piątek, 20 czerwca 2014

,,Zakręcony świat"

1.Nowa
Dzisiaj ten ekscytujący dzień. Stoję przed szarym, dużym budynkiem. Mimo jego wyglądu, przyciągają mnie hałasy i śmiechy, dobywające się z niego. Słyszę dzwonek, wszystko cichnie. Powinnam w końcu przekroczyć próg szkoły i udać się do gabinetu dyrektorki, ale nie mam odwagi. Dziwne, prawda?
Wszystko poszłoby gładko, gdyby nie to, że pierwszy raz będę uczęszczać do szkoły publicznej. Nie wiem jak przyjmą mnie uczniowie w tym liceum. Nie dość, że dołączam tutaj dopiero w drugim semestrze pierwszej klasy, będzie mi trudno nawiązać znajomości, bo wszyscy się już znają, to boję się odrzucenia ze strony moich rówieśników. Mogą mnie przecież uważać za bogatą snobkę z prywatnej szkoły. Wolę być jednak tutaj sama, niż chodzić do tego samego liceum co moi o rok starsi bracia. Te bliźniaki są po prostu straszne. Cieszę się, że oboje poszli do szkoły sportowej, bo mijając ich codziennie na korytarzu szkolnym zwariowałabym.
Rozmyślając o swojej przyszłości w tym liceum, zza moich pleców ni stąd, ni zowąd, wyskoczył woźny. Ze strachu aż podskoczyłam, co wyraźnie go rozbawiło.
- Nowa? – zapytał grubym głosem, który absolutnie do niego nie pasował.
Był szczupłym, niskim staruszkiem, o pociągłej twarzy. Miał łysą głowę, nie licząc drobnych, siwych kosmyków po bokach. Na nosie nosił stare, zarysowane na lewym szkle okulary. 
- T..t..tak! – powiedziałam lekko zdezorientowana. – Wie pan może gdzie znajdę gabinet pani dyrektor? – zapytałam, a staruszek, nie wiedzieć czemu, przyglądał  mi się bardzo uważnie - Byłam tu tylko raz, kilka tygodni temu przy składaniu podania i szczerze powiedziawszy nie do końca pamiętam, na które piętro mam się udać. – Na twarzy staruszka znowu wymalował się szyderczy uśmiech, co powoli zaczęło mnie irytować. 
- Drugie piętro, czwarte drzwi na prawo.
- Bardzo dziękuję. – Odpowiedziałam  i lekko skinęłam mu głową w ramach podziękowania. Chciałam zapytać co go tak bawi, ale postanowiłam na razie się powstrzymać.
- Trochę mi cię szkoda. – Na mojej twarzy wymalowała się nagle złość. – Widać, że jesteś miłą i poukładaną dziewczyną. Źle wybrałaś szkołę. Dzieciaki tutaj potrafią być naprawdę wredne. 
- Hę? – staruszek strasznie mnie zdziwił. – Co ma pan na myśli?
- Musisz być silna, inaczej ta szkoła cię zniszczy. – spojrzał na moją wyraźnie przestraszoną twarz i wypuścił wolno powietrze z ust – Słowo ,,patologia” nawet w 20% nie oddaje znaczenia tego miejsca. – zażartował, uśmiechając się i puszczając mi oko dla otuchy.
I tak było już za późno. Ruszyłam w stronę gabinetu tak przestraszona, że mało po drodze nie zemdlałam. Chyba wolałam nie wiedzieć, co mnie tu czeka. Przysięgam, że kiedyś znajdę tego dziadka i odpłacę mu pięknym za nadobne. Napędzę mu takiego stracha, że…
- O! Witamy w naszym liceum. – Przywitała mnie czterdziestoletnia kobieta.
Miała ciemne włosy, spięte w kok. Ubrana była w białą bluzkę na guziki, którą włożyła w spodnie z wysokim stanem. Na nogach miała czarne szpilki. Prezentowała się bardzo elegancko.
 – Nazywam się Tamara Dąb. Jestem dyrektorką tej szkoły. Miło mi cię przywitać w mojej szkole… Yyy…- nauczycielka wyraźnie zakłopotała się, nie pamiętając mojego imienia. 
- Luno! Nazywam się Luna. Dzień dobry! Mi również bardzo przyjemnie panią poznać. – powiedziałam z nieszczerym uśmiechem na ustach. Ten stary dziadyga napędził mi takiego stracha, że już sama nie wiedziałam, co myśleć o tej szkole.
- Chodź za mną, zaprowadzę cię do twojej nowej klasy. – powiedziała czterdziestolatka, z cały czas nieznikającym uśmiechem. Zastanawia mnie, czy szczerym…

          Ruszyłyśmy przez szeroki korytarz z wielkimi oknami. Pod każdym z nich stała ławeczka dla uczniów. Zeszłyśmy po schodach na pierwsze piętro. W między czasie dyrektorka zagadała do mnie:
- Spodoba ci się twoja klasa. Fajny wychowawca, inteligentne dziewczyny i przystojni chłopcy. – mówiąc ostatnią część zdania kobieta lekko zachichotała. – Masz dość nietypowe imię. – powiedziała zamyślona. 
- Moja matka jest artystką i postanowiła dać mi na imię ,,Luna” na cześć jej inspiracji – księżyca. – wytłumaczyłam jej.
- Ach no tak! Luna oznacza z łaciny księżyc, jeśli dobrze pamiętam. – dodała usatysfakcjonowana swoją wiedzą. – O proszę, to tutaj! Świetnie się składa, że masz akurat godzinę z wychowawcą. Jesteś gotowa poznać swoją klasę?
            Nie czekając na moją odpowiedź, zapukała do klasy. Chyba nigdy nie zapomnę numeru na drzwiach od sali. Oby ta 13 okazała się szczęśliwa.

- Ach… Przepraszam, że przeszkadzam panie Krzysztofie – uśmiechnęła się do niego. - Przyprowadziłam panu nową uczennicę. 
         Dyrektorka chwyciła mnie za nadgarstek i prawie siłą wepchnęła do klasy, sama wychodząc. Zamknęła drzwi, zostawiając mnie na środku klasy, przed 29 wilkami patrzącymi na mnie jak na ofiarę, …to znaczy kolegów i koleżanek sympatycznie zerkających w moją stronę. Tak naprawdę nie było ich 29, bo część uczniów była nieobecna, ale ich ilość nie miała znaczenia. Czułam się przerażona. Do momentu kiedy spojrzałam na swojego wychowawcę i zaczęłam się śmiać.
- Witaj! – powiedział z uśmiechem i zdziwieniem. Moje zachowanie było raczej nie na miejscu – Widzę, że masz dzisiaj świetny nastrój. Nazywam się Krzys… - nie dałam mu dokończyć i dosłownie wybuchnęłam śmiechem.
- Krzysztof Czajka! – spojrzał na mnie jeszcze bardziej zdziwiony. 
- Tak. Czyżby pani Tamara już tobie mnie przedstawiła? – zapytał spokojnie.
- Ależ skąd. – Znowu jego twarz była zszokowana – Pan mnie chyba nie poznaje. – Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Nie młoda damo. – Nauczyciel uniósł delikatnie brwi do góry, jakby próbował przypomnieć sobie moją twarz – No to, skąd cię znam?
                Miałam już mu odpowiedzieć na to pytanie, lecz nie zdążyłam, bo nagle jeden z uczniów krzyknął z euforią:
- Toż to Luna! Luna Kułak!
         Skierowałam wzrok w kierunku wrzeszczącego moje imię chłopaka. Cały strach napędzony przez woźnego nagle znikną. Zobaczyłam znajomą twarz. Blond włosy, niebieskie oczy, zaraźliwy uśmiech. Tak to bez wątpienia największy urwis z mojej podstawówki. Nie zdążyłam krzyknąć jego imię, kiedy odezwał się głos nauczyciela:
- Natan! Tyłek na krzesło! – powiedział z twarzą na przemian czerwoną i zieloną – Tylko tego mi brakowało. Zmieniam szkołę, opuszczam tą chorą prywatną podstawówkę, idę do publicznego liceum z nadzieją, że nie zobaczę więcej TYCH DZIECIAKÓW, i co? Trafia mi się trójka w mojej własnej klasie!

Nauczyciel wyraźnie zdenerwowany kierował wzrok nerwowo to na mnie, to na klasę, która wyraźnie pogubiła się w całej sytuacji. Czajka zaczął poprawiać sobie krawat, po czym powiedział do mnie:
- No, możesz zająć już miejsce. – wskazał mi jedyną wolną ławkę, która stała na końcu klasy przy oknie.
         Idąc usiąść mijałam Natana. Okazało się, że dzieli ławkę z Szymonem, przystojnym szatynem o brązowych oczach z mojej starej szkoły. To dlatego wychowawca powiedział, że teraz ma trójkę dawnych znajomych w klasie. Miło mieć jakieś znajome twarze w nowej szkole. Chłopacy z mojej byłej podstawówki uśmiechali się do mnie. Z czego Szymon pośpiesznie dodał zanim odeszłam:
- Święta Trójca znowu razem – powiedział, szatańsko się uśmiechając.
         Odwzajemniłam to i usiadłam z brzegu wyznaczonej ławki. Jestem dość niska, więc zajmowanie krzesła od strony ściany nie wchodzi w moim przypadku w grę. Rozglądałam się po nowej klasie. Nie było tak źle. Zaczęłam przyglądać się twarzom kolegów. Muszę przyznać, dyrektorka miała racje, jest tu sporo przystojniaków.
            Lekcja upływała bardzo szybko. Cały czas rozmawiałam i poznawałam nowych ludzi. Było mi trochę głupio, bo przez to całe zamieszanie i rozsławianie mojej osoby przez Natana i Szymona wszyscy mnie znali, kiedy ja nawet nie wiedziałam jak większość ma na imię. Chłopcy z satysfakcją opowiadali, jak na każdej lekcji historii w podstawówce, doprowadzaliśmy pana Czajkę do białej gorączki. To głównie przez nasza trójkę zrezygnował on z tamtej posady. Klasa śmiała się i żartowała. Z niedowierzaniem patrzyli na mnie, kiedy po tych całych opowieściach Natana powiedziałam, że trochę się bałam nowej szkoły.
Jak na swoją pierwszą godzinę lekcyjną w nowej szkole, to miałam znakomity start. Od razu uznano mnie za wojaczkę i łobuziarę, która wysyła nauczycieli tam gdzie ich miejsce. Nie przeszkadzało mi to. Lepiej mieć image licealistki, z którą lepiej nie zadzierać, niż szarej myszki.
***
       Cały dzień zleciał jak z bicza strzelił. Natan i Szymon pokazali mi w czasie przerw całą szkołę, uwzględniając przy okazji najlepsze drogi ucieczki na wagary. Pod koniec dnia brakowało mi już tchu. To całe bieganie po szkole było bardziej wykańczające, niż nie jedna lekcja wychowania fizycznego.  Poznałam też masę ludzi i to nie tylko ze swojego rocznika. Kto by przypuszczał, prawda? Jest to zasługa o rok starszego brata Szymona – Igora i jego trzech kolegów Sebastiana, Dawida i Pawła, którzy aktualnie są członkami samorządu szkolnego i drużyny koszykarskiej. Ten sport ma tu o wiele więcej fanów niż piłka nożna i jest bardzo popularny w okolicy. Chodząc z taką elitą po szkole, trudno kogoś nie poznać.
        Wystarczył nie cały jeden dzień, aby pomponiary chciały mnie w ich zespole, ciacha ze szkolnej drużyny koszykarskiej mówiły mi cześć, a samorząd uczniowski proponował mi miejsce w ich grupie. Nawet nie wiem, czy to nie łamie regulaminu. Jeśli mi dobrze wiadomo, to członkowie samorządu są wybierani w wyborach międzyszkolnych i nie można wstąpić do niego tak po prostu. Rozważywszy jednak propozycję przewodniczącej szkoły, postanowiłam się zgodzić. Lubię wiedzieć pierwsza, co będzie się działo w szkole, jakie imprezy i festiwale będą organizowane.

           Moje wstąpienie do samorządu, mimo że łamało regulamin szkolny, zostało przyjęte przez nauczycieli bardzo pozytywne. Rzadko kiedy pierwszoklasista zostaje członkiem zarządu. Według rady pedagogicznej, moja osoba doda odwagi wszystkim pierwszakom i w przyszłości wpłynie od nich o wiele więcej podań do samorządu.
***
Usłyszawszy dzwonek po siódmej lekcji, prawie pisnęłam z radości. Byłam tak zmęczona tym dniem, że marzyłam tylko o gorącej kąpieli i łóżku. Na szczęście dopiero zaczął się drugi semestr, więc nauczyciele nie zadawali nam jeszcze zadań domowych. Miałam więc mnóstwo czasu na relaks i odpoczynek. Szybko pobiegłam do szatni po kurtkę i kocimi krokami, niczym szpieg, wyszłam ze szkoły. Chciałam być niezauważona. Unikałam ludzi, których na dziś miałam już dość. Jednak szybkie dotarcie do domu nie było mi dane. Nim zdążyłam opuścić teren szkoły, zza moich pleców wyskoczył Natan.
- Z Szymonem idziemy do centrum handlowego. - powiedział z uśmiechem na twarzy – Idziesz z nami.
- Jestem trochę zmęczona i mam jeszcze parę obowiązków w domu - odpowiedziałam resztką sił, które mi zostały – chyba odmówię.
-Kochana, ale to nie było pytanie. – Zaśmiał się i pociągnął mnie za nadgarstek.

***
         Wsiedliśmy do tramwaju i szybko dotarliśmy do galerii handlowej. Wszyscy byliśmy strasznie głodni, po tej całej bieganinie i zwiedzaniu szkoły, więc udaliśmy się do jakiejś knajpy. Po posiłku poszłam z Natanem i Szymonem na małe zakupy. O dziwo ja, w przeciwieństwie do nich, nic nie kupiłam. Chłopcy okupili się grami komputerowymi i  gazetami sportowymi. Ponadto Szymon postanowił kupić sobie trochę ciuchów. Wraz z Natanem pomagaliśmy mu dobierać koszulki i spodnie. Za pomoc odpłacił nam się pokazem mody w sklepie w czasie przymierzania. Przesadnie naśladował zachowanie modela na wybiegu, rozbawiając mnie i Natana to rozpuku jelit. Praktycznie zapomniałam o zmęczeniu. Chodziliśmy po sklepach do dziewiętnastej. Później udaliśmy się do klubu, w którym poziom mojej energii niebezpiecznie zbliżał się do zera. Około dwunastej wszyscy byliśmy tak padnięci, że udaliśmy się do domu. Wsiedliśmy w ciszy do tramwaju i prawie w nim pozasypialiśmy. Chłopacy odprowadzając mnie, znaleźli w sobie odrobinę energii, aby zacząć rozmowę.
-Gdzie dokładnie mieszkasz? – zapytał zmęczony Szymon ziewając.
-Dokładnie tutaj! – Wskazałam im na wieżowiec, w którym wynajmowałam mieszkanie.
-Z kim? – zapytał Natan.
-Sama. Ojciec mieszka w innym mieście, a bliźniaki na szczęście siedzą w internacie i mam całe mieszkanie dla siebie  – powiedziałam przecierając oczy.
-A to fajnie! – uśmiechnął się Szymon – Wiadomo u kogo robić imprezy. – zaśmiał się i puścił mi oko.
-No na pewno! Wynajmuję to mieszkanie i nie pozwolę wam doprowadzić go do ruiny – powiedziałam z udawanym oburzeniem - Dziękuje wam za dzisiejszy dzień! – posłałam chłopakom serdeczny uśmiech – Świetnie się bawiłam. Narazie!

-Nie ma sprawy. Narazie! – odpowiedzieli odchodząc.

         Zmęczona otworzyłam drzwi od budynku i idąc korytarzem, modliłam się o działającą windę. Jeśli miałabym wybierać: przenocowanie na parterze, a biegnięcie po schodach na 10 piętro, wybrałabym tą pierwszą opcję. Winda na szczęście działała. Weszłam do mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Szybko poszłam po ręcznik i pidżamę. Tak! Gorąca kąpiel to jedyne czego mi teraz potrzeba. Nalałam wody do wanny i wygodnie się w niej położyłam. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się. Po dłuższej chwili chwyciłam komórkę, która leżała na szafeczce niedaleko wanny. Zegarek wybił pierwszą. Czas iść spać – pomyślałam. Wyszłam z łazienki i ułożyłam się w miękkim łóżku. Wszystko toczyło się lepiej niż mogłam sobie wyobrażać.  Jednak przez cały czas nurtowało mnie jedno pytanie. Przeliczyłam ławki w klasie. Było ich 15, a w każdej z nich siedzą po dwie osoby. Skład Ia stanowi łącznie ze mną 30 osób. Wynika z tego, że obok mnie ktoś siedzi. Tylko kto?
***

No! Pierwszy rozdział już za mną. Co prawda mam już napisanych 4, ale skoro powiedziałam, że będę dodawać po jednym co tydzień, to będę się tego trzymała. Wolę mieć kilka rozdziałów w zapasie, niż zmuszać was do czekania kilka tygodni,  przez mój brak czasu na pisanie nowego rozdziału. Tak czy inaczej mam nadzieję, że historia wam się podoba i w miarę wychodzenia następnych rozdziałów, będziecie się w nią wciągać jeszcze bardziej. :) Pozdrawiam. Hime.

niedziela, 15 czerwca 2014

Cześć!

     Niedawno postanowiłam założyć bloga. No dobrze, nie tak niedawno. Koncepcja powstała już jakiś czas temu, ale brak motywacji i czasu zrobiły swoje. W końcu jednak mój blog ujrzał światło dzienne! :D
     Dość już moich wypocin. Czas przejść do konkretów. Jak tytuł wskazuje, swojego bloga poświęcę nastolatkom, a konkretnie historiom, w których młodzież będzie odgrywać główną rolę. Mam zamiar pisać opowieści o scenach z życia szkolnego i  towarzyskiego licealistów/gimnazjalistów. Każda z historii będzie długości lekkiej 200 stronicowej książki, podzielonej na rozdziały wychodzące (jeśli czas pozwoli) co tydzień.
     Moją pierwszą historię poświęcę uczennicy I klasy LO. Dziewczyna o silnym charakterze, zaczyna trząść się ze strachu, gdy po raz pierwszy w życiu będzie chodziła do publicznej szkoły. Z prywatnego gimnazjum trafia do zwyczajnej młodzieży licealnej. Czy główna bohaterka odnajdzie się w nowym towarzystwie? Jak będzie traktowana? Jak poradzi sobie ze swoimi uczuciami? Wszystko to w ,,Zakręconym świecie".