7.A więc wojna
W środę
wstałam wystarczająco szybko, aby zdążyć na wcześniejszy tramwaj. Jadąc do
szkoły myślałam o moich braciach. Wczoraj przy kolacji od razu zauważyli, że
jest coś nie tak. Mam nadzieję, że nie będą drążyć tej sprawy. Ta cała Angelika
jest naprawdę psychiczna. Nie do wiary, że oszpeciła kogoś z zazdrości.
Wchodząc
do szkoły widziałam kręcąca się po korytarzu ,,moją rywalkę”. Na krótko zderzyłyśmy się wzrokiem, po czym więcej nie zwracałyśmy na siebie uwagi.
Chwilę przed dzwonkiem Natan i Grzesiek wparowali do szkoły. Oczy Angeliki na
widok jej byłego chłopaka od razu zabłysły. Przebiegła koło mnie i ruszyła w
stronę Grześka, który zaczął machać na powitanie. Rozradowana pobiegła w jego
stronę. Miała świetną minę kiedy skacząc w ramiona chłopaka, ten po prostu
zrobił unik i ruszył w moją stronę. Jedną ręką objął mnie w pasie i pociągnął
za sobą.
-Co ty do cholery robisz? – warknęłam próbując się wyrwać z uścisku, który
zaciskał się jeszcze bardziej.
-Odpłacam Angelice za jej wczorajsze wkurzające sms-y – powiedział rozglądając
się.
-A co z tą całą śpiewką, że lepiej jej unikać? – zapytałam zdziwiona.
-Mała zmiana planów – mówił z dziwną satysfakcją w głosie.
-Ach, czyżby? Tylko czemu te plany obejmują też mnie? – zapytałam sfrustrowana.
-Bo wiem, że tego chcesz – powiedział z uśmiechem zadowolenia. – Podczas
pierwszego spotkania traktowała cię jak ,,przynieś, podaj, pozamiataj”, groziła
ci w szatni i zachowuje się jak księżniczka. Nie chcesz się odgryźć? – zapytał
z szatańskim wyrazem twarzy.
- A więc mam wolne pole do popisu? – Grzesiek kiwnął głową. – Niech będzie. – powiedziałam odwzajemniając
diabelski uśmiech.
Poszliśmy
w stronę klasy. Idąc wyglądaliśmy jak para. Było nawet słychać komentarze
innych w postaci: To oni są razem? Od kiedy? Dlaczego nic nie mówili? Śmiać mi
się chciało słysząc to. Ale najbardziej rozbawiała mnie mina Angeliki. Tego
widoku nie zapomną do końca życia. Wiedziałam, że nie wyniknie z tego nic
dobrego, ale nawet jeśli grozi mi jakieś świństwo z jej strony za tą całą
sytuację, to i tak było warto.
Po
rozpoczęciu lekcji nurtowało mnie jedno pytanie. Co Angelika napisała wczoraj
do Grześka? Ciekawość mnie zżerała, ale wolałam nie pytać, bo to i tak byłoby
daremne. Wiem, że nic by mi nie powiedział.
Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy
udali się do sali sportowej. Muszę przyznać, że grupa odpowiedzialna za tor
przeszkód naprawdę się spisała. Wszystko prezentowało się rewelacyjnie. Nasza klasa z chłopaków wystawiła Dawida
Kowalskiego. Wśród dziewcząt nie mieliśmy za dużego wyboru. Żadna,
prócz Sandry Bąk, nie miała stroju. Wybór był więc prosty.
Zawody rozpoczęły się. Naszej dwójce szło całkiem nieźle. Do czasu…
Dawid i Sandra w przedostatniej konkurencji wywrócili się bardzo niefortunnie.
Co prawda ukończyli zadanie, ale nie było mowy o kontynuowania przez nich
zawodów. Brakowało nam zawodników. Nagle zobaczyłam Natana, który ciągnął za
sobą Grześka.-To tylko jedna konkurencja – powiedział Natan.-Jedna, nie jedna, jak sobie coś naciągnę przed jutrzejszym dniem, to leżę –
odpowiedział Grzesiek.-Oj, nic się nie stanie – pocieszył go.-I tak nie mamy zawodniczki!-To dobre spostrzeżenie – powiedział wuefista. – Macie 20 sekund na znalezienie
zawodnika, albo dyskwalifikacja.
Natan zaczął nerwowo się
rozglądać. Nagle jego wzrok zatrzymał się na mnie. Uśmiechnął się i podbiegł do
mnie.-Luna idziesz biegnąć na 800m z Grześkiem – powiedział usatysfakcjonowany.-Chyba żarty sobie stroisz?! – odpowiedziałam zdziwiona. - Może lubię grać w siatkówkę, ale w biegach to
ja nigdy dobra nie byłam. Pierwszy raz muszę zgodzić się z Grześkiem. Niska jestem i szybko raczej nie pobiegnę!-I co z tego! – krzyknął łapiąc mnie za nadgarstek – Ważne, żeby nas nie zdyskwalifikowali
– dodał prowadząc mnie na linię startu.
To wcale nie miała być zwykła
konkurencja. Co prawda bieg był, ale każdej parze związywano nadgarstek.
Dobrze, że nie nogi… Byłby wtedy naprawdę nie za ciekawie. Byłam najniższym
zawodnikiem, najwolniej biegającym i na dodatek bez stroju sportowego. Oby
tenisówki, rurki i luźny t-shirt nie spowolniły mnie jeszcze bardziej.
Niezadowolona spojrzałam na Grześka w chwili związywania nam nadgarstków.-Jak ty to sobie wyobrażasz – powiedziałam zdołowana.-Biegasz aż tak źle? – zapytał oczekując przeczącej odpowiedzi. Niestety jej
nie dostał.-No raczej, że tak – powiedziałam sfrustrowana. – Najpierw wyzywasz mnie od
kurdupli, a teraz dziwisz się, że wolno biegam… A więc pozwól, że powtórzę
pytanie. Jak ty sobie wyobrażasz nasze dobiegnięcie do mety w miarę dobrym
czasie?-Przepraszam. Każdy zespół ma za zadanie przekroczyć matę razem? – Grzesiek
zapytał wuefistę ignorując moje pytanie.-Tak. Nie wolno rozwiązać dłoni. Liczy się tylko ten czas jaki zdobędzie zespół.
Nieważne jak przekroczycie metę. Po prostu macie to zrobić wspólnie –
odpowiedział nauczyciel.-No! Mam już plan! – powiedział zwracając się już do mnie z uśmiechem
satysfakcji.-To może się nim ze mną podzie…
Nie zdążyłam dokończyć, bo ozwał
się gwizdek sygnalizujący rozpoczęcie biegu. To co się teraz wydarzyło nie
spodziewał się nikt łącznie ze mną. W momencie, w którym wszystkie zespoły
ruszyły Grzesiek błyskawicznie przerzucił mnie przez ramię i zaczął biec.
Wyglądałam jak worek ziemniaków.
-Co to ro… AAAAAAAAAAAAAAAA! – zaczęłam się drzeć jak Grzesiek złapał rytm w
biegu i zaczął przyspieszać.
Krzyczałam przez cały wyścig. Jedyne
co z niego zapamiętałam, to machającego do nas Natana, który wrzeszczał:
ŚWIETNY POMYSŁ GRZECHU!!! Na 21 par przybiegliśmy trzeci. Albo raczej Grzesiek
przybiegł. Ja robiłam raczej za balast. Po wszystkim zostałam odstawiona na
ziemię, a Grzesiek usiadł tylko i zmęczony poprosił kolegą o butelkę wody. Tak
szczerze, to byłam nie mniej wykończona od niego. Darłam się tak głośno przez
cały wyścig, że pozbyłam się całej energii.
Po podsumowaniu naszego czasu
oraz Sandry i Dawida z poprzednich konkurencji całe zawody ukończyliśmy na czwartym
miejscu. Świetny wynik jak na 21 klas biorących udział. Konkurs trwał bardzo
długo. Zeszło nam do siódmej godziny lekcyjnej. Nic dziwnego. Same zawody
zajęły trochę czasu. Nie licząc podliczania punktów oraz rozdania nagród.
Nikomu to jednak nie przeszkadzało. Planowane dwie ostatnie lekcje przynajmniej
się nie odbyły.
Po wszystkim poszłam do szatni
zabrać kurtkę i zmienić buty. Nikogo tam nie było nie licząc wściekłej Angeliki
zmierzającej w moją stronę wraz ze swoją świtą. Byłam zmęczona, chciało mi się
spać i jeść. Tylko jej mi tu teraz brakowało…-Ja cię chyba ostrzegałam – powiedziała przygniatając mnie do szkolnych szafek.-Lepiej mnie puść – odpowiedziałam opanowana.-Nie dopóki nie zrozumiesz, że masz się mnie słuchać – wrzasnęła sięgając po
coś do kieszeni ze swojej kurtki.-Musiałoby być ze mną naprawdę źle, jakbym miała słuchać się tak plastikowej,
pustej, głupiej i żałosnej lafiryndy jak t…
Nie zdążyłam dokończyć. Angelika
wyciągnęła z kieszeni nożyczki odcinając mi pół warkocza. Dobrze, że zrobiłam
unik, bo mogłoby być gorzej. Moje włosy rozsypały mi się na plecach i sięgały
teraz zaledwie do łopatek. Pozostała cześć leżała teraz na ziemi. Zmierzyłam
tylko szybko wzrokiem Angelikę, nożyczki w jej ręku i strzępki mojego warkocza.
To ścierwo próbowało chyba zaśmiać mi się w twarz, ale nie zdążyło. Szybko
wymierzyłam w nią impulsywny cios. Oszołomiona przez chwilę patrzyła na mnie. W
momencie kiedy chciała mi oddać, rzuciłyśmy się sobie do gardeł. Bójka
rozkręciłaby się na dobre, gdyby nie jedna z nauczycielek przechodzących obok
szatni. Rozdzieliła nas z pomocą zszokowanych ,,przyjaciółek” Angelik i rzuciła
nam ostre spojrzenie.-Do dyrektora – powiedziała krótko.
Nauczycielka zaprowadziła nas do
pani Tamary. Potargane usiadłyśmy na krzesłach i spuściłyśmy głowy. Po chwili
dyrektorka zaczęła swoje przemówienie. O
dziwo Angelika zaczęła robić z siebie ofiarę. Jednak kiedy ja zaczęłam
przedstawiać swoją wersję, szala zwycięstwa przechyliła się na moją korzyść.
Miałam niezbite dowody, że to ta paniusia wszczęła bójkę. Pokazałam swoje włosy
i szarpnęłam kieszeń Angeliki, w której były nożyczki. Dyrektorka dała nam
ostrą reprymendę. Widziałam jednak, że na tym się nie skończy. W ramach
zadośćuczynienia każda z nas dostała zadanie w szkole, które ma wykonywać aż do
rozpoczęcia ferii. Kara była czymś w rodzaju prac społecznych. Aż mi się twarz
uśmiechnęła jak usłyszałam jaką pracę dostała Angelika. Ja musiałam sprzątać
sprzęt sportowy na hali. Ona zaś czyścić szkolne łazienki. Jaka wina taka kara.
Szkoda mi było jedynie mojego warkocza, ale widok Angeliki myjącej szkolne kible
zrekompensuje mi to.
Wychodząc z gabinetu związałam
włosy w wysoką kitkę. Zmierzyłam ją wzrokiem i westchnęłam tylko. Wydaje się
teraz taka krótka.
Była już przerwa po siódmej
lekcji. Wszyscy zbierali się do domu. Pobiłyśmy się 20 minut temu, a już cała
szkoła o tym huczała. Wróciłam się jeszcze raz do szatni. Była już posprzątana.
Wyciągnęłam nerwowo kurtkę z szafki i poszłam do drzwi prowadzących na halę.
Czułam na sobie wzrok licealistów. Denerwujące nie powiem. Nagle podbiegła do
mnie przerażona przewodnicząca.-Luna! Co ci się stało? – zapytała mierząc wzrokiem moją kitkę.-Nie chcę o tym rozmawiać – odpowiedziałam błyskawicznie, nie zatrzymując się.-Słyszałam, że pobiłaś się z tą nową! To prawda? – zadała kolejne pytanie
dotrzymując mi dość szybkiego kroku.-Mówiłam. Nie chcę o tym rozmawiać.
Widząc mój brak chęci do rozmowy
Kaśka odpuściła i poszła. Zdenerwowana… Poprawka. Wściekła ruszyłam na
halę gimnastyczną. Wiedziałam, że moi koledzy chcieli podejść i dowiedzieć się,
co takiego wydarzyło się dziś w szatni, ale widząc mój wyraz twarzy dawali
sobie spokój.
Usiadłam na trybunach. Musiałam
przeczekać całą ósmą godzinę lekcyjną. Dopiero po treningu drużyny
koszykarskiej mogłam zacząć odrabiać swoją karę. Po dzwonku oznajmiającej
początek zajęć podszedł do mnie młody mężczyzna. Był wysoki, dobrze zbudowany i
bardzo przystojny.-Cześć! To zapewne ty wyręczysz nas przez najbliższy tydzień w sprzątaniu
sprzętu – powiedział lekko rozbawiony.-Powiedzmy – odpowiedziałam niechętnie. – A ty to…-No tak. Bardzo możliwe, że jeszcze mnie nie znasz. Nazywam się Mateusz
Nowakowski. Uczę tu wychowania fizycznego poszczególne klasy i trenuję drużynę
koszykarską – przedstawił się sympatycznie.
To był nauczyciel? Wierzyć mi się
nie chciało. Musiał pracować tu od niedawna, bo wyglądał bardziej na ucznia,
niż na nauczyciela. Kiedy ocknęłam się z osłupienia, również się przedstawiłam.
Chwilę pogadaliśmy, zanim drużyna wyszła na boisko i rozpoczął się trening.-No
dobra chłopcy! – krzyknął do nich. – Jutro turniej i trzeba dopiąć wszystko na
ostatni guzik, więc do roboty. Zaczynamy rozgrzewkę.
W tym treningu nie byłoby nic
nadzwyczajnego, gdyby nie to, że część drużyny koszykarskiej mnie znała, plotki
o mojej bójce się rozeszły, trener był przystojniejszy od większości chłopaków
z mojego liceum, a głównym napastnikiem i zarazem kapitanem drużyny okazał się
pewien denerwujący mnie, ,,misiaczkowaty” pierwszoklasista imieniem Grzegorz
Wrażej. Po prostu wierzyć mi się nie chciało. Nie licząc jednak tych faktów, to
był naprawdę bardzo normalny trening. Teraz rozumiem czemu wygłupiłam się z tą
całą akcją z narkotykami. Grześkowi po prostu nie wolno ich brać, bo straciłby
na formie, a jego trener, łagodnie mówiąc, ukatrupiłby go.
Po treningu chłopcy poszli się
przebrać. Ja zaś zaczęłam brać się za sprzątanie. Kara nie należała do
najcięższych. Musiałam tylko pozbierać parę piłek i pozamykać wszystkie schowki
ze sprzętem na klucz. Uwijałam się bardzo szybko. Był taki moment, że Grzesiek
zaproponował mi pomoc, ale odesłałam go z kwitkiem kwaśną miną i brakiem chęci
rozmawiania z kimkolwiek. Nie chciałam z nim drążyć tematu Angeliki, bo oboje daliśmy sobie wolą rękę co do niej.
Kiedy skończyłam udałam się na
przystanek. W tramwaju nie spotkałam już nikogo znajomego. I dobrze. Środek
transportu zatrzymał się. Nie wysiadłam jednak na swoim przystanku. Musiałam
jeszcze zajść do fryzjera. Moje włosy były wręcz w opłakanym stanie.
W salonie nie było na szczęście
kolejki. Siadając na fotel rozpuściłam włosy. Fryzjerka od razu zapytała co mi
się stało. Skłamałam mówiąc, że miałam drobny wypadek w sali chemicznej. Nie
drążyłam dalej tego tematu. Im dalej w las z tym kłamstwem, tym fryzjerka
szybciej zorientuje się, że ściemniam. A
jak ten typ człowieka podchwyci plotę, to ledwie coś się powiedziało, a już z
końca miasta dają odpowiedź.
Fryzjerka pocieniowała mi
delikatnie włosy i zrobiła grzywkę na bok. Na początku opierałam się myśląc, że nie będzie mi pasować, ale nie było tak źle.
Około czwartej wróciłam do domu.
Bliźniaki mało nie dostały zawału na mój widok. Bartek podbiegł do mnie i
zaczął z niedowierzaniem patrzeć na moje włosy.-Co ci się stało? – zapytał.-Czasem potrzebne są zmiany – odburknęłam. -Ale twoje włosy są teraz takie, takie… - zaczął Łukasz.-Tak wiem! Krótkie! Wyglądają beznadziejnie – wrzasnęłam przerywając mu.-Co ty gadasz?! – powiedział Bartek. – Wyglądasz świetnie!-To prawda, że trochę szkoda twoich długich włosów, ale w tej fryzurze
wyglądasz bombowo – zachwalił mnie Łukasz.
Oniemiała stałam na korytarzu
niedowierzając w to, co mówili moi bracia. Bliźniaki mi komplementowały. Trzeba
to zapisać w kalendarzu. Przez chwilę patrzyłam jeszcze na nich. Później
podziękowałam im i zdziwiona, ale i też szczęśliwa, poszłam coś zjeść.
Przy
obiadokolacji nie dałam po sobie poznać, że w szkole miałam niemiła sytuację.
Śmiałam się i rozmawiałam z braćmi. Muszę przyznać, że bardzo poprawili mi
humor. Jednak nie należę do najlepszych kłamczuchów. Podczas konwersacji palnęło mi się to i owo i
koniec końców wygadałam się o bójce. Bartek i Łukasz z niedowierzaniem patrzyli
na mnie. Po wyjaśnieniu całej sytuacji z Angeliką, moimi włosami i karze,
bliźniaki ku mojemu zdziwieni zaczęli bić brawo.
Tego dnia nie mogłam usnąć. Nie
wiem czemu. Może za dużo emocji jak na jeden dzień. Około północy zaczęłam
czytać książkę. Zeszło mi do trzeciej zanim się od niej oderwałam. Dopiero o
tej porze poczułam zmęczenie. Zgasiłam lampkę i jakoś udało mi się zasnąć.
***
Przepraszam za małe opóźnienie ;-; Wczoraj zapomniałam nowy dodać post, a dzisiaj wstałam dość późno i musiałam jeszcze w domu posprzątać xD Prace nad kolejnymi rozdziałami ruszyły (jak wół ociężale). Nareszcie wybrnęłam z 8 :D Co prawda pisałam go jak miałam gorączkę (tak wiem, gorączka latem - paradoks) ale końcowy efekt mi się podoba :)