piątek, 27 czerwca 2014

2.Ławka
                Z mocnego snu obudził mnie budzik. Spojrzałam niechętnie na zegarek, który pokazywał 6:40. Zaspana ruszyłam do łazienki. Doprowadziłam się tam do normalnego wyglądu i ubrałam. Wyszłam z łazienki i ruszyłam do kuchni. Wnętrze mojej lodówki nie wyglądało za ciekawie. Na szczęście znalazłam słoik starego dżemu i kilka bułek w koszyku na szafce. Szybko zrobiłam sobie kanapki i wróciłam do swojego pokoju. Musiałam spakować książki na dzisiaj. Wtedy obleciał mnie zimny dreszcz.
-GDZIE MÓJ PLECAK! – krzyknęłam na całe mieszkanie.
                Próbowałam sobie przypomnieć, gdzie mogłam go wczoraj zostawić. Chodząc po tak dużym centrum, on mógł być wszędzie. Nagle dostałam SMS od Igora, którego treść rozładowała trochę moje zdenerwowanie.
„Szymon i Natan postanowili zrobić ci kawał.
Plecak jest u nas w domu. Szymon w drodze do szkoły Ci go podrzuci.
Powinien wpaść za 10min. :)”
                Odetchnęłam z ulgą. W plecaku był mój portfel i dokumenty. Miałabym spore problemy. Moje myśli z plecaka, przeniosły się na Igora. Skąd on do diaska ma mój numer? Przecież dałam go póki co, tylko Natanowi. Znając jednak życie, puścił on mój numer telefonu w eter i teraz każdy go ma. Tylko mi tu głupich SMS-ów brakuje.
Nagle ozwał się dzwonek, a w domofonie usłyszałam znajomy głos.
- Jak się masz Lulu – powiedział zdrobniale – Przypadkiem czegoś ostatnio nie zgubiłaś? – dodał śmiejąc się.
- Przypadkiem?! – krzyknęłam oburzona jak małe dziecko – Powinnam was obojga ukatrupić! – wywrzeszczałam wpuszczając Szymona do budynku.
                W czasie kiedy wjeżdżał windą, przyszykowałam książki potrzebne mi na dzisiaj. Usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam śmiejącego się Szymona trzymającego mój plecak w ręce. Uniósł go trochę do góry pokazując, że jest w świetnym stanie. Zaprosiłam go do środka. Stanął w korytarzu i zadzwonił do kogoś. Ja w tym czasie poszłam się spakować. Nie słyszałam o czym rozmawiał. Prawda jest taka, że wcale mnie to też nie interesowało. Szybko włożyłam buty i oboje udaliśmy się na przystanek.
                W drodze do szkoły w tramwaju spotkaliśmy Natana. Był wyraźnie rozbawiony, kiedy pokazałam mu swój plecak z irytacją wymalowaną na twarzy. Nie złościłam się jednak długo. Musiałam przyznać, że chłopacy napędzili mi niezłego stracha. Sama po pewnym czasie zaczęłam się z siebie śmiać.
Przegadaliśmy całą drogę do szkoły. Po wyjściu z tramwaju ruszyliśmy na lekcje. Mało zabrakło nam do spóźnienia. Gdyby nie plecak z pewnością pojechałabym wcześniejszym tramwajem. Zdziwiło mnie jednak, że Natan jechał o tej samej porze co ja i Szymon. Wytłumaczył się wtedy, że nie będzie wstawał wcześniej skoro ma tramwaj przyjeżdżający na styk na lekcje, a nawet jak się spóźni to lepsze to niż przedwczesna pobudka. Mówił to z takim patosem, że wybuchnęłam śmiechem.
Pierwszą lekcją była matematyka. Uczyła nas jej baba, starsza chyba od dinozaurów. Nie będę się o niej miło wypowiadać, bo wcale na to nie zasługuje. Już pierwszego dnia zalazła mi za skórę, opowiadając dość niemiły żart o blondynce i lekcji matematyki w mojej obecności. Zmierzyła wtedy mój jasny, długi, bo aż do bioder, blond warkocz i spojrzała się na mnie szyderczo. Nie wiem co tej kobiecie w przeszłości zrobiły blondynki, ale to że ich nienawidzi widać na pierwszy rzut oka. Dobrze, że jestem dobra z matmy, bo mogłoby być ze mną krucho.
Po dzwonku każdy zajął swoje miejsce. Osoby siedzącej koło mnie znowu nie było. Zżerała mnie ciekawość kto to jest. Wczoraj nie było w szkole trzech osób z naszej klasy – dwóch chłopaków i dziewczyny. Dzisiaj też nie było kilku uczniów. Nie mogłam się więc nawet domyśli, jakiej płci będzie osoba siedząca ze mną.
Nagle drzwi do klasy uchyliły się. Do sali wszedł wysoki, dobrze zbudowany chłopak o tajemniczej twarzy. Miał ciemnobrązowe włosy i nietypowo piwne tęczówki, przypominające  w słońcu kocie oczy. Ubrany był w szary T-shirt z różnymi białymi napisami i czarne jeansy.  Na nogach miał ołówkowo-złote air maxy, a na prawym ramieniu zarzucony plecak.
- Znowu się spóźniłeś! – krzyknęła nauczycielka – Może byś chociaż ogłosił swoje przybycie. – powiedziała podirytowana matematyczka.
                Znudzony i zmęczony chłopak rzucił tylko nauczycielce spojrzenie bez wyrazu i odpowiedział:
-Obecny…
                Po czym ruszył w stronę ostatniej ławki przy oknie. Zaraz… Przecież ja w niej siedzę! Nie! Nie chcę! Ten chłopak wygląda jak spod ciemnej gwiazdy.  Co prawda jest przystojny i w ogóle, ale liczyłam, że będę siedzieć z jakąś dziewczyną. Kobieta z kobietą łatwiej się dogada.
                Myśląc nad dalszym rozwojem sytuacji nie zorientowałam się, kiedy chłopak do mnie podszedł. Spojrzał na mnie inaczej niż na nauczycielkę. Uniósł do góry brwi, a jego twarz była wyraźnie zdziwiona. Podniosłam wzrok na niego. Przez ułamek sekundy patrzyłam mu prosto w oczy. Nagle otrząsnęłam się i szybko schowałam nos w książkę. Twarz chłopaka znowu przybrała obojętny wyraz. Usiadł koło mnie i lekcja się rozpoczęła. Nauczycielka zaczęła sprawdzać obecność. Dokładnie wsłuchiwałam się w imiona wyczytywane przez matematyczkę.
-Grzegorz Wrażej – wyczytała z listy w dzienniku.
Cisza.
-Grzesiek! Odpowiadaj jak do ciebie mówię! – Krzyknęła podirytowana.
                Usłyszałam ciche westchnięcie chłopaka siedzącego koło mnie. Po chwili odezwał się.
-Nie widzę potrzeby… - powiedział znudzony – Przed chwilą kazała mi pani zamanifestować swoją obecność. Chyba tyle wystarczy, ale jeśli to pani ulży to… OBECNY!  - powiedział pierwszy raz dzisiaj podnosząc głos.
                Po sprawdzeniu obecności nauczycielka rozpoczęła temat. Całą lekcję siedziałam jak na szpilkach. Nie wiedziałam kompletnie co mam sobie myśleć o moim koledze z ławki. Co jakiś czas zerkałam w jego stronę. Myślałam, że będzie anarchistą i klasowym pałkowiczem,  zdającym z ledwością z klasy do klasy. Ku mojemu zdziwieniu rozwiązywał zadania szybciej ode mnie. O wiele szybciej! W gimnazjum byłam najlepsza z matmy w klasie, więc ta sytuacja naprawdę mnie osłupiła.
                Z ledwością dotrwałam do dzwonka. Spakowałam podręczniki z prędkością światła i wybiegłam jako pierwsza z klasy. Aby uniknąć rozmowy z Natanem i Szymonem, podbiegłam do przewodniczącej szkoły i zaczęłam ją zagadywać, przedstawiając nowe projekty, które samorząd mógłby w najbliższym czasie zrealizować. W trakcie pogawędki osłupiałam. Zauważyłam, że moi koledzy znają się doskonale z tym całym Grześkiem i witają się z nim. Czemu mnie to dziwi? Przecież są w jednej klasie. Jestem naprawdę głupia.
                Podczas rozmowy chłopcy patrzyli co jakiś czas na mnie. Nie ukrywam, zaczęło mnie to trochę denerwować. W końcu przewodnicząca opuściła mnie. Zostałam sama na środku korytarza. Nie było wyjścia, albo ja do nich podejdę, albo oni do mnie. Pewnym krokiem ruszyłam w ich stronę. Spojrzeli się na mnie.
- O! Luluś poznaj Grześka, twojego kolegę z ławki – Natan uśmiechną się i skiną ręką abym się pośpieszyła – radzę wam się lepiej poznać, bo do końca roku raczej jesteście na siebie skazani.
                Szymon popchnął mnie przed nowego znajomego  i powiedział uśmiechając się od ucha do ucha:
- Luna - Grzesiek, Grzesiek to Luna – zaczął nas sobie przedstawiać.
-Cześć! – wyksztusiłam z siebie ciężko.
-Hej! – powiedział już całkowicie innym głosem. Był sympatyczny i ciepły, a nie zimny i znudzony. – Miło mi cię poznać. Jesteś pewna, że chcesz siedzieć w ostatniej ławce? – zadał mi pytanie, które wyraźnie mnie zdziwiło.
-Raczej tak. – odpowiedziałam zdziwiona – A co wyganiasz mnie? – zaśmiałam się.
-Nie o to chodzi – spojrzał na mnie z uśmieszkiem – trochę mała jesteś.
-CO! – krzyknęłam – Nie jestem mała tylko NISKA! 1,59m to nie aż tak malutko. Zresztą trudno wyróżniać się na tle kupy mięcha na sterydach z tej szkoły.
                Zdenerwowana cisnęłam w Grześka plecakiem Natana, zostawiając go wyraźnie zdziwionego i rozbawionych chłopaków. Ruszyłam oburzona pod klasę. Odchodząc słyszałam Szymona tłumaczącego tą całą sytuację.
Może się wydawać, że moje zachowanie było dość impulsywne, ale nie miałam łatwo w gimnazjum. Często szydzono z mojego wzrostu, nie wspominając o tym, że na wychowaniu fizycznym traktowano mnie jak najsłabsze ogniwo. Nie słusznie. Jestem naprawdę dobra w sporcie, ale takiego kurdupla jak ja bierze się do drużyny w siatkówkę czy kosza tylko w sytuacjach kryzysowych, tak dla zasady.
Po dzwonku udałam się na lekcję. Chwilę po mnie do klasy wszedł również Grzesiek z diabelskim uśmiechem na ustach.
- Przepraszam cię – powiedział melancholicznie – ale twój wzrost, nie mógł obejść się bez komentarza. – zaśmiał się cicho.
- Zamknij się – powiedziałam przez zęby – bo uwolnisz moje wewnętrzne demony!
                Nie pamiętam zbyt wiele z lekcji polskiego. Przez cały czas droczyłam się z tym czymś w mojej ławce. Wyraźnie bawiło go moje oburzenie, w momencie wytknięcia mi mojego niskiego wzrostu. Nie zostawiłam tego bezczynnie. Skoro ja jestem kurduplem, to on będzie górą mięcha.
-Pokaż co napisałaś, kurduplu. – powiedział wychylając głowę i zerkając mi w zeszyt.
-Taka kupa mięcha, a taki mały mózg, aby coś wymyślić? – odgryzłam się.
-Oj przestań się burmuszyć – powiedział  przesłodzonym głosem, jakby mówił do dziecka.
 –Wielki jak brzoza, a głu…
-Czy ja wam nie przeszkadzam?! – zapytała podirytowana polonistka.
                Klasa zaczęła chichotać. Do końca lekcji oszczędziliśmy sobie komentarze na swój temat. Na przerwie rzuciłam mu obrażone spojrzenie i  starałam się z nim nie rozmawiać. Nie udało mi się to. Dosłownie na każdym przedmiocie dogryzaliśmy sobie. Nie pamiętam żadnego tematu poruszonego na jakiejkolwiek lekcji.
                Po szkole poszłam od razu na przystanek. Co się okazało, Szymon gonił do mnie z drugiego końca miasta z tym plecakiem i wcale nie wracał tym samym tramwajem co ja i Natan. Wsiadając do środka komunikacyjnego oniemiałam. Wracam tą samą linią co ten.. ten… puff… Grzesiek przyszedł razem z Natanem. Tramwaj ruszył, ale w godzinach szczytu nawet nie było mowy o miejscach siedzących. Usłyszałam tylko zgryźliwy komentarz:
- Sięgniesz do barierki, czy może cię podsadzić?
- Bez obaw, dam sobie radę. – odpowiedziałam udając opanowaną.
- Pewna jes…
                Grzesiek nie zdążył skończyć, bo wymierzyłam mu silnego kopniaka w piszczel. Lekko skulił się z bólu, a Natan widząc to syknął, jakby to on oberwał.
- Moi drodzy wiem, że się kochacie, ale nie pozabijajcie się jak was opuszczę – krzyknął śmiejąc się i wybiegając z tramwaju.
                Wiedział, że jeśli szybko nie ucieknie, to albo ja, albo Grzesiek dokonamy na nim mordu. Oboje spojrzeliśmy na uciekającego Natana, a później dziwnie na siebie. Tramwaj trochę się rozładował i zwolniło się parę miejsc. Usiedliśmy naprzeciwko siebie bez słowa. Czekałam na swój przystanek wrogo patrząc się na Grześka. W końcu nie wytrzymał tej ciszy i powiedział:
- Złość piękności szkodzi – uśmiechnął się.
- Czyżby? – zapytałam spokojnie.
                Chłopak zaśmiał się sympatycznie widząc, że wyraźnie się uspokoiłam. Mimowolnie odwzajemniłam uśmiech. Pierwszy raz sytuacja między nami trochę się rozluźniła.
- O proszę! Nawet ty potrafisz się uśmiechać – powiedział udając zdziwionego.
- A czy to takie dziwne? – zapytałam – Często się uśmiecham, ale ty mnie tak irytujesz, że nie zasługujesz na mój uśmiech – dodałam pokazując mu beztrosko język.
                Tramwaj stanął, a Grzesiek wstał i zabrał plecak. Ruszył w stronę drzwi, lecz zanim wyszedł dodał:
- Szkoda. Chyba będę starał się zasłużyć – powiedział uśmiechając się – bo masz naprawdę śliczny uśmiech –dodał i wybiegł.

                Drzwi tramwaju zatrzasnęły się, a ja oblałam się rumieńcem. Chłopak, który dogryzał mi przez cały dzień, właśnie wyznał mi, że podoba mu się mój uśmiech. Wysiadłam na następnym przystanku rozmyślając. Ludzie z mojej nowej szkoły są naprawdę zakręceni.
***
No, kolejny rozdział za mną. Miałam zamiar dodać go koło 18, ale nie będzie mnie wtedy w domu. O matulu, jak ja się dzisiaj na apelu rozkleiłam. Jestem... byłam w IIIkl. gimnazjum i śpiewając ,,Ostatni raz" wszyscy łącznie ze mną płakali jak małe dzieci. Ale dosyć o mnie. Mam nadzieję, że rozdział się podobał.

11 komentarzy:

  1. Daj mi tego Grześka tu i teraz! Z opisu cudowny, jak ja uwielbiam chłopaków z piwnymi oczkami *-*
    A rozdział tak jak wcześniejszy super. Czekam z niecierpliwością na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam *-* też uwielbiam ten typ chłopaka. Może właśnie dlatego mój bohater opowiadania tak wygląda xD

      Usuń
  2. oo słodkie! :3
    Świetny rozdział! :>

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się to opowiadanie ;) Na początku myślałam że ten Grzesiek to zwykły palant który cały czas będzie drwić z wzrostu Lulu, a tu końcówka, uuu...
    Pozdrawiam
    my-life-im-vicky.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahah. Nie ma to jak ukraść plecak, bo chce się zrobić głupi kawał. Świetny blog. Zapraszam do mnie Obserwuję i liczę na rewanż http://her-stories-lena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. jezu, tylko nie dżem, zawsze jak usłysze to słowo to kojarzy mi się dżem z dzieci z aborcji, którym straszyłam kolege XDDD boże wtf
    Ja teraz kończę 6 klasę i jakoś nad tym nie ubolewam, tymbardziej, cieszę się, bo idę do gimnazjum, gdzie nikt z mojej klasy nie idzie c:

    http://modaprzemijastylpozostajex3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny blog :) będę wpadać :) Dołączam do obserwowanych, liczę na to samo :) Świetny post!
    Pozdrawiam! I zapraszam,
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze takie dodatkowe słowa :) Dziękuje za miły komentarz na blogu, miło nam :) Będę na twojego wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Opowiadanie zaczyna się BOSKO ! :* kocham takie historie :3
    Pozdrawiam :* fashion-aniskablog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię opowiadań, których akcja dzieje się w Polsce, choć Twój początek bardzo mi się podoba. Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam i zapraszam:
    janie-carter.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń