czwartek, 24 lipca 2014

6.Rywalka(?)
             Wstałam wcześnie. Tym razem się nie spóźnię. Ku mojemu zdziwieniu Bartek i Łukasz byli już na nogach. Tak właściwie…, to nie ma w tym nic dziwnego! Ich szkoła znajduje się kawałek stąd i aby dotrzeć na czas muszą wyjść trochę wcześniej ode mnie.
            Dziś w szkole są te całe konkursy wiedzy. Ciekawe kogo nasza klasa wystawi. Powinniśmy to uzgodnić już wcześniej, ale znając życie w naszej klasie wszyscy będą dobierani z łapanki na ostatnią chwilę. Liczę jednak, że z przedmiotów ścisłych zajmiemy dobre miejsca wśród pierwszaków. W końcu nasza klasa jest o profilu matematyczno-fizycznym. Ciągle zachodzę w głowę dlaczego pan Czajka jest naszym wychowawcą. Teoretycznie powinien to być jakiś matematyk lub fizyk. Może brakowało nauczycieli? Z resztą czym ja się przejmuję. Lepszy on, niż ta wiedźma od matematyki. Przynajmniej mamy luzy na historii i godzinie z wychowawcą.
***
Wchodząc do szkoły ni stąd ni zowąd wyskoczyła przewodnicząca. Chwyciła mnie pod rękę i zaczęła ciągnąć za sobą. Chciała się upewnić czy pamiętam cały plan związany z Igorem i pokazała mi teczkę ze sprawdzianami, która miała mi po wszystkim wręczyć. Po uzgodnieniu wszystkiego zagadała do mnie jeszcze w innej sprawie.-Wiesz mam do ciebie jeszcze jedną prośbę – powiedziała grzebiąc w papierach.-No błagam – powiedziałam zrezygnowana.-Nie, nie martw się, to nic z TYCH rzeczy – powiedziała z uśmiechem. – Po prostu do naszej szkoły przenosi się nowa uczennica. Trzeba będzie ją jakoś przywitać. Dziś jestem trochę zajęta. Nie zrobiłabyś tego za mnie?-Mnie jakoś nikt z samorządu nie witała – powiedziałam z lekką irytacją.-Bo od razu natknęłaś się na dyrektorkę. To jak? Zajmiesz się tym?-Ty mnie wykończysz – powiedziałam wypuszczając powoli powietrze z ust. – Niech ci będzie.

                Kaśka podziękowała mi i odeszła. Zachodzę w głowę czemu się zgodziła. Przecież w samorządzie jest tyle osób. Nawet nie wiem jak ma na imię ta dziewczyna. No nic. Już za późno na wycofanie się. Muszę się jeszcze teraz udać na zebranie klasowe, w którym wylosujemy naszych reprezentantów na konkurs. 
-No dobra! Musimy wystawić kogoś do konkursów – zaczął pan Czajka. – Język polski. Kto idzie? –cisza. - Jak zwykle zero chętnych – powiedział zrezygnowany. – W takim razie ja was powybieram.
-CO!? Nie – wrzasnęła klasa.
–Pan nas zawsze typuje osoby, które… - powiedział jeden z chłopaków na końcu klasy.
-Które co? Dobiorę was na podstawie ocen semestralnych!- powiedział Czajka wyciągając listę uczniów i kartkę z naszymi wynikami.

           Po dłuższej chwili zaczął wypisywać nazwiska osób, które wezmą udział w konkretnym konkursie. W klasie zapanowała cisza. Wszyscy patrzyli się z uwagą na tablicę, modląc się o to, aby nie iść na konkurs. Prawda taka, że nikomu się nie chciało, bo za wygranie tych konkursów nic ciekawego się nie dostawało, a ponad to w czasie jego trwania nie było lekcji i miało się wolne.
LISTA REPREZENTANTÓW W KONKURSACH
Język polski z elementami historii – Ewelina Nowak
Język angielski – Natan Gajda
Język niemiecki – Tomasz Zięba
Geografia – Magdalena Król
Chemia – Kacper Kaczmarek
Biologia – Krystyna Kowalska
Fizyka – Luna Kułak
Matematyka – Grzegorz Wrażej
          Po zobaczeniu listy było słychać jęki niezadowolenia osób znajdujących się na niej i okrzyki radości tych, których tam nie było. Wszyscy śmiali się z Natana, który komicznie protestował przeciw swojemu udziałowi. Moja uwagę przykuła osoba pisząca konkurs z matematyki. Co prawda widziałam na lekcjach, że Grzesiek szybko rozwiązuje zadania, ale czy jest aż tak dobry?
-Ale panie Czajka! – zaczął Natan. – Ja się nie nadaję! Nie chcę! Protestuję! – wrzeszczał energicznie machając rękami. 
-Piszesz ten konkurs i bez dyskusji – powiedział nauczyciel. – To tylko godzina. Wytrzymasz.

           Kiedy Natan próbował przekonać pana Czajkę o tym, że nie nadaje się do roli ,,Reprezentanta klasy na Międzyszkolnym Konkursie”, ja udałam się do nowej uczennicy. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jej szukać, ale los chciał, aby sama na mnie wpadła.
-HALO! – wydarła się jakaś szatynka na środku korytarza. 
-Ciszej. Są lekcje – powiedziałam z uśmiechem.
-Co ciszej!? – warknęła do mnie. – Jestem tu nowa i nikt nie raczy nawet po mnie wyjść.
– Nazywam się Luna Kułak. Ty zapewne musisz być tą nową uczennicą – starałam się zachować uśmiech, choć wiedziałam, że będzie to trudne. Ta dziewczyna od razu mnie do siebie zniechęciła.
- Co? A tak – dodała kompletnie mnie ignorując i rozglądając się. – Zaprowadź mnie do klasy – powiedziała krótko, jakby wydawała rozkaz.
-Najpierw mi się przedstaw i powiedz do jakiej kasy będziesz chodziła – powiedziałam przez zęby.
-Angelika Wiśniewska. Klasa biologiczno-chemiczna – mówiła tym samym znudzonym, ale i też rozkazującym tonem.
-W takim razie klasa numer 15. Chodź za mną – powiedziałam z tak wymuszonym uśmiechem, że nie wiem czy wyglądał sympatycznie, czy bardziej przerażająco.

                Przez chwilę szłyśmy w ciszy. Angelika robiła coś na telefonie. Jeśli się nie mylę to wysyłała SMS. Przyspieszyłam. Chciałam jak najszybciej pozbyć się tej dziewczyny. Ku mojemu zdziwieniu zaczęła rozmowę ze mną.
-Dziwna szkoła – powiedziała krótko.
-Czemu? – zapytałam zdumiona.
-Jestem nową uczennicą. Nie znam tej szkoły, a zamiast dyrektorki wychodzi po mnie jakaś uczennica. Powinni mnie lepiej potraktować – powiedziała z wywyższonym tonem.
-Nie narzekaj – odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem. – Mogło być gorzej. 
-Gorzej? A to w ogóle możliwe?  - zapytała z udawanym niedowierzaniem.

                Wypuściłam wolno powietrze z ust. Jeśli zaraz nie zakończymy tej rozmowy, to poleje się krew. Myślę, że ta Angelika z łatwością dogadałaby się z Blanką. Są identyczne. Tak samo drażniące, sztucznie dostojne i obie są na mojej czarnej liście.
- Sama dołączyłam do tej szkoły niedawno i przyznam, że na początku odniosłam wrażenie takie jak ty – powiedziałam, aby chodź trochę zmienić nastawienie Angeliki.
-A co się stało? – zapytała, ale mówiła to takim tonem, że wiedziałam, iż odpowiedź jej nie interesuje.
-Osobą, która mnie powitała był wyjątkowo zgryźliwy woźny, który zdążył mnie poinformować jaka tu jest patologia – wspominałam uśmiechając się sama do siebie. 
-Wiedziałam, że ta szkoła jest chora – powiedziała zajęta odpisywaniem na SMS.
–Z biegiem czasu zmieniłam jednak swoją ocenę.
-Aha… Ja raczej jej nie zmienię – odpowiedziała znudzona.
-To po co złożyłaś tu papiery, jak ci się nie podoba? – zapytałam zdziwiona.
-Mam tu parę rzeczy do załatwienia – powiedziała z wyrazem twarzy, który wystraszyłby nawet diabła.

           Na tym nasza rozmowa się skończyła. Dotarłyśmy do klasy. Angelika bez słowa pożegnania weszła do sali zatrzaskując mi drzwi przed nosem. Westchnęłam. Cieszyłam się, że mam już to za sobą. Wróciłam do swojej klasy. Panowała luźna atmosfera. Wszyscy coś jedli, pili, rozmawiali lub korzystali z komórek. Natan, Grzesiek i Szymon grali w karty.
-O! Luna wróciłaś – powiedział Szymon. – Gdzie właściwie byłaś?
-Nie pytaj – powiedziałam zmarnowana. – Przewodnicząca kazała mi powitać nową uczennicę w naszej szkole. Puf… Straszna osoba.
 -Ostatnio coś często ktoś dochodzi do naszej szkoły – powiedział Grzesiek popijając sok. – Od początku drugiego semestru złożyła papiery chyba ósemka osób.
-Kim ona jest? W której jest klasie? Jak się nazywa? Ładna? – energicznie pytał mnie Natan.
-O wyglądzie się nie wypowiadam, bo w dziewczynach nie gustuję – powiedziałam śmiejąc się – ale wiem co nieco o niej. Nowa uczennica klasy pierwszej o profilu biologiczno-chemicznym . Angelika Wiśniewska.

        Ledwo zdążyłam dokończyć nazwisko, a Grzesiek zachłysnął się sokiem. Twarze całej trójki chłopaków przybrały tajemniczy wyraz. Nie wiedział kompletnie o co chodzi. Nagle Grzesiek zerwał się, spojrzał na mnie i zapytał energicznie oraz szybko:
-Jesteś pewna? Nic nie przekręciłaś? Na pewno tak ci się przedstawiła?
-No raczej! Jaki miałabym interes w okłamywaniu was?! – zapytałam oszołomiona ich reakcją.
-Aaaaa… Jest bardzo, bardzo źle… - westchnął Szymon.
-Mi to mówisz – powiedział podenerwowany Grzesiek.
-PsychoAngel znowu w akcji – powiedział Natan lekko rozładowując napiętą sytuację.
-Powie mi ktoś o co tutaj chodzi? – zapytałam w momencie kiedy zadzwonił dzwonek.
-Sama zobaczysz – odpowiedział Natan łapiąc mnie za rękę i ciągnąc za sobą. – To będzie niezły kabaret.

                Wraz z Szymonem nie wyszliśmy z klasy. Lekko uchyliliśmy drzwi i obserwowaliśmy Grześka, do którego z piskiem podbiegła Angelika. Chciała rzucić mu się na szyję, ale nie dał jej się. Zaczęli rozmowę.
-Nie przytulisz mnie? – zapytała bardzo zdziwiona.
-Co ty tutaj robisz? – zapytał krótko.
-Powiało chłodem – powiedziała zawiedziona. – Nie lubię tego tonu.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – drążył dalej.
-A co? Nie cieszysz się, że twoja dziewczyna chodzi do tej samej szkoły co ty, misiaczku – powiedziała tonem słodkiej idiotki.
-BYŁA dziewczyna i nie, nie cieszy mnie to – mówił zirytowany.
-Była? Przecież mieliśmy tylko od siebie odpocząć. Przestań się zachowywać jak idiota! Przecież wiem, że  chcesz, aby nasz związek…
-Nie ujrzał nigdy światła dziennego – przerwał jej i odszedł.
-Ale misiu! – krzyknęła i zaczęła za nim biec.

          Szymon i Natan musieli przykładać mi ręce do ust, bo mało co, a wybuchłabym śmiechem. Oczy zaszkliły mi się, a łzy z rozbawienia zaczęły spływać po policzkach. Widziałam, że chłopacy również z trudem opanowywali śmiech. Koniec ery kurdupla. Od dziś mam już haka na Grzegorza „Misiaczka” Wrażeja.
          Byłam tak rozbawiona sytuacją, że aż wyszłam z klasy chwiejnym krokiem. Z trudem utrzymywałam równowagę. Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch. Za dziesięć minut miał się zacząć konkurs, a ja się śmiałam jak nienormalna. W połowie drogi do sali natknęłam się na zdenerwowanego Grześka. Na mój widok zdziwił się. Trzymałam się za brzuch i miałam zaszklone oczy.
-Co ci się stało? – zapytał zdziwiony.
-Nic – parsknęłam śmiechem - Przepraszam misiaczku – wymknęło mi się.

        Szybko przyłożyłam sobie dłonie do ust i ze śmiechem pobiegłam pędem w stronę klasy. Nie oglądałam się, ale mina Grześka w chwili moich słów była po prostu bezcenna.
 Zajęłam miejsce. Jedna z nauczycielek zaczęła rozdawać testy. Widząc mój świetny nastrój uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam to mimowolnie. Miałam tak dobry humor, że dziś już nikt mi go nie popsuje.
***
Konkurs poszedł mi dobrze. Liczę na wysokie miejsce. Czas wrócić na lekcje. Będę siedzieć w jednej ławce z Grześkiem. Jak ja opanuję śmiech? To będzie Mission Impossible w moim wykonaniu. Zadzwonił dzwonek. Z uśmiechem od ucha do ucha ruszyłam do ławki. Grzesiek już tam siedział. Spojrzałam na niego rozbawionymi oczami. W odpowiedzi rzucił mi spojrzenie obrażonego dziecka.-Coś cię rozbawiło? – zapytał podirytowany.-Ależ skąd – dodałam nie mogąc złapać oddechu.-Czyżby kurduplu? – pytał dalej.-Błagam cię. To już nie dział na mnie misiaczku – powiedziałam z wymalowanym tryumfem na twarzy.-Jeszcze zobaczymy – powiedział odwracając się.-WY-GRA-ŁAM – szepnęłam mu na ucho i odwróciłam się w stronę tablicy.

Do końca lekcji nie odzywaliśmy się do siebie, ale widziałam, że Grzesiek co jakiś czas patrzyła na mnie i kontrolował sytuację, czy mam nadal świetny humor.
Nie było przerwy żebyśmy się ze sobą nie droczyli. Kiedy zadzwonił dzwonek po siódmej lekcji wszyscy ruszyli do domu. Wkładając buty usłyszałam znajomy głos. Podniosłam głowę i ujrzałam Angelikę w pełnej okazałości wraz ze świtą. Wystarczył jeden dzień, aby utworzyła wokół siebie grono przyjaciółek/wielbicielek. Niezła jest.-Przestań się kręcić koło Grzesia, zrozumiano? – powiedziała ze wściekłością wymalowaną na twarzy.-Co masz na myśli? – powiedziałam równie znudzonym tonem, co ona do mnie na naszym pierwszym spotkaniu.-Nie zgrywaj głupiej. Całą przerwę spędzacie razem, siedzicie w jednej ławce. Wiem, że ci się podoba – ciągnęła dalej rozbawiając mnie.-Podoba? HaHaHa! Naprawdę mało wiesz o świecie, skoro nie odróżniasz zauroczenia od koleżeństwa – powiedziałam śmiejąc się jej w twarz. – A tak na marginesie. Skąd wiesz, że siedzimy razem ławce? – zapytałam z ciekawości.-Nie twoja sprawa! – wrzasnęła do mnie. –Jeszcze jeden taki tekst w moim kierunku, a mnie popamiętasz – zagroziła mi chwytając za mój warkocz i delikatnie się nim bawiąc.-Wątpię. Mam skłonność do niezapamiętywania rzeczy bezużytecznych – powiedziałam odpychając jej rękę od moich włosów i chwytając kurtkę.-W takim razie od dziś jesteś moją rywalką – krzyknęła na pożegnanie.

Po tych słowach wyszłam z szatni bez słowa. Nie wiem co roi się w głupiutkiej główce Angeliki, ale jedno jest pewne, będą przez nią same problemy. Muszę przyznać, że tak jak ona, to nikt nie potrafi mnie rozbawić.
W tramwaju natknęłam się na Grześka i Natana. Chciałam im opowiedzieć o sytuacji z szatni, ale w czasie podróży ustaliliśmy, że nie będziemy już poruszać tematu Angeliki. Nie była ona w końcu pępkiem świata. Szybko znaleźliśmy inne tematy i rozluźniliśmy trochę atmosferę. Po wyjściu Natana z tramwaju zostałam z Grześkiem sama. Spojrzałam się na niego.-Nic nie mów – powiedział, jakby wyczuł, że myślę o Angelice.-Nie chcę ci dogryzać. Nic z tych rzeczy –wytłumaczyłam. – Po prostu Angelika w szatni… -Co ci powiedziała? – zapytała bardzo impulsywnie.-Zaczęła rozmowę od tego, że mam się od ciebie odczepić. Według niej ja i ty… ehhh… Domyśl się – powiedziałam zmęczona sytuacją. -Cała ona… - powiedział ze zrezygnowaniem. – Coś jeszcze mówiła?-Powiedzmy, że jeśli nie zastosuję się do jej wskazań, to ją popamiętam – powiedziałam z uśmiechem.-Groziła ci?! – powiedział rozwścieczony Grzesiek.-Nie nazwała bym tego groźbą, tylko…-To ona mnie popamięta – powiedział przez zęby.

Próbowałam wziąć ta całą sytuację na żarty, ale widząc powagę Grześka uśmiech znikał z mojej twarzy. Wiedziałam, że jego mina i zachowanie nie wróżą nic dobrego o Angelice. Byłam ciekawa co się wydarzyło między nimi. Po dłuższej chwili zaczęłam rozmowę.-Może to głupio zabrzmi, ale dlaczego jesteś taki podenerwowany? – zapytałam. – Weź to całe zachowanie Angeliki na żarty.-Chciałbym, ale za dobrze ją znam – powiedział poważnie.-Skoro masz o niej takie zdanie, to jakim cudem w ogóle zaczęliście chodzić? Miałeś gorączkę? Byłeś pijany? Czy co? – próbowałam rozluźnić atmosferę. Bez skutku.-Angelikę poznałem jakoś w pierwszym tygodniu wakacji. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić. Mimo wszystko na początku wydawała się w miarę fajna dziewczyną. Do czasu… - głos Grześka ściszył się i spoważniał. - Zaczęła mi robić jakieś chore sceny zazdrości. Ale raz przeszła samą siebie. Pewnego dnia spotkałem starą znajomą na mieście. Nie widzieliśmy się dawno i zabrałem ją do kawiarni. Angelika była w tym czasie na zakupach i nas widziała. Resztę sobie dopowiedz.-Przynajmniej wiesz jak jest naprawdę. Ale to, że się chwilę powydzierała nie musi oznaczać, że muszę brać sobie do serca jej groźby – odpowiedziałam spokojnie.-I tu się mylisz – powiedział, co mnie wyraźnie zdziwiło. – Moja koleżanka do dziś ma blizną na prawym policzku zrobioną przez Angelikę pokruszoną butelką. -Ty chyba sobie żarty stroisz? – zapytałam zszokowana. – Chyba nie uszło jej to na sucho?-Nie do końca. Miała wypłacić odszkodowanie, które oczywiście pokryli jej rodzice – powiedział zrezygnowany. – Dlatego obiecaj mi teraz jedno – powiedział nachylając się nade mną i patrząc mi prosto w oczy – będziesz omijać Angelikę szerokim łukiem.-Dobrze – potwierdziłam i spuściłam głowę.


Wróciłam do domu z nie najlepszym humorem. A jeszcze kilka godzin temu powiedziałam sobie, że nic mi go nie zepsuje.  W mieszkaniu nikogo nie było. To dobrze. Bliźniaki od razu zapytałyby się o powód mojego złego humoru. Rzuciłam torbę z książkami w kąt i położyłam się na łóżko. Założyłam słuchawki i puściłam spokojną muzykę. Musiałam przemyśleć sobie kilka spraw. Nie zdążyłam. Usnęłam bardzo szybko.
***
Zbieżność wszelakich imion i nazwisk jest całkowicie przypadkowa xD Dodaję rozdział dzisiaj, bo jutro nie będę miała jak. Mam nadzieję, że opowiadanie wam się podoba :D Nadal tkwię w 8 rozdziale -.- Codziennie dopisuję tylko po zdaniu... GDZIE TE CZASY, W KTÓRYCH PISAŁAM ROZDZIAŁ DZIENNIE!!! Musze się wziąć w garść :D