czwartek, 28 sierpnia 2014

11.Zawiłe i pokrętne, 

czyli z perspektywy postaci drugoplanowych

          W poniedziałek rano poszłam na małe zakupy. Chciałam kupić kilka niezbędnych drobiazgów, które mogły mi się przydać w górach. W galerii handlowej spotkałam Kaśkę, która najwidoczniej wpadła na ten sam pomysł co ja.
       We dwójkę udałyśmy się do sklepów. Plotkowałyśmy, obgadywałyśmy, kupowałyśmy. Typowo babski wypad. Po południu wpadłyśmy do małej knajpy zjeść obiad. Przypadkowo spotkałyśmy Igora, który pokazywał Karelowi miasto.
-Cześć dziewczyny! Co tu robicie? – przywitał się Karel.
-Hej. Małe zakupy przed wycieczką – wyjaśniłam w momencie, w którym chłopaki się do nas dosiedli.

        Przez cały obiad Kaśka trajkotała z Igorem. Fajnie, że im się układa, ale w pewnym momencie zmieniłam się z Karelem w powietrze. Po posiłku udaliśmy się całą czwórką na zakupy. Gołąbeczki były tak zajęte sobą, że nawet nie zauważyły jak Karel złapał mnie za nadgarstek i szybko pociągnął za sobą.
-Co ty robisz? – zapytałam zdziwiona.
-Spójrz na nich – odpowiedział ze zrezygnowaniem. – Tylko im przeszkadzamy.
-Ach… chyba masz racje – wymusiłam uśmiech.

         Zakupy kontynuowałam tylko z Karelem. Trochę pogadaliśmy, trochę po ocenialiśmy rzeczy w sklepie. Nie powiem. Dzień mijał mi bardzo przyjemnie. Karel, mimo że był chłopakiem, świetnie doradzał mi w sprawie zakupu nowych rzeczy. Wieczorem zostałam odprowadzona przez niego do domu. Nie chciałam, aby się fatygował, ale koniec końców i tak dopiął swego.
           Zaraz po powrocie do mieszkania ruszyłam do pokoju spakować rzeczy do walizki. Kilkakrotnie sprawdziłam czy wszystko zapakowałam. Po wszystkim zaczęłam sobie rekreacyjnie ćwiczyć. Chciałam się zmęczyć, aby móc usnąć dzisiaj szybciej. Udało mi się to. Koło dziesiątej leżałam już w łóżku i powoli pogrążałam w śnie.
          Budzik zadzwonił o 4:30. Położyłam się wcześnie, a i tak chciało mi się strasznie spać. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się w wygodne ubrania, które uszykowałam sobie wczoraj. Zjadłam pożywne śniadanie i o piątej wyszłam z domu. Dopiero za pół godziny mięliśmy mieć odjazd. Miałam więc jeszcze dużo czasu.
            Spokojnym krokiem udałam się w stronę miejsca zbiórki.  Nagle podbiegła do mnie przewodnicząca i w jednej chwili przepełniła mnie rządza mordu.
-Cześć Luluś – mówiła z nadzwyczaj miłym tonem. – Jest taka sprawa. Siedzę chyba z Igorem.
-CO???!!!

          Prze dziesięć minut Kaśka raczyła mnie przeprosinami, błaganiami i wyjaśnieniami. Co mogłam zrobić? Zakochała się po uszy. Przecież nie zmuszę jej siłą, aby ze mną siedziała. Westchnęłam tylko ciężko i zapakowałam swoją walizkę. Następnie ruszyłam do wnętrza autokaru i zajęłam miejsce przy oknie. Włączyłam muzykę, zamknęłam oczy i czekałam aż ruszymy. Nagle poczułam pstrykniecie w nos, na które podskoczyłam tak gwałtowne, że słuchawki dosłownie spadły mi z uszu.
-Mogę się dosiąść? – usłyszałam znajomy męski głos nade mną.
-Jasne! – odparłam z uśmiechem.


***Perspektywa Natana***
             Po załadowaniu bagaży wraz z kolegami ruszyliśmy zaklepać siedzenia na końcu pojazdu. Zwykle te miejsca są pozajmowane już na samym początku, lecz tym razem nam się poszczęściło. Wygodnie rozsiedliśmy się. Zająłem honorowe środkowe miejsce. Po mojej prawej usiadł Grzesiek i Sebastian, zaś z lewej Szymon i Dawida. Zaczęliśmy rozmawiać na różnorodne tematy. Grzesiek w pewnym momencie przeszedł do tematu koszykówki ignorując zupełnie mnie i Szymona zaczął obmawiać taktyki na rozgrywki z dwójką kolegów. 
-Są ferie! – wrzasnąłem na co wszyscy się na mnie dziwnie spojrzeli. – A wy tu o jakichś taktykach.
-Czyżby poświęcano ci za mało uwagi? – zapytał żartobliwym tonem Szymon.
-PUF! – nadymałem policzki i skrzyżowałem ręce na piersi przypominając małe dziecko.

         Myślałem, że to my przybyliśmy późno na zbiórkę, ale z tego co zauważyłem ludzie dopiero się zbierali. Z nudów zacząłem przyglądać się napływającym licealistą. Co jakiś czas patrzyłem też przez okno. Opłaciło się to. Byłem świadkiem ciekawej rozmowy Kaśki i Luny. Nie musiałem słyszeć o czym mówią, żeby wiedzieć o co chodzi. Czas wkroczyć do akcji.
         Obiekt moich planów właśnie wszedł do autobusu zajmując miejsce przy oknie. Tak jak myślałem. Kaśka usiadła z Igorem zostawiając ją samą. To moja szansa. Zrobiłem szatański uśmiech i poczekałem, aż chłopaki skończą rozmowę o koszykówce. Kiedy umilkli i każdy zajął się sobą zagadałem do Grześka.
-Grzesiuuu – zacząłem specjalnie przedłużając ostatnią literę w jego imieniu. – Nie uważasz, że Lunie nie do twarzy z samotnością?
-Czego ty znowu ode mnie chcesz? – zapytał zrezygnowany.
-No patrz – wskazałem ręką na puste miejsce obok niej. – Siedzi tam sama biduleńka. Nie dosiadł byś się do niej? – zapytałem poruszając brwiami góra dół.
-A ona czasem nie miała siedzieć z Kaśką? – zadał mi kolejne pytanie.
-Jak widać przewodnicząca siedzi z Igorem – odpowiedziałem żartobliwie poważnym, uniesionym głosem.
-Nie jestem przekonany czy ona chce ze mną siedzieć – mówił obojętnie.
-No jak ja ci zaraz szczelę!!! – powiedziałem wstając z siedzenia. – Zrób to zanim ktoś cię uprzedzi – wywrzeszczałem na co niektórzy, łącznie z Grześkiem, dziwnie się na mnie spojrzeli.

        Właśnie do mnie dotarło, że ostatnie zdanie wykrzyczałem na cały autobus. Nerwowo się zaśmiałem i napięcie usiadłem z powrotem na miejsce. Skrzyżowałem ręce na piersi kombinując jak zaciągnąć Grześka do Luny. Mój plan runął jednak w chwili, w której do dziewczyny podszedł nowy uczeń z wymiany.
-No i za późno… - burknąłem pod nosem i znowu nadymałem policzki. - Twoja wina – szczeknąłem na Grześka i osunąłem się delikatnie do dołu.
-Jaka moja wina? Co? – zapytał zdziwiony nie wiedząc o co mi chodzi.
-To! – odpowiedziałem jedną ręką wskazując w głąb autokaru, a drugą łapiąc go za podbródek i gwałtownie przekręcając jego głowę w stronę Luny i dosiadającego się do niej Karela.

        Oboje zamilczeliśmy. Patrzyłem z uwagą na zachowanie tamtej dwójki. Luna nie zaprzeczając pozwoliła usiąść mu koło siebie od razu rozpoczynając rozmowę. Nagle przerwałem ciszę:
-Wiesz – zaczął bardzo poważnie. – Wczoraj widziałem ich razem w galerii handlowej. Nie chcę żebyś myślał, że za bardzo wtrącam się w czyjeś sprawy, ale pośpiesz się. Bo nim się obejrzysz może być naprawdę za późno. Stracisz nie tylko szansę na zajęcie tego wolnego miejsca, ale także coś cenniejszego – powiedział ziewając i szukając dobrej pozycji do zdrzemnięcia się.

              Może choć trochę przemówiłem mu do rozsądku. Kiedy autobus ruszył nie mówiliśmy już o tym. Zresztą nie było okazji. Cały czas przy końcu kręciła się Angelika, która całkiem ,,przypadkiem” zajęła miejsce niedaleko końca. Z tego co zauważyłem Grzesiek cały czas ją ignorował. Trzeba przyznać. Wytrwała to ona jest. Nie dawała za wygraną.

***Perspektywa Angeliki***
-Nooooooooo – mówiłam załamanym głosem. – Wciąż mnie ignoruje. Jest czasami taki irytujący.
-To czemu tak o niego walczysz? – zapytała Marta, jedna z moich koleżanek, którą aktualnie zaszczyciłam siedzeniem obok mnie.
-Angel, przecież możesz mieć każdego – podsumowała Martyna, siedząca tuż przed nami.
-Przecież wiem – odpowiedziałam znudzona. – Ale Grzesiek nie jest jak każdy. Właśnie to, że muszę zawalczyć ciągnie mnie do niego – dodałam z rządzą mordu w oczach.
-A więc to tak? – zaczęła Kinga będąca w trakcie zaplatania Martynie kłosa. – Jednak trzeba przyznać. Jest o co walczyć.
-Co racja to racja. Nie można nic zarzucić Grześkowi – mówiła Marta.
-Wysportowany, przystojny… Niezłe ciacho z niego - zaczęła zachwycać się Kinga.
-Do tego kapitan szkolnej drużyny koszykarskiej – podsumowała Martyna.
-No więc same widzicie – przyznałam rację dziewczynom. – Ale już wystarczy plotkary. Zachwycacie się cały czas moim Grześkiem – spiorunowałam je wzrokiem. – Może byście tak powiedziały kogo wy macie na oku.

          Moje koleżanki szybko zaczęły wymieniać przystojnych chłopaków ze szkoły. Wprawdzie sama je o to zapytałam, ale kiedy tylko zeszły z Grześka zaczęłam je ignorować. Musiałam obmyślić plan jak go odzyskać. Ta wycieczka może okazać się idealnym momentem. Co prawda nie rozstaliśmy się pokojowo, ale nasz powrót do siebie to tylko kwestia czasu. Jednak nadal nie rozumiem czemu ze sobą zerwaliśmy. Przecież ta cała bójka z jego starą znajomą była tylko i wyłącznie z myślą o nim i naszym związku.
-Prawda, ten z IIIc jest naprawdę… Angel żyjesz? – z zamyślenia ocknęła mnie Marta.
-Ta – odpowiedziałam krótko.
-Teraz jak tak o tym pomyślę, to jak masz zamiar odzyskać Grześka – w głosie Kingi było słychać wielką ciekawość.
-Moją główną bronią jest czas – odpowiedziałam.
-Co masz na myli? – zapytała jedna z dziewczyn.
-Prędzej czy później sam do mnie wróci. Zobaczycie – wyjaśniłam krótko.
-To pewne, ale ta cała Kułak z Ia nieźle mąci – zauważyła Martyna z wrogim wyrazem twarzy.
-Nią już się nie przejmuję – powiedziałam z ignorancją w głosie.
-Co? Czemu? Czyżby wzięła sobie do serca twoje słowa? – zapytała Kinga.
-Nie do końca. Ale jestem pewna, że odpadła z gry – mówiłam obojętnie.
-Czy ja wiem. Zdaje mi się, że oni coś do siebie czują – wtrąciła Martyna.
-Głupia. Źle ci się wydaje  – skarciłam ją wzrokiem. – Spójrz tylko na to – wskazałam palcem na blondynę i nowego ucznia z wymiany. – Na pierwszy rzut oka widać, że coś tam iskrzy – podsumowałam z satysfakcją.
-HaHa, o proszę – wtrąciła Marta. – Kto by pomyślał? –mówiła rozbawionym tonem. 
-I tu nasuwa mi się genialny plan – powiedziałam wywyższającym się tonem. – Zrobię wszystko, aby zeswatać tamtą dwójkę. Nawet jeśli miałabym się zbliżyć do tej całej laski.
– Ja jednak martwię się jedną rzeczą – narzekała Kinga lekko załamanym głosem. 
-A mianowicie? – zapytałam podnosząc wzrok na koleżankę.
-Przewodnicząca. Ona zdaje się być bardziej za tym, aby Luna chodziła z Grześkiem, niźli z Karelem. Jako przyjaciółka blondi może trochę namieszać – wyjaśniła.
-Ona? – zapytałam ironicznie. – HaHa nie żartuj. Kaśka akurat ma najmniej w tej sprawie do gadania.


***Perspektywa Kaśki***
           Kiedy tylko usłyszałam swoje imię padające z ust tych wywłok od razu włączył mi się radary. Mogą gadać sobie na byle jakie tematy. Paznokcie, włosy, chłopaki, sklepy, ale jeśli dotrze do mnie chodź jedno negatywnie nastawione słowo dotyczące mnie lub moich znajomych, to na miejscu pomorduję gołymi rękoma. Już od jakiegoś czasu bacznie przyglądam się tym dziewczynom i wiem, że coś kombinują. W czasie tej wycieczki musze mieć na nie oko.
Poczytałam sobie w sekretariacie papiery należące do tej całej Angeliki i wiem jakie z niej ziółko. Co prawda zrobiłam to nielegalnie, bo uczeń nie ma prawa dostępu do tego typu akt, ale nie żałuje tego. Przywilej przewodniczącej naprawdę przydaje się w takich momentach. Nauczyciele są tak ufni, że potrafią dać ci klucze do sekretariatu i udać się na kawę do pokoju nauczycielskiego, pozostawiając ci piecze nad tak ważnym, szkolnym  pomieszczeniem.
Pomijając te idiotki, dręczą mnie też wyrzuty sumienia. Zachowałam się podle wystawiając Lunę. Dobrze, że Karel uratował sytuację. Właśnie… Dobrze czy niedobrze? Przedstawiając tą dwójkę sobie nie myślałam, że dojdzie do takiej sytuacji. To w jaki sposób na siebie patrzą, rozmawiają… Tak być nie może. A Grzesiek!? PFF! Debil udaje obojętnego, ale widzę, że coś jest na rzeczy. Do tego wiem, że kolega z wymiany od kiedy tutaj jest odrzucił całkiem sporą grupkę dziewczyn, które łudziły się, że  on coś do nich czuje, bo zagadał kilkakrotnie.
Karel… Wiedz, że cię lubię, ale jak skrzywdzisz Lunę to już nie żyjesz. Dużo obietnic mordu jak na jeden dzień. Jest tego jeden plus. Zaspy w górach są wielkie i miękkie. Będzie łatwo zakopać ciała.
-Kasia, żyjesz? – zadał mi pytanie Igor, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. – Przed chwilą miałaś minę jakbyś chciała kogoś zabić.
-Nie, nie. Zdaje ci się – odpowiedziałam z uśmiechem od ucha do ucha. – Troszkę się zamyśliłam.
-Rozumiem – odwzajemnił mój uśmiech i podał mi jedną ze słuchawek.
-O! Kocham ten kawałek – powiedziałam słysząc jedną ze swoich ulubionych piosenek.
Oparłam swoją głowę o ramię Igora i starałam wczuć się w chwilę. Nagle poczułam, że mój telefon wibruje. Dostałam wiadomość. Natan? Co on może chcieć? Siedzi kilka siedzeń dalej. Mógłby łaskawie ruszyć swój tyłek, a nie wysyłać mi SMS-y.
,,Ty widzisz, to co ja widzę? Tak dłużej być nie może.”
       Przeczytałam wiadomość i od razu wiedziałam o co chodzi. Powoli odwróciłam się do tyłu, aby namierzyć Natana. Przez chwilę zderzyłam się z nim wzrokiem, po czym wróciłam do normalnej pozycji. W odpowiedzi dostał ode mnie tylko trzy słowa.
,,Wkraczamy do akcji.”

***Perspektywa Szymona***
         Po zajęciu miejsc każdy próbował wczuć się w atmosferę wycieczki. Wszyscy rozmawiali, plotkowali, słuchali muzyki. Jedynymi osobami, które wyglądały podejrzanie dziwnie byli Grzesiek i Natan. Jeszcze przed wyjazdem było z nimi całkiem w porządku, ale kiedy tylko autobus ruszył, to coś w nich wstąpiło. Zamknęli się w swoim świecie, całkowicie ignorując rzeczywistość. Kilka razy próbowałem zachęcić ich do rozmowy z pozostałymi kolegami, ale nie powiodło mi się to.
         W pewnym momencie chłopaki przestali rozmawiać. Natan nie wiedzieć czemu zrobił minę oburzonego dziecka. Nagle złapał za telefon i wysłał komuś wiadomość. Po chwili chyba już wiedziałem do kogo napisał, bo zza jednego z foteli wychyliły się podejrzliwe, lekko przymrużone oczy przewodniczącej. Całość wyglądała dość komicznie, kiedy Kaśka na krótko zderzyła się z Natanem wzrokiem wymieniając porozumiewawcze spojrzenie.
-Co my kombinujecie? – zapytałem podejrzliwie.
-My? Nie nic, nic – odpowiedział obronnym tonem. – Tak sobie tylko uzgadniamy jedną rzecz – zaśmiał się nerwowo.
          Nie wiem na jaki genialny plan wpadła ta dwójka, ale jestem pewny, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Przewodnicząca i Natan bardzo rzadko biorą się za coś razem. Przeważnie mijają się obojętnie na korytarzu lub wyzywają od najgorszych, kiedy mają współpracować. Jedno jest pewne. Skoro nawet oni się dogadali, to zaczynam wierzyć w cuda.
-Chyba mi nie powiesz, że macie zamiar bawić się w swatki! – nagle mnie olśniło, kiedy zacząłem łączyć wszystkie fakty.
-Cicho! Tylko troszeczkę – powiedział z szatańskim uśmiechem wymalowanym na twarzy zacierając ręce.
-Idioci, co wy sobie…

          Chciałem skarcić Natana za jego głupie pomysły, ale przerwał mi mój telefon. Wiadomość. Angelika?! Czego ona ode mnie chce.
,,Jest misja. Trzeba zrobić wszystko,
aby twoja blond koleżanka była z tym nowym uczniem z wymiany.”
              Zatkało mnie na widok tego SMS-a. Czemu ona pisze to akurat do mnie? Bez chwili namysłu odpisałem jej krótko:
,,Dlaczego mi o tym mówisz?”
Szybko odpisała mi:
,,Bo razem ze mną pomożesz im być razem”
Parsknąłem śmiechem na widok tej wiadomości.
,,Ja? Mam pomagać tobie? Nie żartuj sobie.”
Angelika jednak nie dawała za wygraną:
,,Nie zapomnij, że wisisz mi przysługę, kuzynie.”
Czytając to przewróciłem od niechcenia oczami:
,,Jedyną przysługę jaką ci mogę wyświadczyć,
to niepoinformowanie Grześka, Karela bądź Luny o tej rozmowie. Koniec tematu.”
Wiedziałem, że Angelika się wścieknie czytając mojego SMS-a. Nie pomyliłem się.
,,Ty podły skurXXXXXX. Pożałujesz tego.”
            Ciężko westchnąłem. W pewnym momencie chciałem powiedzieć Natanowi o rozmowie z Angeliką, ale powstrzymałem się. On wraz z Kaśką chce zeswatać Lunę z Grześkiem, Angelika ze swoją świtą, z Karelem. Jedyną osobą, która wie o planach obu stron jestem ja. Popatrzę sobie na ten cyrk. Może być ciekawie.

***Perspektywa wuefisty Mateusza Nowakowskiego***
             Po załadowaniu walizek do autokaru, pojazd powoli zaczynał oddalać się od miasta. Czekała mnie długa podróż w towarzystwie rozwrzeszczanej hołoty. Lubię wypady w góry, ale mając pod okiem tak liczną grupę idzie oszaleć.
             Próbowałem się skupić. Podróż będzie długa, więc mam sporo czasu na wykombinowanie jakiejś strategii na zawody koszykarskie. Teraz już nie będzie tak prosto wygrać. Ale nawet jeśli nie zdobędą mistrzostwa, to i tak już jestem z nich dumny. Świetnie poradzili sobie w finałowym meczu. Mają talent i chcę go wykorzystać do maksimum. Jako ich trener też muszę się mocno postarać.
            Przelewałem wszystkie swoje myśli na papier. Zapisywałem wszystko co tylko wpadło mi do głowy. Dopiero później kiedy na spokojnie jeszcze raz przeczytałem wszystkie pomysły podzieliłem je na dobre oraz te, które nadają się do śmieci. Od planowania często odrywały mnie zbyt głośnie wrzaski uczniów, których czasami trzeba było uspokajać. Jak małe dzieci… Trzeba podejść i wytłumaczyć, że robią źle.
            Wracając na miejsce dostrzegłem w mojej torbie szkolny aparat. Kiedy mam robić zdjęcia, skoro cały czas muszę zajmować się tymi dzieciakami. Nie dam rady mieć na nich oko, a równocześnie strzelać im foty. Myślałem nad rozwiązaniem tego problemy.
            Chyba znów będę musiał liczyć na twoją pomoc. Pomyślałem łapiąc za aparat i kierując się w stronę niedawno poznanej dziewczyny, na którą wpadłem przypadkiem podczas treningu. Przez przypadek usłyszałem też kawałek niezrozumiałej dla mnie rozmowy.
-Serio?! – zrobiła zdziwioną minę. – A ja myślałam, że to robisz, bo ich nie lubisz.
-Lubię, lubię… – odpowiedział zakłopotany chłopak. – Ale sama widzisz jak to wszystko wygląda.
     Nastoletnie problemy… Szczerze nie interesowało mnie o czym rozmawiali. Szybkim krokiem podszedłem do licealistki i błagalnym tonem poprosiłem ją o pomoc.
-Luno wybacz, ale chyba znów będę musiał cię o coś prosić – zacząłem rozmowę.
-O co chodzi? – zapytała wesołym tonem.
-Na ostatnich zawodach robiłaś zdjęcia. Mogłabyś też to powtórzyć na tej wycieczce? – zapytałem modląc się w duszy, aby się zgodziła.
-Jasne. Czemu nie? – odpowiedziała szybko biorąc do rąk torbę z aparatem.
            Zgodziła się tak szybko, że wprawiła mnie w osłupienie. Przez chwilę patrzyłem się na nią zdziwiony, ale nagle ocknąłem się i podziękowałem. Była dziś nad wyraz wesoła. Wydaje mi się, że tylko dzięki jej dobremu humorowi poszło tak łatwo.
          Wróciłem na miejsce całkowicie oddając się poprzedniemu zajęciu. Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko minął. Wydawało mi się, że ledwie wziąłem się za robotę, a kierowca już ogłaszał, że zbliżamy się do celu.
-Droga młodzieży i opiekunowie – oznajmił przez mikrofon. – Powoli dojeżdżamy, więc zbierajcie się pomału.
          Wyjrzałem przez okno. Cudny, zimowy krajobraz gór ukazał się moim oczom. Nie mogę doczekać się nart jak małe dziecko. Pozbierałem papiery i schowałem do podręcznej torby turystycznej.

***Perspektywa pana Czajki przez całą wycieczkę***
-Zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz.

***
DŁUUUGI TYTUŁ XD Nie wiem czemu, ale ten rozdział napisałam bardzo szybko. Pisało mi się go bardzo fajnie :D Może dlatego, że jest ogólne bardzo lekki :) Ta historia zbliża się ku końcowi. Przez ostatnie kilka dni tworzyłam pierwszy rozdział nowego opowiadania. Jestem w miarę zadowolona ^^

7 komentarzy:

  1. Już jest *-* Rozdział super ;D masz już napisane 4 ostatnie rozdziały ? :3 perspektywa pana Czajki - Bezcenna xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam napisany 12 i 13. Pozostałe dwa rozdziały, to tylko kwestia czasu. Wiem co w nich będzie się działo, ale mam za dużego lenia, aby je w tej chwili skończyć :D

      Usuń
  2. PERSPEKTYWA PANA CZAJKI MNIE ROZWALIŁA XDDD
    Leee, a ja się łudziłam, że to mój Natan usiadł obok Luny.
    Czemu ja zawsze tworzę te nie mające przyszłości paringi :<
    Angelika i Szymon kuzynami? Szymon pożałuje odmowy? Już się boje, co ona wymyśli...

    OdpowiedzUsuń
  3. Co? Szymon ? Angela? Kuzynostwo???!!! XD Natan swietny c: ( moze by tak wlasnie jego z kims swatac) Luna + Grzegorz = GRZENA XD albo LUGORZ XDDD ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po polsku to jakoś nie brzmi za ciekawie xD A co do Natana to się zastanowię :D

      Usuń