10.Pozostać sobą
Mimo że
spałam w pociągu, po powrocie do domu byłam wręcz padnięta. Szybko wzięłam
prysznic i już po chwili znajdowałam się w łóżku. W tej chwili jest mi bardzo
ciężko, ale poradzę sobie jakoś z tym sama. Nie chcę mieszać swoich znajomych w
moje problemy.
Wtuliłam
się w poduszkę i wypuściłam z oczu kilka łez. Chwyciłam ręką wisiorek na mojej
szyi i mocno go ścisnęłam. Przywraca on wiele bolesny, ale także radosnych
wspomnień. Dzięki niemu w jakiś dziwny, niewyjaśniony sposób czuję przy sobie
obecność mojej mamy.
Rankiem
obudziło mnie mocne światło padające z okna. Promienie słoneczne odbijały się
od puszystego śniegu na moim oknie, nie dając spać. Usiadłam na łóżku i
przeciągnęłam się ziewając. Spojrzałam na zegarek. 13:48! Nie pamiętam kiedy
ostatni raz tak długo spalam. Podeszłam do lustra i przejrzałam się w nim.
Roztrzepane włosy, podkrążone oczy, trupioblada cera. Nie wyglądałam dziś
najlepiej. Ruszyłam w stronę łazienki, aby doprowadzić się do ładu. Wzięłam
prysznic i ubrałam się. Włosy związałam w wysoki kucyk. Nie wyglądałam już tak
źle.
Nagle
strasznie zaburczało mi w brzuchu. No tak, przecież wczoraj praktycznie nic nie
jadłam. Postanowiłam zjeść śniadanie. W
kuchni jednak zastałam gotowy już obiad.
-Dzisiaj skromnie z obiadem, ale my też niedawno wstaliśmy – powiedział Łukasz
wskazując na odgrzewany obiad z czwartku.
-Cieszę się, że w ogóle coś jest – uśmiechnęłam się serdecznie i zasiadłam do
stołu. – Jednak na korytarzu… - posmutniałam lekko.
-Co takiego? – zapytał Bartek unosząc jedną brew do góry.
-Stoją wasze walizki. Nie chcę, żebyście na razie wracali do internatu –
ostatnie zdanie powiedziałam delikatnie podnosząc ton.
-A, to. Przegraliśmy zakład, więc w czwartek wieczorem postanowiliśmy się
spakować i wracać do siebie – zaczął tłumaczyć Łukasz.
-Jednak biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, nawet mowy nie ma, że
zostawimy cie tu teraz samą – dokończył Bartek podnosząc mnie na duchu.
-Dziękuję wam – odpowiedziałam szczerze i wzięłam się za zjedzenie posiłku.
W
trakcie obiadu prowadziłam beztroską rozmowę z braćmi. Tak jakby wczorajsze
wydarzenie nie miało miejsca. Nikt nie chciał sobie zaprzątać nim głowy. Nie
było to proste, ale unikając tego bolesnego tematu, choć na chwilę każde z nas
zapomniało o tym.
Po
posiłku wróciłam do pokoju. Złapałam za swoją torebkę i ciężko spadłam plecami
na łóżko. Po chwili wyciągnęłam swój telefon. Nie wiedziałam czy go włączać. A
co jeśli ktoś zadzwoni? Odebrać wtedy czy nie? A jak zaczną się pytania? Bzdura.
Kto mógłby do mnie dzwonić? Nikogo raczej nie interesuję. Co prawda Kaśka
zadzwoniła do mnie w piątek rano, ale chodziło tylko o dekoracje. Położyłam
telefon na szafkę nocną i zaczęłam patrzeć się w sufit. Odpięłam łańcuszek ze
swojej szyi i uniosłam ku górze. Dzięki wpadającym przez okno promieniom wisiorek
ślicznie się mienił. Wyglądał pięknie. Jak tysiące gwiazd zamkniętych w tym
małym przedmiocie.
Całą
sobotę spędziłam w łóżku rozmyślając, że jakoś to będzie. Przez te wszystkie
emocje się rozchorowałam. W nocy z soboty na niedzielę miałam straszliwą gorączkę.
Bliźniaki chciały zadzwonić po pogotowie, ale nie pozwoliłam im. Nie chciałam
jechać do szpitala. Mam dość widoku tego typu miejsc. Pielęgniarek, kroplówek,
białych ścian… W piątek naoglądałam się ich aż za dużo.
W
niedzielę obudziłam się osłabiona. Pod moją niewiedzą bracia zadzwonili po
lekarza. Ten mnie zbadał i przepisał parę leków. Nie kazał mi jednak udać się
do szpitala. Zabronił mi jedynie iść do szkoły. Najszybciej mogę do niej wrócić
w środę i to tylko pod warunkiem, że całkowicie wydobrzeję.
W
poniedziałek i wtorek rano bardzo mi się nudziło. Do szesnastej musiałam
siedzieć sama w domu i nie wiedziałam co ze sobą począć. Na szczęście czułam
się już znacznie lepiej i byłam pewna, że w środę pójdę do szkoły.
Tak też
się stało. Obudziłam się już wczesnym rankiem. Zjadłam śniadanie i jak nigdy
przed czasem byłam gotowa. Wychodząc z domu złapałam telefon. Miałam go
wyłączonego przez pięć dni. Jestem ciekawa czy ktoś się o mnie martwił.
Włączyłam telefon. Nic. Głupia! Niepotrzebnie robiłam sobie nadziej. Była to
jednak cisza przed burzą. Dopiero po całkowitym uruchomieniu telefonu
zobaczyłam kilkanaście nieodczytanych wiadomości i z milion nieodebranych
połączeń. Kaśka, Grzesiek, Natan, Szymon i jeszcze paru innych moich znajomych.
Na klatce schodowej oparłam się bokiem o ścianę i ciężko spuściłam głowę.
Przytuliłam telefon do piersi.
-Przepraszam, że w was zwątpiłam – powiedziałam do siebie i
ocierając łzy ruszyłam na swój tramwaj.
W
środku transportu nie spotkałam nikogo znajomego. Może dlatego, że dziś
wybrałam się do szkoły znacznie wcześniej.
Przekroczyłam próg liceum i udałam się do szatni. Zdjęłam kurtkę i
szalik oraz zmieniłam buty. Po wszystkim
weszłam na główny korytarz. Już z daleka dostrzegła mnie przewodnicząca. Na mój
widok dostała jakiś ogników w oczach i biegła w moją stronę jak małe tornado.
Dobiegając do mnie, rzuciła mi się na szyję.
-Gdzieś ty była? Co się stało? Czemu tak długo byłaś nie obecna? I co z twoim
telefonem? Nikt nie mógł się do ciebie dodzwonić!– zaczęła zasypywać mnie
milionem pytań.
-Przepraszam. Byłam trochę chora – odpowiedziałam lekko zakłopotana.
-No wiesz! Nie można było tak od razu!– mówiła z przejęciem w głosie.
-Naprawdę przepraszam, ale byłam strasznie osłabiona i nie miałam na nic sił.
Do tego zgubiłam ładowarkę do telefonu i jakoś tak wyszło.
Musiałam
trochę nakłamać. Nie chcę mieszać Kaśki w sprawy, które jej nie dotyczą. Chyba udało mi się odciągnąć podejrzenia
przewodniczącej ode mnie. Myślę, że uwierzyła, że przez ten czas tylko
chorowałam.
Plotkowałyśmy przez całą przerwę.
Kaśka opowiedziała mi wszystko co wydarzyło się przez te wszystkie dni jak mnie
nie było. Uwzględniając w szczególności bardzo udaną imprezę. Podziękowała mi
również za rozmowę z Igorem. Podobno miedzy tymi dwojga zaczęło od piątku
całkiem nieźle się układać. Wspomniała też coś o jakimś nowym uczniu z wymiany.
Jednak kiedy chciała mi bardziej przybliżyć kim jest i skąd pochodzi zadzwonił
dzwonek.
Ruszyłam w stronę klasy. No tak!
Przecież nikt z moich znajomych, prócz Kaśki nie wie, że wróciłam do szkoły.
Bardzo niezręcznie mi teraz. Przez ostatnie kilka dni nie dawałam śladu życia,
a teraz mam wejść do klasy jakby nigdy nic? Wydałam z siebie ciche westchnienie
i poszłam do sali lekcyjnej. Nauczyciela jeszcze nie było.
-LUNAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! – wydarł się Natan biegnąc w
moją stronę. – Bałem się, że już cię więcej nie zobaczę – dramatyzował specjalnie rozżalonym tonem wtulając
się we mnie.
-Nie przesadzaj – powiedziałam lekko rozbawiona.
-Gdzie byłaś jak cię nie było? – zapytał kładąc mi ręce na ramiona i nachylając
się nade mną.
-Byłam chora – odpowiedziałam spokojnym tonem.
-Jak można być tak nieodpowiedzialnym. Znikasz bez słowa, nie można się do ciebie
dodzwonić – zaczął mnie pouczać przykładając sobie dłoń do czoła i udając
zatroskanego rodzica.
-Przepraszam – odpowiedziałam wesoło. – Zgubiłam ładowarkę.
Lamenty
Natana przerwała nauczyciel wchodzący do klasy. Poszłam usiąść do ławki. Już z
oddali widziałam obojętną twarz Grześka.
-Cześć – cicho się przywitałam zajmując swoje miejsce.
-Hej – odpowiedział bez wyrazu.
-Masz chyba dzisiaj zły humor, co? – zapytałam z nadzieją, że trochę rozluźnię
atmosferę.
-Natan może czasem robi z siebie idiotę, ale teraz, mimo wygłupów, miał rację.
Znikasz bez słowa… Martwiłem się – powiedział opierając swój podbródek o rękę.
-Przepraszam. Tak jak już mówiłam byłam cho…
- Możesz mieć swoje tajemnice, ale mam prośbę, nie kłam – odpowiedział
odwracając wzrok i zaczynając notować coś w zeszycie.
Wmurowało
mnie. Skąd on wiedział, że nie mówię całej prawdy? Przez całą lekcję nie mogłam się skupić. Cały
czas myślałam o ostatnich słowach Grześka. Czyżby znał mnie aż tak bardzo?
Przecież to niemożliwe. Nawet Natan i Szymon, którzy znają mnie od podstawówki
nigdy nie wiedzieli kiedy kłamię. Na przestrzeni kilku lat, kiedy moi rodzice
byli w czasie rozwodu, doskonale opanowałam sztukę kłamania. Non stop udawałam
w szkole, że znoszę tę całą sytuację dobrze i psychicznie nic złego mi się
przez to nie dzieje, mimo że za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju wylewałam
morze łez. Więc jakim cudem osoba, która zna mnie od niedawna była w stanie
wyczuć, że kłamię?
Wyszłam
na przerwę bardzo zamyślona. Nie odzywałam się do nikogo z klasy, tylko pędem
pobiegłam do Kaśki. Miałyśmy dokończyć rozmowę, która wcześniej przerwał nam
dzwonek. Kiedy tylko znalazłam przewodniczącą ta błyskawicznie chwyciła mnie za
rękę i zaczęła ciągnąc za sobą w pośpiechu.
-Aaa! Kaśka co ty robisz? – zapytałam próbując dotrzymać jej
kroku.
-Zapomniałam ci powiedzieć. Dziś są zapisy na wycieczkę w góry. Liczba miejsc
ograniczona. Liczy się kolejność wpisów – mówiła zasapana.
-Znaczy, że co? Jak? Jaka wycieczka? Kiedy? – pytałam zupełnie zdezorientowana.
-W ferie odbędzie się tygodniowa wycieczka w góry. A zapisy na nią działają na
zasadzie ,,Kto pierwszy ten lepszy” – wytłumaczyła mi zaklepując nam dwa
miejsca.
-Na jutro zgody i pieniądze – powiedziała zabiegana sekretarka.
To
oznacz, że będę musiała przefaksować do taty o podpisanie zgody. Nie wiem
czemu, ale każdy kontakt z nim jest dla mnie jakiś ciężki. Poprosiłam
sekretarkę o użyczenie mi szkolnego faksu. Znałam numer do biura ojca na
pamięć, więc bez problemu wysłałam mu dokument.
-Odpowiedź powinna za niedługo dojść – oznajmiłam sekretarce wychodząc z
gabinetu.
-Minuta później i byśmy nie zdążyły – powiedziała dumna z siebie Kaśka. –
Ledwie zaczęły się zapisy a już nie ma miejsc.
-Następnym razem uprzedź mnie przed takimi sytuacjami – powiedziałam łapiąc oddech
po biegu przez korytarze.
-O! Kasia! Nareszcie cię znalazłem. Mogłabyś pożyczyć mi notatki z chemii? –
zapytał jakiś chłopak z dziwnym akcentem.
Był w
miarę wysoki o średniej budowie. Na szmaragdowe oczy opadały mu włosy o bardzo
jasnym brązowym kolorze, prawie wpadającym w blond. Miał przenikliwe spojrzenie
i sympatyczny, zaraźliwy uśmiech.
-Pewnie. Proszę – powiedziała przewodnicząca wyciągając z
torby zeszyt. – Właśnie Luna. Pamiętasz ucznia z wymiany, o którym ci
wspominałam? To Karel. Przyjechał do nas z Czech. Jest ze mną w klasie.
Poznajcie się – powiedziała z uśmiechem.
-Witam piękną koleżankę mojej przewodniczącej – mówił szarmanckim, a zarazem
przesympatycznym tonem.
-Miło mi cię poznać. Nazywam się Luna – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
Przez
chwilę jeszcze Kaśka porozmawiała z nami, po czym zostawiła nas samych, gdyż
musiała załatwić jakąś sprawę w samorządzie. Czułam się trochę niezręcznie w
towarzystwie nowo poznanego kolegi. Po nim nie było jednak tego widać. Był
spokojny i wyluzowany. Szybko wciągnął mnie w rozmowę ze sobą. Obgadaliśmy
wycieczkę, paru nauczycieli, niektórych uczniów, ponarzekaliśmy dla żartów na
życie. W pewnym momencie czuła się jakbym rozmawiała ze starym znajomym. Ta
przyjemną pogawędkę przerwał nam dzwonek. Bardzo żałowałam, że nie możemy
porozmawiać dłużej.
Lekcje
upłynęły mi dzisiaj szybko. Dzięki Karelowi miałam bardzo dobry nastrój. Gdy
zadzwonił dzwonek oznajmiający ósmą lekcję udałam się na halę. Może byłam chora
przez kilka dni, ale to nie zwalnia mnie z obowiązku wypełnienia mojej kary.
Udałam się na trybuny, na których zastałam Karela z nosem w notesie.
-Hej! – przywitałam się radośnie. – A co ty tu robisz o tej
godzinie? – zapytałam lekko przechylając ze zdziwienia głowę i uśmiechając się.
-A nie. Nic – odpowiedział zamykając notes. Na jego nieszczęście zauważyłam co
robił.
-Pochwal się talentem – powiedziałam wyrywając mu notes z rąk.
-Czekaj. Ni…
-Cudowne – zachwyciłam się widząc rysunki chłopaka. – W tym brakuje
trochę cieni, ale i tak jest genialny.
- Tego jeszcze nie skończyłem – mówił zabierając mi zeszyt. – Ale cieszy mnie,
ze ci się podobają – podziękował mi za
pochwałę uśmiechem.
-Mogę? – zapytałam chłopaka wystawiając rękę, aby podał mi ołówek. Po chwili
poprawiłam brak cienia w jednym miejscu na rysunku i dorysowałam parę szczegółów.
-Hooo widzę, że ty także rysujesz – powiedział z uznaniem.
-Troszkę. Kiedyś marzyłam o dostaniu się
na ASP, ale jeszcze zobaczę jak to będzie – wyjaśniłam koledze.
-Czemu nie? Spróbować zawsze można – mówił z nieznikającym uśmiechem. – Talent
masz, to czemu by go nie wykorzystać?
-Raczej nie talent, a geny – odpowiedziałam lekko zamyślona.
-Zaraz, zaraz – mówił jakby miał jakiś pomysł. – Jak ty masz na nazwisko?
-Kułak. A czemu pytasz? – zapytałam strasznie zdziwiona.
-Chyba żartujesz? – odpowiedział wytrzeszczając oczy. – Znam na pamięć prace
Karoliny Kułak. Kiedyś w wywiadzie wspomniała coś o tym, że ma córkę, której
dała na imię Luna. Chyba mi nie powiesz, że…
-To moja mama – zaśmiałam się beztrosko.
Całą lekcję
rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Skakaliśmy z tematu na temat prowadząc
luźną, przyjemną rozmowę, którą znowu przerwał nam wścibski dzwonek.
-Ja jeszcze muszę tu coś załatwić. Do zobaczenia jutro –
pożegnałam się z Karelem.
-No okej. Na razie – odpowiedział odchodząc.
Wzięłam
swój plecak i szybko zabrałam się za sprzątanie hali. Kilku chłopaków z drużyny
chciało mi pomóc, ale odmówiłam. Znając życie bardziej zaszkodziliby mi. Po
dłuższej chwili usłyszałam zza swoich pleców znów propozycję pomocy.
-Nie. Dziękuję – odpowiedziałam odwracając się. Ujrzałam
Grześka. Przez rozmowę z Karelem zupełnie zapomniałam o wszystkich moich
znajomych, którzy aktualnie mięli trening.
-Po prostu chcę porozmawiać – powiedział troskliwie.
-Porozmawiać? Znaczy… Możesz pomóc, jeśli chcesz – odpowiedziałam zakłopotana
sytuacją.
Zaczęliśmy
sprzątać halę. Kiedyś z Grześkiem rozmawiało mi się równie luźno co z Karelem,
ale teraz… Przed nowym kolegą mogę
udawać szczęśliwą nastolatkę cieszącą się życiem, rozmawiając na beztroskie
tematy, uciekając od rzeczywistości. Z Grześkiem już tak nie mogę. Nawet jeśli
chciałabym włożyć maskę aktora i kłamać przed nim, że wszystko jest dobrze, to
on i tak wyciągnie ze mnie bolesną prawdę. Jednak po pogadaniu z nim czuję taką
przyjemną, wewnętrzną ulgę. Rozmowy z Grześkiem niekiedy naprawdę bolą, ale
jest to dobry ból. Tak jakbym wyciągała drzazgę. Z Karelem zaś wbija się ona
coraz głębiej. To podłe, ale oszukuję go, aby zbudować sobie wyidealizowane
życie.
-Skończone – powiedziałam z uśmiechem. – Możemy iść do domu
– dodałam zarzucając na ramię plecak.
W
ramach odpowiedzi dostałam tylko twierdzące skinienie głową. Grzesiek również
wziął plecak. Pozamykaliśmy wszystkie pomieszczenia na sprzęt oraz halę i
odnieśliśmy klucze do sekretariatu. Na końcu udaliśmy się do szatni, gdzie po
przebraniu się ruszyliśmy na tramwaj.
-Chciałeś porozmawiać, prawda? – mówiłam rozgrzewając zziębnięte ręce oddechem.
-A. Tak… - odpowiedział, jakbym wyrwała go z zamyślenia. – Czemu wszystkim
wciskasz kit, że byłaś chora? W piątek wieczór z Natanem byliśmy u ciebie w mieszkaniu. Wiem, że ciebie nie było.
-To nie tak, że wszystkich okłamuję. Po prostu nie mówię całej prawdy – wytłumaczyłam
z westchnieniem.
-Co masz na myśli? – zapytał zdziwiony.
-Wiesz, w piątek wypadła mi bardzo ważna sprawa rodzinna. Musiałam szybko
wyjechać. Do domu wróciłam dopiero późno w nocy. Prze wszystkie te problemy
rozchorowałam się i lekarz zabronił chodzić mi do szkoły. Na dodatek nie miałam
ochoty z nikim rozmawiać, więc wyłączyłam telefon na te kilka dni.
-Rozumiem… - powiedział z ulgą w głosie. – Ciekawi mnie jeszcze tylko jedna
rzecz – mówił podejrzliwym tonem. – Kim był ten chłopak? – zapytał przymrużając
oczy.
-Uczeń z wymiany. Kolega Kaśki. A co zazdrosny? – wesoło odpowiedziałam unosząc
brwi góra dół.
-Khe! - ,,odpowiedział” krótko zadzierając nosa.
-O! Nie jedziesz do domu? – zapytałam zdziwiona nagłym wyjściem Grześka na
innej stacji.
-Dzisiaj mam pracę – odpowiedział z uśmiechem. – Narazie.
-Cześć – rzuciłam szybko zanim drzwi się zamknęły. – Czyli dziś też ma
wolontariat… - powiedziałam sama do siebie.
***
Ostatnie
dwa dni przed feriami zleciały mi bardzo szybko. Łatwo mi było skupić się na
nauce, przez co lekcje zdawały się trwać ułamek sekundy. Na ósmej godzinie
zawsze umilałam sobie czas rozmową z Karelem, a po wszystkim Grzesiek pomagał
mi w wypełnianiu kary. Było spokojnie jak nigdy. Oby to nie była cisza przed
burzą.
-FE-RIE! – powiedziałam do siebie przewracając się na łóżko po powrocie do domu
w piątek popołudniu.
Torbę z
książkami rzuciłam w kąt i rozkoszowałam się pięknem chwili. Dwa tygodnie
wolnego, to coś czego mi naprawdę było teraz potrzeba.
-Obiad!- usłyszałam głos bliźniaka z kuchni.
-Świetnie, bo jestem głodna jak wilk – odpowiedziałam ruszając w stronę kuchni.
Po
obiedzie długo rozmawiałam z braćmi. Następnie udaliśmy się pooglądać jakiś
film i chwilę pograć na playstation. I tak zleciało mi całe piątkowe popołudnie
oraz wieczór. Dzisiaj poszłam spać szybko. Muszę nabrać siły przed sobotą.
Jutro czeka mnie ciężka misja. Mimo że chciałam zapomnieć przez te wolne o
szkole, to muszę zdobyć notatki.
Rankiem
obudziły mnie rażące promienie słońca. Dziś po raz pierwszy od dłuższego czasu
wstałam pierwsza. Postanowiłam, że tego dnia wyręczę moich braci i sama zrobię
dla nas śniadanie. Muszę im się jakoś odwdzięczyć, za to wszystko co dla mnie
zrobili. Jakoś po pół godziny usłyszałam kroki w przedpokoju.
-Przecież to my mieliśmy się zająć obowiązkami domowymi – powiedział Bartek
stając w drzwiach i przecierając jedną ręką oczy.
-Tak, wiem – odpowiedziałam z uśmiechem. – Ale tym razem to ja chcę zrobić coś
dla was.
Po
śniadaniu chwyciłam za telefon. Muszę się zorientować kto mógłby dać mi
notatki.
48 minut później…
Kurczę!
Narzekali na mnie, że nie odbierałam przez ten cały czas, a teraz sami nie
raczą podnieść słuchawki. Najbliżej mam do Grześka. Chcąc czy nie chcąc muszę
do niego dzisiaj wpaść po zeszyty. Uszykowałam się i ruszyłam na tramwaj.
Trochę zmarzłam czekając na przystanku.
Zadzwoniłam
do mieszkania. Otworzyła mi kobieta w średnim wieku.
-Dzień dobry – przywitałam się niepewnie. – Zastałam może Grześka?
-Dzień dobry – odpowiedziała z uśmiechem. –W domu to on jest, ale śpi jeszcze –
mówiła załamanym tonem.
-Przepraszam. Jest już po 13, więc myślałam…
-I dobrze dziecko myślałaś – powiedziała stanowczym tonem. – Chodzi to późno
spać, a potem wstaje dopiero na obiad. Wchodź do środka. Zaraz go obudzę.
-Nie, naprawdę nie trzeba.
-Trzeba! Nigdy go dobudzić nie mogę, to może chociaż ten leń wstanie jak
powiem, ze przyszła do niego dziewczyna! – mówiła stanowczo wciągając mnie do
środka.
-Ale ja nie jestem jego dziewcz…
Nie
zdążyłam dokończyć. Kobieta pomknęła już do pokoju Grześka, z którego po chwili
zaczęły wydobywać się tak komiczne dialogi. O mało nie popłakałam się ze
śmiechu.
-MAMO! Narabiasz mi obciachu – usłyszałam głos Grześka.
-Wiesz jak ja się teraz czuję?! Przychodzi do ciebie koleżanka, a ty jeszcze
śpisz leniu śmierdzący. A obciachu to ja ci dopiero mogę narobić. Ciekawe co
pomyślą sobie twoi koledzy, kiedy po feriach odprowadzę cię prosto do szkoły, a
na pożegnanie dam ci słodkiego buziaka w policzek, malując wcześniej usta
wściekło czerwoną pomadką. Następnie ślad po niej zetrę chusteczką i pójdę
sobie machając ci na pożegnanie. TAK TO SIĘ ROBI! A teraz jazda się ubrać!
-Przerażasz mnie! – wrzasnął, po czym usłyszałam szybki bieg w stronę łazienki.
Po
chwili wróciła do mnie kobieta i z przesympatycznym uśmiechem oznajmiła:
-Mój syn zaraz przyjdzie – po czym poszła do kuchni.
W tej
chwili dowiedziałam się co to znaczy demon o twarzy anioła. Usiadłam na kanapie
w salonie. Wyciągnęłam telefon i próbowałam jakoś zabić nudę.
-Oni tak zawsze – usłyszałam gruby głos mężczyzny wchodzącego do salonu. – Nie
ma dnia, żeby się ze sobą nie droczyli.
-Rozumiem – odpowiedziałam z uśmiechem. – Uważam, że to zabawne.
-Bo to prawda. To chyba właśnie takie sytuacje nadają uroku życiu w wariatkowie
zwanym rodziną – mówiła rozbawiony.
Po tych
słowach do pokoju weszła młodsza siostra Grześka, Zuza. Przywitała się ze mną
serdecznie i opowiedziała rodzicom wszystko co wiedziała na mój temat. Na mojej
twarzy wymalował się mimowolnie szczery uśmiech. Pełna, szczęśliwa rodzina.
Można powiedzieć, że jestem trochę zazdrosna o takie życie.
Chwilę
jeszcze porozmawiałam z domownikami, po czym pojawił się zaspany i zarazem
zabiegany Grzesiek. Wyjaśniłam mu sytuację. Usiadłam przy jego biurku i
zaczęłam spisywać notatki. Zajęło to dłużej niż myślałam. Jednak kiedy już
skończyłam odetchnęłam z ulgą i zaczęłam zbierać swoje rzeczy do torby.
-Zostaniesz na obiedzie? – dostałam nagle propozycje od Grześka.
-Nie, dziękuję. Nie chcę się narzucać – powiedziałam zakłopotana.
-Absolutnie się nie narzucasz kochana! Śmiało. Zostań. Nie przyjmuję odmowy! –
usłyszałam znajomy, kobiecy głos z kuchni.
-Widzisz – odpowiedział z uśmiechem. – Musisz zostać. Widziałaś dzisiaj jaki to
potwór. Jej lepiej nie odmawiać.
-Trochę życia jeszcze przede mną. Zostanę na obiedzie – odpowiedziałam
rozbawiona.
Przy
posiłku bardzo dużo rozmawialiśmy. Rodzice Grześka pytali się nas do jakich
szkół mamy zamiar iść po liceum, skąd się znamy i czy oboje jedziemy na
wycieczkę w góry. Pomijając to, poruszyliśmy tak wiele tematów, że nie wiem
kiedy czas mi tak szybko zleciał. Dopiero wieczorem wyszłam od nich z
mieszkania. Pożegnałam się ze wszystkimi i podziękowałam.
Wychodząc
Grzesiek odprowadził mnie na pociąg, prowadząc ze mną luźna, ale także i
szczerą rozmowę. Wróciłam do domu. Już w drzwiach słyszałam bliźniaków, którzy
chcieli wiedzieć czemu mnie tak długo nie było. Uniknęłam jednak odpowiedzi.
Poszłam do pokoju. Postanowiłam, że zaplanuję sobie wstępnie co wezmę w góry.
Około 22 poszłam do łazienki wziąć prysznic i w świetnym nastroju usnęłam.
***
Mało brakowała, a zapomniałabym dodać dzisiaj post :O O dziwo mam w zapasie napisane już półtorej rozdziału. YEAH :D Do tego wiem już jak zakończę tę historię. Na początku wyobraziłam sobie dziewczynę, której historię chciałam opisać. Jednak zaczynając ,,tworzyć" nie miałam pojęcia jak to się wszystko dalej potoczy i co mój kochany mózg wymyśli. Dziś w nocy olśniło mnie ^^ Stawiam, że dobrnę do ok.15 rozdziałów po czym zacznę zupełnie nową opowieść :)