piątek, 18 lipca 2014

5.Festiwal czas zacząć
Spałam bardzo mocno. Obudził mnie dopiero mój telefon. Zastanawiałam się kto mógłby tak wcześnie do mnie pisać SMS. Mój błąd. Wcale nie było wcześnie. To budzik nie zadzwonił.
„Jak się masz Luno? Nie wiem co się stało, ale gdzie ty jesteś?
Jest już dosyć późno, więc pospiesz się.”
Czytając SMS wiedziałam, że jest po mnie. Miałam być w szkole dwadzieścia po siódmej, a już było wpół do ósmej. Przewodnicząca mnie zabije. Jak burza wyskoczyłam z łóżka i z prędkością światła zaczęłam się szykować. Zdążyłam nawet na tramwaj, którym Natan codziennie jeździ do szkoły. Zdziwił się na mój widok. Doskonale wiedział, że powinnam być dzisiaj wcześniej w szkole.
Wbiegłam do szkoły niczym huragan, tratując ludzi na mojej drodze. Cud, że zdążyłam przed dzwonkiem. Zadyszana wbiegłam do auli. Nie obeszło się bez reprymendy przewodniczącej. Zostało jednak zbyt mało czasu do przedstawienia, aby drążyć powód mojego spóźnienia. Szybko rozstawiliśmy się na swoich miejscach i rozpoczęliśmy próbę generalną. Z ledwością wyrobiliśmy się przed dzwonkiem. Wraz z rozpoczęciem się drugiej lekcji do sali zaczęli napływać uczniowie.
Apel nie należał do najciekawszych, ale biorąc pod uwagę, że nie mieliśmy lekcji, nikt nie narzekał.  Na koniec przewodnicząca wraz z dyrektorką wygłosiły mowę o bezpiecznych feriach zimowych, które rozpoczną się już za dwa tygodnie. Po półtorej godziny na silę przeciągającego się apelu, każda klasa ruszyła do swojej sali przygotować się na przyjazd gimnazjalistów. Moja grupa dosłownie okupywała łazienki szkolne. Wszyscy musieli się przygotować i ubrać galowe stroje. 
Dzień Drzwi Otwartych rozpoczął się. Do naszej szkoły przyjechało chyba 10 lub 12 gimnazjów z okolicy. Wraz z moją koleżanką z klasy Kingą, witałyśmy wszystkich ciastkami w wejściu, zapraszając do naszej kawiarenki, która okazała się świetnym pomysłem. Zachwyciliśmy żeńską, jak i męską część klientów. Miny zaczerwienionych gimnazjalistek, które traktowane przez chłopaków jak księżniczki zawstydzały się, były po prostu bezcenne. Zresztą gimnazjaliści byli nie lepsi. Traktowanie ich jak swoich panów przez dziewczyny z mojej klasy wyraźnie im schlebiało.
Byłam tak zajęta, że nawet nie zauważyłam nieobecności Grześka, Natana i Szymona. Pojawili się dopiero koło dwunastej. Ich widok przyprawił żeńską część gimnazjum o piski. Cała trójka ubrana była w eleganckie, czarne garnitury. Wyglądali oszałamiająco. Każdy z nich trzymał w ręce bukiet czerwonych róż, z czego do każdej była podpięta karteczka ,,Zapraszamy we wrześniu”. Wręczali kwiaty tak szarmancko, że niektórym dziewczyną uginały się nogi i mało nie mdlały. Po pewnym czasie podeszłam do nich i powiedziałam z uznaniem:
-No, no, no! Kto by pomyślał, że podbijecie serca większości gimnazjalistek.
-Większości? – zapytał z niedowierzaniem Szymon. – Chyba chciałaś powiedzieć WSZYSTKIM gimnazjalistkom – dodał, na co Natan i Grzesiek zaczęli się śmiać.
- Jakaż skromność – dodałam i zaśmiałam się.
                Po tej krótkiej rozmowie wszyscy wróciliśmy do swoich zajęć. Jednak w międzyczasie Grzesiek chciał zamienić ze mną słowo i odeszliśmy na chwilę w ustronne miejsce.
-Jakby to… - zaczął nieporadnie. – Jak się czujesz?
-A jak mam się czuć? – zapytałam.
-No wiesz, chodzi mi o wczorajszy dzień – drążył dalej.
-Już wszystko w porządku – odpowiedziałam. – I przestań się martwić. Taka mina do ciebie nie pasuje! – powiedziałam, aby rozluźnić atmosferę.
-Ach czyżby? – powiedział zmieniając wyraz twarzy i unosząc jedną brew do góry – A więc mój kurdupelku, wolisz jak tak wyglądam?
-Wygląd, a zachowanie to dwie różne rzeczy – odpowiedziałam zirytowana moim przezwiskiem.
                Nie minęła chwila, a zaczęliśmy się wyzywać. Zapewne trwało by to dalej, gdyby nie Szymon, który usłyszawszy hałasy, przyszedł do nas.
-Moje gołąbeczki, koniec opierdzielania się – powiedział z uśmiechem. – Kawiarenka sama się nie poprowadzi – dodał zaciągając nas z powrotem do klasy.
                 Koło trzeciej wszystko się skończyło. Widząc odjeżdżające autobusy gimnazjalistów, każdy z ulgą usiadł na krześle i w milczeniu zaczął się relaksować. W końcu przerwałam ciszę zwracając się do mojej klasy:
-Nie wiem jak wy, ale ja jestem padnięta – powiedziałam. – Muszę się raczej przyzwyczaić, bo od kiedy uczęszczam tu do szkoły, jestem w tym stanie cały czas.
-To to dopiero początek – zaśmiał się Przemek, jedne z moich klasowych kolegów. – Ty jeszcze nie byłaś z nami na wycieczce. Tam to się dopiero cyrki dzieją – dodał siadając zmęczony na krzesło.
                Westchnęłam tylko i już nic nie mówiłam. Zbierałam siły na wysprzątanie sali. W końcu klasa zmobilizowała się i przed czwartą wszystko było uprzątnięte. Poszłam przebrać się do łazienki. Nie czułam nóg. Chodzenie kilka godzin na obcasach jednak mi nie służy. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy i udałam się do wyjścia. Na dworze było już szaro. Nic dziwnego, w końcu mamy zimę. Nie zdążyłam nawet wyjść z terenu szkoły, kiedy usłyszałam głos przewodniczącej. To powoli zakrawa o prześladowanie. Ostatnio wszyscy coś ode mnie chcą.
-Potrzebuję twojej pomocy – powiedziała krótko i chwyciła mnie za rękę ciągnąc za sobą.
                Zdziwiona uległam. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Przewodnicząca zachowywała się po prostu dziwnie. Była podenerwowana, ale też impulsywna. Rozglądała się energicznie na boki, czy nikt za nami nie idzie. W końcu doszłyśmy w pośpiechu i milczeniu do pobliskiej kawiarenki. Przerwałam ciszę.
-Kaśka, po coś ty mnie tu zaciągnęła? – zapytałam. – Bez urazy, ale jestem trochę zmęczona dzisiejszym dniem.
-Przepraszam…, przepraszam! – powiedziała zakłopotana. – No bo widzisz, ja… no ten… Jak by to ująć? No bo wiesz, ja…
-Do rzeczy – powiedziałam lekko podirytowana.
-AAAA! Ciszej – przewodniczące machała przede mną energicznie dłońmi, jakby to miało pomóc w ściszeniu mojego głosu. -  Chodzi o to, że ty bardzo dobrze znasz Szymona, prawda?
-No tak. I tylko o to chodzi? Podoba ci się, czy co? – zapytałam rozbawiona sytuacją.
-Ciszej, proszę ciszej…
-I tak nas tu nikt nie zna, a tym bardziej nie podsłuchuje naszych rozmów – odpowiedziałam zmęczona ta całą sytuacją. – To jak? Miałam rację?
-Nie do końca – odpowiedziała ściszonym głosem. – No bo wiesz, on ma takiego fajnego brata Igora i… Jesteśmy w tym samym wieku i w ogóle… Co prawda chodzimy do różnych klas, ale oboje jesteśmy w samorządzie i specjalnie zapisałam się na koło informatyczne, aby go częściej widywać – opowiadała zaczerwieniona.
-O Matko Boska! Trafiło cię bardziej niż myślałam – mówiłam z niedowierzaniem.
-Ciii… - powiedziała przykładając palec wskazujący do ust. – I właśnie w tym miejscu mam do ciebie prośbę. Znasz dobrze Igora. Mogłabyś mu coś o mnie wspomnieć?
-No czy ja wiem? – odpowiedziałam przytłoczona całą sytuacją.
-Proszę cię! – powiedziała błagalnym tonem. –Znacie się długo i na dodatek robicie wspólnie dekoracje na dyskotekę. Chociaż dowiedz się co o mnie myśli.
-A niby jak ja mam to zrobić? – zapytałam.
-Zaraz przedstawię ci mój plan, ale najpierw coś zamówmy – powiedziała usatysfakcjonowana.
                Nie myślałam, że Kaśka jest aż tak zorganizowana. Ułożyła nawet plan mojego zagadania do Igora. To mnie trochę przeraża. Jestem ciekawa, jak to wszystko ma wyglądać. W czasie mojego rozmyślania kelnerka podała nam menu. Zamówiłam tylko herbatę i kawałek ciasta w przeciwieństwie do przewodniczącej, która postanowiła zjeść cały obiad. Wiedziałam, że tak szybko się od niej teraz nie uwolnię. Po przyniesieniu nam jedzenia Kaśka zaczęła przedstawiać swój pomysł.
-No to teraz się skup – mówiła podniośle. – W dzień przed imprezą podejdziesz do Szymona i powiesz mu, że chcesz przesłuchać piosenki jakie jego brat przygotował na imprezę. Z tego co mi wiadomo, to muzyka zostanie zgrana przez  Igora dopiero w czwartek wieczorem, więc nie ma mowy, aby spławił cię dając płytę z gotowymi kawałkami. Będzie musiał zabrać cię do domu, gdzie będzie też Igor. Wtedy do niego zagadasz. Zapytasz się co o mnie sądzi i wymienisz moje zalety – mówiła tak szybko i z takim podekscytowaniem, że mało nie wybuchłam śmiechem.
-No dobrze. Tylko co ja z tego będę miała? – zapytałam bawiąc się deserowym widelczykiem.
-Nie zrobiłabyś tego w ramach naszej przyjaźni? – odpowiedziała milutkim głosem, ale widząc mój wyraz twarzy dodała zrezygnowana. – Dostaniesz wszystkie pisane przeze mnie sprawdziany i kartkówki z zeszłego roku. Mam je w teczce w domu. Nauczyciele z roku na rok dają przeważnie to samo na klasówkach.
-Stoi!– powiedziałam z uśmiechem i wyciągnęłam do niej rękę w celu przypieczętowania umowy.
-Naprawdę? – zapytała z niedowierzaniem. – To wspaniale! – krzyknęła ściskając mi rękę.
                Jeszcze chwilę pogadałyśmy, ale Kaśka widząc już moje zmęczenie szybko zakończyła rozmowę. Pożegnałyśmy się i rozstałyśmy w świetnych nastrojach. No dobrze. To przewodnicząca miała świetny nastrój, ja wręcz przeciwnie. Byłam padnięta, a ponad to musiałam zgrywać idiotkę przed Szymonem i Igorem.
                Wsiadając do tramwaju, myślałam jak to wszystko rozegrać. Co prawda przewodnicząca przedstawiła mi szczegółowy plan mojego postępowania, ale i tak muszę wymyślić jak zagadać odpowiednio do Igora. Na pewno będzie ciężko. Pomyślałam i wydałam z siebie ciche westchnienie.
***
                Otwierając drzwi do mieszkania mało nie zemdlałam. Wcale nie były zamknięte na klucz. Jestem pewna, że wychodząc zatrzasnęłam je. Do tego słyszę jakieś dźwięki wydobywające się z wewnątrz. Szybko złapałam za komórkę i wybrałam numer 997. Niepewnym krokiem weszłam do środka i mało nie wyszłam z siebie.
-CO. WY. TU. DO. CHOLERY. ROBICIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! - krzyknęłam widząc bliźniaków grających na palystation, które nie wiadomo jakim cudem znalazło się u mnie w domu. – Wiecie jak się przez was idioci wystraszyłam!?
-O cześć siostra! – powiedział Łukasz. - Wystraszyła? Czemu? Przecież Bartek wysłał ci SMS.
-Jak to ja? – powiedziała Bartek. – Przecież ty go miałeś wysłać!
-Ty ofermo! Nie ja tylko ty!
                Kiedy bliźniaki zaczęły się kłócić mnie zalała wściekłość. Stałam zmęczona, zaskoczona, zła na środku pokoju, mając w mieszkaniu, w którym chciałam się wyciszysz, dwójkę ostatnich osób jakie chciałabym dziś zobaczyć.  Widząc moją irytację bliźniaki się uspokoiły i przestraszeni spojrzeli na mnie.
-PRECZ! – wrzasnęłam i wskazałam im palcem wyjście.
-No i tu pojawia się problem – zaczął Łukasz.
-Widzisz, w naszym internacie robią jakieś remonty – ciągnął Bartek. – Wszystko było by ok, gdyby nie to, że naprawiają również nasz pokój.
-I co z tego? Przecież nie pracują o pierwszej w nocy. Chyba macie spokój po szesnastej? - zapytałam nie oczekując odpowiedzi.
-Hałasy to nie problem – powiedział Łukasz. – Chodzi o to, że… zresztą sama zobacz.
                Bartek wyciągnął telefon i zaczął czegoś w nim szukać. Nagle pokazał mi zdjęcie na komórce. Widząc je po prostu zamarłam. Zobaczyłam na nim pokój bliźniaków. Ściany działowej w ogóle nie było. Pusta przestrzeń nie licząc rur. Z łatwością można było przejść do pokoju obok.
-Co tam się stało? – zapytałam zszokowana zdjęciem.
-Hah, powiedzmy, problem z rurami i wodą z łazienki – powiedział Bartek.
-Rzadko cię o coś prosimy – powiedział zdruzgotany Łukasz – ale przenocuj nas – mówił błagalnym tonem.
-Pufff… No dobrze, ale ile wy tu macie zamiar urzędować? – zapytałam niechętnie.
-DZIĘKUJEMY! – powiedzieli równocześnie. – Nie dłużej niż tydzień.
-Tydzień?! – wrzasnęłam.
                Moje krzyknięcie i tak zostało zignorowane. Bliźniaki były już zbyt zajęte rozpakowywaniem się. Dobrze, że mam jeden wolny pokój. Przynajmniej nie będą okupywać mi salonu. Nie było tak źle. Za nocleg bracia obiecali robić zakupy i wykonywać wszystkie obowiązki domowe. Umowa fajna, ale ile z tego wypali, to dopiero się okaże.
                Poszłam wziąć prysznic. Łukasz i Bartek widząc moje zmęczenie dali mi już spokój. Wychodząc z łazienki byłam mile zaskoczona. Okazała się, że bliźniaki zrobiły kolację. Ciepły posiłek. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam coś ciepłego w tym mieszkaniu, nie licząc zupek chińskich. Widząc spaghetti mało nie zamarłam. Wyglądało świetnie, smakowało też nieziemsko.
-To jest boskie – powiedziałam z widelcem w buzi.
-HaHa rozmawiasz z masterami gotowania – powiedział Bartek.
-A tak na marginesie – zaczął Łukasz – mięliśmy zająć się obowiązkami domowymi, to czemu się dziwisz?
                Czar prysł, kiedy po kolacji znalazłam paragon z pobliskiej knajpy. Dobrze, że przynajmniej pozmywali naczynia. Może nie ugotowali kolacji, ale chociaż za nią zapłacili. Cieszy mnie, że się starają nie złamać umowy. Po posiłku poszliśmy wspólnie obejrzeć jakiś film. Około jedenastej zmęczona ruszyłam do pokoju i usnęłam w mgnieniu oka.
Bliźniaki w mieszkaniu, akcja z przewodniczącą, mam wrażenie, że festiwal zaczyna się dla mnie dopiero teraz.
***
Oto i kolejny rozdział. Bałam się, że go nie dodam, bo zgubiłam gdzieś pendrive z tym opowiadaniem :O Na szczęście się znalazł. Uff.. Ostatnio mam coś brak weny :( Już kilka dni tkwię w 8 rozdziale i go skończyć nie mogę... Mam nadzieję, że jakoś z tego wybrnę :D