niedziela, 5 października 2014

14.Wyznania
Około drugiej w nocy strasznie zachciało mi się pić. Wyciągnęłam portfel z torby i po cichu wyszłam z pokoju. Udałam się na parter gdzie na końcu korytarza stały automaty z napojami. Zaspana doczłapałam do celu i dokonałam zakupu. Upiłam parę łyków i udałam się w stronę pokoju. Nagle zobaczyłam Szymona.
-Luna, Luna! Musimy pogadać. To cud, że wpadłem na ciebie akurat teraz – powiedział chłopak biegnąc w moją stronę.
- Cooo jessssst?- mówiłam zaspanym głosem, kompletni.
-Czy ty coś czujesz do Karela? – na te słowa zdrętwiałam.
-Co? – odpowiedziałam rozbawiona.
-To co słyszysz! – mówił poważnym tonem.
-Ależ skąd! – odpowiedziałam wyczuwając napiętą atmosferę. 
-Na pewno? – zapytał podejrzliwie.
– OCZYWIŚCIE. Zresztą… No bo wiesz… Ja miałam tego nikomu nie mówić. Obiecaj mi, że nikomu nie powiesz, to co tu teraz usłyszysz.
-Obiecuję – przytaknął.
-W autokarze Karel wyznał mi, że ma dziewczynę. Jest ona bardzo chora i przyjechał tu na wymianę, tylko dlatego, aby dorobić i wspomóc finansowo jej rodzinę. Rodzice Karela są bardzo stanowczy i nie pozwoliliby mu uczyć się i jednocześnie pracować. Uważają, że to nie do pogodzenia- powiedziałam lekko ściszając głos, aby nikt nas nie usłyszał. – Ale to jest tajemnica, więc jeśli komuś powiesz to wyrwę ci ten gadatliwy język!
-Co? Chyba żartujesz? – powiedział opierając się o ścianę i zaczynając powoli osuwać do pozycji siedzącej. – Nawet nie wiesz jaki bigos się tu dzieje – mówił załamany.
-Co masz na myśli? – zapytałam zdziwiona całym zachowaniem Szymona.
-Chodzi o to, że… Może zacznijmy od tego, żebyś się skupiła. Oczyść swój umysł i siadaj – powiedział lekko załamany. – Słuchaj. Od momentu, w którym usiadłaś z Karelem w autobusie Natan stwierdził, że wy absolutnie nie możecie być razem i dokładał wszelkich starań, aby zeswatać cię z Grześkiem. Wiedział jednak, że samemu mu się to nie uda więc poprosił o pomoc Kaśkę, która z chęcią przystała na tą propozycje, mimo wzajemnej niechęci do siebie. W między czasie Angelika wpadła na zupełnie odwrotny plan. Chciała abyście ty i Karel byli parą, odsuwając cię w ten sposób od Grześka. O jej planie dowiedziałem się przypadkiem. Jako moja kuzynka oczekiwała ode mnie pomocy. Daremnie… W tym momencie utworzyły się dwa fronty wojny. Angelika ze świtą vs Natan i Kaśka…
-CO!? – wrzasnęłam na całe gardło przerywając Szymonowi. – Czy wyście wszyscy poszaleli?
-Możliwe… - westchnął ciężko. – W skrócie wygląda to tak: Kaśka i Natan chcą skłócić cię z Karelem. Na przekór wychodzi im Angelika, która stara się o naszego kapitana koszykarzy. Zbliża się do ciebie i za wszelką cenę próbuje doprowadzić do związku twojego i Karela. Kaśka i Natan nie dając za wygraną obmyślają we dwójkę coraz to nowe plany. Przez zaangażowanie się w tą całą akcję przewodnicząc pokłóciła się z Igorem o Natana, z którą łączyły ją tylko ,,interesy". Jednak co się teraz okazuje oba fronty naszej wojny prowadzą bezsensowne działania, gdyż okazało się, że twój związek z Karelem jest po prostu nie możliwy – wypowiedział ostatnie zdanie wyraźnieje akcentując.
-To ma być skrót? – krzyknęłam. – Łeb mi od tego wszystkiego pęka.
-Mam ci to rozrysować? – zapytał żartobliwie.
-Czyli zaraz, czekaj – zaczęłam porządkować myśli. – Zakochana w Grześku Angelika chce zeswatać mnie z Karelem, aby mieć swojego koszykarza tylko dla siebie. Zbliża się więc do mnie i powoli realizuje swój plan. Natan i Kaśka nie chcą do tego dopuścić, więc spędzają masę czasu razem obmyślając jak zaszkodzić Karelowi i Angelice. W między czasie przewodnicząca kłóci się z chłopakiem o Natana, który tak właściwie nie znosi Kaśki. Pomijając jednak ten incydent żadna ze stron nie wie, że związek mój i Karela nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo jest on zajęty.  I jedynymi osobami, które znają wszystkie szczegóły jesteśmy my we dwoje?
-Dokładnie – potwierdził kiwając głową.
-A gdzie w tym wszystkim moje zdanie? – zapytałam załamana.
-Kto wie? – odpowiedział beztrosko.

        Przez chwilę siedzieliśmy oparci o ścianę i gapiliśmy się w sufit. Wyglądaliśmy jak dwie stare babki, które umówiły się na ploty i narzekają sobie na świat. To wszystko zaczyna mnie przerastać. W tą całą grę zaangażowane jest tyle osób, a ja nawet nie widzę w niej sensu.  
-A Angelika? Na pewno wściekła się na ciebie – zaczęłam załamanym głosem.
-Ta! – odpowiedział śmiejąc się. – Nawet zaczęła mi grozić. Ale w obecnej sytuacji, to ona może naprawdę niewiele.
-Puff… - westchnęłam ciężko. – A ja już zaczęłam jej wierzyć.
-Co masz na myśli? – zapytał zaciekawiony chłopak.
-Po prostu ostatnio spędziłam z nią dość dużo czasu, ale… - przerwałam nagle. – Szkoda gadać.

          Po dłuższej chwili wróciliśmy do swoich pokoi. Położyłam się na łóżko i próbowałam poukładać sobie w głowie tą całą sytuację. W końcu zasnęłam.
***
-LUUUUUUUNAAAAAA – na dźwięk swojego imienia otworzyłam ciężko powieki.
-AAAAAAAAAAA!!! – wrzasnęłam widząc Kaśkę centralnie nade mną. – Złaź ze mnie.
-Oj, dobra, dobra – odpowiedziała przewodnicząca. – Chciałam cię po prostu obudzić. Spałaś jak zabita. W ogóle nie zareagowałaś na budzik. Sama z ledwością dałam ci radę.
-Która godzina? – zapytałam zaspana.
-Późno – odpowiedziała dosłownie zrzucając mnie z łóżka.

            Po jakichś 30min całą czwórką zeszłyśmy na śniadanie. Posiłek zjadłyśmy z prędkością światła, bo za chwilę miała zacząć się zbiórka. Jak małe huragany wypadłyśmy na zewnątrz i ustawiłyśmy się razem z grupą. Dziś mieliśmy wędrować po górach. Cały dzień wśród malowniczych widoków i zimowych krajobrazów. Coś pięknego.
            Okazało się, że ze śniadaniem wcale nie musiałyśmy się spieszyć. Nasz przewodnik spóźnił się grubo ponad 20 minut. Jednak kiedy w końcu się zjawił przywitał się serdecznie i od razu rozpoczął wycieczkę.
-Mam nadzieję, że wzięliście wszystko – zaczął. – To ostatni gwizdek, aby dorzucić coś do swojego plecaka.

             Wrzucić coś jeszcze?! On chyba żartuje. Plecaki i tak już wszystkim mocno ciążyły, bo nocujemy w schronisku na szlaku. Trzeba było zapakować wszystkie niezbędne rzeczy na jeden dzień, a podczas takiej wędrówki każdy dodatkowy przedmiot to katorga.
             Koło 14 przewodnik ogłosił przerwę. Każdy ciężko usiadł na śniegu i chwycił za coś do jedzenia.
-To gorsze niż obóz przymusowej pracy – zaczęła zmordowana wędrówką Kaśka.
-Wiedziałaś na co się piszesz – odpowiedziała jej Nikola.
-No właśnie nie! – odwrzasnęła. – Na wakacje i w ferie zawsze jeździłam nad morze. Pierwszy raz jestem w górach – dodała z oburzeniem.
-Serio? – zapytałam z niedowierzanie. – To dlaczego tak się paliłaś, aby tu przyjechać?
-Bo w końcu chciałam zobaczyć jak to jest – odpowiedziała ciężko. – Ale teraz już wiem! Nigdy więcej!

          Na widok narzekającej Kaśki wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. W tym momencie podeszła do nas Angelika wraz z przyjaciółkami.
-Możemy się dołączyć? – zapytała z uśmiechem.

            Ruszyliśmy dalej wspólnie. Od momentu, w którym dołączyła się do nas nie powiedziałam ani słowa. Cały czas myślałam o rozmowie z Szymonem. Z jednej strony dostaję Angelikę w postaci diabła, który wszystko zdobywa silą i podstępem. Z drugiej szczerą i sympatyczną dziewczynę z nieciekawą przeszłością. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Która Angelika jest tą prawdziwą?
         W końcu dotarliśmy do schroniska. Zaczynało się już powoli ściemniać, ale mimo to każdy miał jeszcze dwie godziny, aby pospacerować sobie na świeżym powietrzu. Większość jednak poszła się schronić i zjeść kolację. Ja należałam do grona osób, które postanowiły się najpierw zakwaterować. Po rozpakowaniu walizek wraz z dziewczynami postanowiłyśmy udać się na posiłek. W momencie wychodzenia z pokoju zadzwonił jednak mój telefon.
***Perspektywa Kaśki***
-Przepraszam was na chwilę – powiedziała Luna chwytając za telefon. – Zaraz do was dojdę. Pilne.
-Nie ma sprawy – odpowiedziałam z uśmiechem. – Będziemy w stołówce.

          Wraz z koleżankami udałam się do wyznaczonego miejsca. Dziewczyny nic nie wyczuły, ale po wyrazie twarzy Luny można było odczytać, że to naprawdę ważny telefon.
-Hej! – przywitała się z nami Grzesiek mierząc nas od stóp do głów. – Nie zgubiliście kogoś?
-Hym? Co masz na myśli? – odpowiedziałam lekko się drocząc.
-No wiesz, dziewczyna, blondynka, mniej więcej tego wzrostu – zaprezentował rękoma specjalnie zaniżony wzrost Luny.
-Dostała jakiś telefon – uśmiechnęłam się. – Zaraz powinna tu przyjść. A czemu pytasz? – zapytałam złośliwie.
-Po prostu – odpowiedział unikając mojego wzroku.

          Moje droczenie się z Grześkiem przerwał wpadający do stołówki Natan. W jednej ręce trzymał niezgrabnie puszkę z napojem, zaś drugą wycierał mokrą plamę na koszulce.
-Co za niezdara – powiedział pod nosem Szymon. –Nawet pić nie umiesz jak człowiek.
-Zamknij się – powiedział niczym obrażone dziecko. – Zresztą to nie moja wina.
-A niby czyja? – zaśmiałam się.
-Kiedy szedłem do stołówki wpadła na mnie Luna – wytłumaczył się. – Nie wiem o co chodziło, ale wyglądała jakby jej się gdzieś naprawdę spieszyło.
-Co?! – zapytałam poważnym tonem. 
-No właśnie nie wiem co! – odpowiedział. – Jakaś taka dziwna była. Wpadła na mnie i bez słowa opuściła budynek.
-Dokąd pobiegła, idioto?!

***
Zapłakana siedziałam oparta o barierkę długiego, drewnianego pomostu znajdującego się nad ogromnym jeziorem nieopodal naszego schroniska.
-Tu jesteś – usłyszałam zadyszany głos Angeliki. – Ciężko cię było dogonić.
Jest to ostatnia osoba, którą chciałam ujrzeć w tym momencie. Jestem rozdarta w środku, do tego pojawia się ona. Wszystko dookoła mnie się psuje, ale wiem jedno. Teraz jest ten moment, abyśmy sobie wszystko wyjaśniły.
-Po co tu przyszłaś? – powiedziałam zimno, ocierając szybko łzy, aby nie zauważyła, że płakałam.
-Bo się martwiłam – wyjaśniła.
-Nie kłam…
-Co?
-Nie kłam…
-Co się z tobą… 
-Rozmawiałam z Szymonem – przerwałam jej.
-I? – odpowiedziała mi niezrozumiałym tonem. – Często rozmawiacie.
-Przestań udawać! – krzyknęłam. – Po co to wszystko robisz! Po prostu powiedz mi w twarz jakie masz ukryte cele!
-Co on tobie znowu nagadał! – wrzasnęła do mnie.
-Grozisz mu! Zbliżasz się do mnie! Kłamiesz! Chcesz, aby twój plan wszedł w życie! – zaczęłam impulsywnie wymieniać. 
-Hoo… - Angelika uniosła brwi do góry i spojrzała się zimno. – A więc o TEJ rozmowie ci powiedział… - dodała zbliżając się do mnie.
– Jak perfidną osobą trzeba być, aby robić takie rzeczy jak ty! – powiedziałam widząc jej wyraz twarzy.
-Nie jestem perfidna – zaśmiała się chłodno. – Po prostu walczę o swoje. 
-Ty…
-AaAa – pokiwała palcem. – Nie przerywaj. To, że kłamałam wcale nie jest prawdą. Co do wydarzeń z przeszłości nie skłamałam.
-Mam to potraktować jako usprawiedliwienie?! – z niedowierzaniem patrzyłam na nią.
-Absolutnie – uśmiechnęła się. – Po prostu nie lubię jak nazywają mnie kłamczuchą.
-Czyżby? – spojrzałam na nią wściekło.
-Kawa na ławę – powiedziała łapiąc mnie za kołnierz kurtki. – Nienawidzę cię. Ostatnie kilka dni były dla mnie jak wyjęte z horroru. I wiedz, że nie odpuszczę do końca.
-Rób co chcesz! – wrzasnęłam na cale gardło odpychając Angelikę z całych sił.
            Angelika z impetem spadła na barierki naprzeciw. Spojrzała na swoją dłoń i zaśmiała się pod nosem.
-Mam cię dość – mówiła z dziwną satysfakcją w głosie. – Zimno mi – dodała udając się w drogę powrotną. – ALE! – wrzasnęła znajdując się na brzegu. – Zanim stąd odejdę chcę wiedzieć jaką TO ma dla ciebie wartość – powiedziała wyciągając przed siebie rękę z moim naszyjnikiem.
-Mój medalik!!! – krzyknęłam impulsywnie przykładając rękę do szyi, z której przez szarpaninę został zerwany łańcuszek.
-Znaczy duży! – zaśmiała się, biorąc porządny zamach i wyrzucając medalik na zamarzniętą tafle jeziora. – Temperatura jest trochę na plusie! Ryzykujesz?
          Odeszła z uśmiechem na twarzy. Ja zaś przykucnęłam, zakryłam sobie dłońmi twarz i zaczęłam płakać.
                Znowu wszystko się wali… Nic nie wychodzi… Dlaczego zawszę kiedy czuję się szczęśliwa musi się coś zepsuć… Czy ja mam w środku siebie magnes przyciągający problemy…?
-Luna! – usłyszałam głos Grześka. – Tu jes… - nagle przerwał. – Co ci się stało?
-Nic – wykrztusiłam ostatkiem sił. 
-Tylko mi nie mów… Mijałem Angelikę… To znowu jej wina? – zapytał zmartwiony i wściekły zarazem.
-Nie… Może trochę… Nie tylko jej – odpowiadałam ciężko nie mogąc sklecić nawet jednego zdania.
-Ściemnia się – powiedział unikając ciężkiego dla mnie tematu. – Musimy wracać.
-Nie.
-Będą się o ciebie martwić – powiedział spokojnie.
-Nieprawda.
-Widzę, że masz gorszy dzień, ale wracajmy już.
-Gorszy dzień? – odkryłam twarz, którą ciągle miałam zakrytą i powoli wstałam. – Gorszy dzień!!! – wrzasnęłam. – Nawet nie masz pojęcia co się dookoła mnie dzieje!
-Bo nigdy nikomu nic nie mówisz! – skarcił mnie. 
-I takt nikt nie wie jak rozwiązać moje problemy! – wykrzyczałam jeszcze głośniej. 
– Masz wokół siebie osoby, którym na tobie zależy, ale ty najzwyczajniej nie chcesz sobie pomóc! – zaczął wysuwać kontrargumenty. 
-A jak niby pomożesz mi w tym, że z dwadzieścia minut temu dowiedziałam się, że od końca ferii mam iść znowu do prywatnej szkoły w mieście gdzie mieszka mój ojciec, znowu stracę bliskie mi osoby, a moja matka zmarła zeszłej nocy i jedyna pamiątka po niej została wyrzucona na środek tej tafli przez twoją narwaną byłą! – wykrzyczałam ze wszystkich sił, aż zaczęło boleć mnie gardło. – Jak…? – powtórzyłam załamanym głosem.

            Do oczu napłynęło mi masa łez, których nie mogłam powstrzymać. Opuściłam głowę w dół i ciężko oparłam ja na klatce piersiowej chłopaka.
           
            Chwilę ciszy przerwał nagle Grzesiek odsuwając mnie od siebie.
-Wyciągnę go dla ciebie – powiedział poważnym tonem.
-Co? – uniosłam na niego wzrok.
-Ten naszyjnik – mówił spokojnie.
-Chyba zgłupiałeś – odpowiedziałam ocierając łzy. – Lód jest zbyt kruchy.
-Dam radę.
-Nie dasz… Nie pozwolę ci.
-Możesz próbować – mówił niezmiennie spokojnym tonem.
-Nie rozumiem cię – powiedziałam ciężko. – Raz jesteś miły, a innym razem podły, czasem potrafisz rozmawiać ze mną cały czas, aby później nie odzywać się przez kilka dni. Nieraz jesteś wredny, a teraz chcesz ryzykować życie. Czemu ty to robisz? – zapytałam tonem pełnym wahania.
-Czemu? – zapytał kładąc mi rękę na policzku i składając na moich ustach ciepły pocałunek. – Bo cię kocham – dodał przeskakując barierkę i szybko zmierzając po mój naszyjnik.

            Oszołomiona sytuacją dopiero po chwili zwróciłam uwagę na pękający lód. Wywrzeszczałam imię chłopaka z myślą, że się zawrócił. Kiedy jednak tego nie zrobił pobiegłam w stronę schroniska. Przed budynkiem spotkałam Angelikę, która rozmawiała przez telefon. 
-Angelika! – spojrzałam na nią błagalnie.

             Nie musiałam jej tłumaczyć sytuacji. Mimo naszej kłótni brunetka zorientowała się o co chodzi i szybko pobiegła po pomoc.
***
AAAA!!! Jupi! Dodałam rozdział! Nie jupi... z opóźnieniem... Naprawdę bardzo was przepraszam, ale mam istne urwanie głowy.Absolutnie nie mogę sobie znaleźć czasu na pisanie -.- Pomijając jednak ten fakt...!!! (podniosła muzyka) Zbliżamy się do końca tej historii. Następny (ostatni już) rozdział, będzie czymś w rodzaju częściowego epilogu. Trochę kontynuacji aktualnych wydarzeń i trochę tego co będzie później. Dlatego nie zdziwcie się proszę, jeśli jego długość będzie trochę inna od pozostałych rozdziałów.