszcze parę obowiązków w domu - odpowiedziałam
resztką sił, które mi zostały – chyba odmówię.
-Kochana, ale to nie było pytanie. – Zaśmiał się i pociągnął mnie za
nadgarstek.
***
Wsiedliśmy
do tramwaju i szybko dotarliśmy do galerii handlowej. Wszyscy byliśmy strasznie
głodni, po tej całej bieganinie i zwiedzaniu szkoły, więc udaliśmy się do
jakiejś knajpy. Po posiłku poszłam z Natanem i Szymonem na małe zakupy. O dziwo
ja, w przeciwieństwie do nich, nic nie kupiłam. Chłopcy okupili się grami
komputerowymi i gazetami sportowymi. Ponadto Szymon postanowił kupić
sobie trochę ciuchów. Wraz z Natanem pomagaliśmy mu dobierać koszulki i
spodnie. Za pomoc odpłacił nam się pokazem mody w sklepie w czasie
przymierzania. Przesadnie naśladował zachowanie modela na wybiegu, rozbawiając
mnie i Natana to rozpuku jelit. Praktycznie zapomniałam o zmęczeniu.
Chodziliśmy po sklepach do dziewiętnastej. Później udaliśmy się do klubu, w
którym poziom mojej energii niebezpiecznie zbliżał się do zera. Około dwunastej
wszyscy byliśmy tak padnięci, że udaliśmy się do domu. Wsiedliśmy w ciszy do
tramwaju i prawie w nim pozasypialiśmy. Chłopacy odprowadzając mnie, znaleźli w
sobie odrobinę energii, aby zacząć rozmowę.
-Gdzie dokładnie mieszkasz? – zapytał zmęczony Szymon ziewając.
-Dokładnie tutaj! – Wskazałam im na wieżowiec, w którym wynajmowałam
mieszkanie.
-Z kim? – zapytał Natan.
-Sama. Ojciec mieszka w innym mieście, a bliźniaki na szczęście siedzą w
internacie i mam całe mieszkanie dla siebie – powiedziałam
przecierając oczy.
-A to fajnie! – uśmiechnął się Szymon – Wiadomo u kogo robić imprezy. – zaśmiał
się i puścił mi oko.
-No na pewno! Wynajmuję to mieszkanie i nie pozwolę wam doprowadzić go do ruiny
– powiedziałam z udawanym oburzeniem - Dziękuje wam za dzisiejszy dzień! – posłałam
chłopakom serdeczny uśmiech – Świetnie się bawiłam. Narazie!
-Nie ma sprawy. Narazie! – odpowiedzieli odchodząc.
Zmęczona
otworzyłam drzwi od budynku i idąc korytarzem, modliłam się o działającą windę.
Jeśli miałabym wybierać: przenocowanie na parterze, a biegnięcie po schodach na
10 piętro, wybrałabym tą pierwszą opcję. Winda na szczęście działała. Weszłam
do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Szybko poszłam po ręcznik i
pidżamę. Tak! Gorąca kąpiel to jedyne czego mi teraz potrzeba. Nalałam wody do
wanny i wygodnie się w niej położyłam. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się. Po
dłuższej chwili chwyciłam komórkę, która leżała na szafeczce niedaleko wanny.
Zegarek wybił pierwszą. Czas iść spać – pomyślałam. Wyszłam z łazienki i
ułożyłam się w miękkim łóżku. Wszystko toczyło się lepiej niż mogłam sobie
wyobrażać. Jednak przez cały czas nurtowało mnie jedno pytanie.
Przeliczyłam ławki w klasie. Było ich 15, a w każdej z nich siedzą po dwie
osoby. Skład Ia stanowi łącznie ze mną 30 osób. Wynika z tego, że obok mnie
ktoś siedzi. Tylko kto?
***
