czwartek, 3 lipca 2014


3.Przygotowania
       Następnego dnia przyszłam do szkoły lekko skołowana. Nie przyjechałam tramwajem, tylko autobusem. Miałam przed lekcją przyjść na spotkanie samorządu i przybycie na ostatnią chwilę nie wchodziło w grę. Lecz nie tylko to spowodowało moją zmianę środku transportu. Jeśli miałabym jechać z Grześkiem kilka minut jednym tramwajem, mogło by dojść do kolejnej dziwnej sytuacji.
- DOBRA LUDZISKA! – wrzasnęła przewodnicząca – Wielkimi krokami zbliża się Festyn Zimowy. Jak co roku musimy zorganizować każdy dzień pierwszego tygodnia lutego. Zostało nam mało czasu.  Dwa tygodnie to naprawdę niewiele! – mówiła machając plikiem kartek. – Oto wstępny plan. Niech każdy wpisze się pod dniem, za który chce być odpowiedzialny.
        Po sali została puszczona kartka ze szczegółowym opracowaniem każdego dnia.
PLAN ZIMOWEGO FESTYNU
Poniedziałek:
- Wydarzenie: Uroczyste otwarcie Festynu.
 - Zadania:       Udekorowanie auli i przygotowanie scenariusza.
Chętni:………………………………………………………………………………………
Wtorek:
-
Wydarzenie: Międzyszkolny konkurs wiedzy (Każda klasa wystawia po jednym uczniu do każdego przedmiotu, przedstawiciele będą się zmagać w wybranych przedmiotach).
- Zadania:         Przyszykowanie klas dla uczestników konkursu. (Testy zostaną ułożone przez nauczycieli, aby zapobiec wyciekom). Przedmioty w których będą konkurować uczniowie: Matematyka, Biologia, Fizyka, Chemia, Geografia, J. Polski z elementami Historii, Język Obcy (Do wyboru: Angielski i Niemiecki).
Chętni: ………………………………………………………………………………………
Środa:
- Wydarzenie: Międzyszkolne zawody sportowe
- Zadanie: Rozstawienie toru przeszkód w hali sportowej
Chętni: ………………………………………………………………………………………
Czwartek:
-Wydarzenie: Zawody koszykarskie
- Zadanie:       Z powodu braku zadania, osoby odpowiedzialne za ten dzień będą tworzyć plakat informacyjny dla pozostałych uczniów.
Chętni: ………………………………………………………………………………………
Piątek:
- Wydarzenie: Impreza zamykająca Zimowy Festyn
- Zadania:         Udekorowanie sali sportowej, zorganizowanie sprzętu muzycznego i dobrej muzyki.
Chętni: ………………………………………………………………………………………
       Po długiej przepychance do jak najłatwiejszego zadania, w końcu kartka dotarła do mnie. Nie wiedziałam na co się zdecydować. Po dłuższej chwili wybrałam dekoracje imprezowe. Nie powinno być tak źle. Jestem w grupie z kolegami z drużyny koszykarskiej, więc na pewno będzie nam wesoło. Szybko podzieliłam się z Igorem, Pawłem, Dawidem i Sebastianem obowiązkami.
         Pędem pobiegłam do klasy. Było już po dzwonku. Wparowałam do klasy od polskiego i przeprosiłam za spóźnienie. Grzesiek siedział już w ławce. Idąc w jego stronę czułam się trochę zakłopotana.
-Ulala musisz nauczyć się szybciej biegać na tych krótkich nóżkach – zadrwił.
-Oh, czyżby? To w takim razie co powiedzieć o tobie. Wczoraj też nie popisałeś się punktualnością. – usiadłam w ławce już całkowicie wyluzowana.

         Tak! Teraz jestem tego pewna. Wszystko wróciło do normy. Nasze wzajemne dogryzanie sobie, stało się dla nas sportem narodowym. Udaję, że mnie to irytuje, ale tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie. Zaczęło mi się to podobać. Wydaje mi się, że Grześkowi także. Mam chociaż trochę rozrywki na niezbyt ciekawych lekcjach.
- A tak na poważnie, to czemu się spóźniłaś? – zapytał ni stąd ni z owąd.
- A co ty moja matka, żeby wszystko wiedzieć?! – odpowiedziałam.
-Czy ja wyglądam na kobietę? – zapytał – Jeszcze niedawno byłem górą mięcha. – zaśmiał się.- Ale takim troskliwym ojcem, to mógłbym być. – dodał lekko zamyślony.
-Oh, a więc drogi tatulku – odpowiedziałam głosem małego dziecka – Miałam bardzo ważne spotkanie samorządu.

     Uśmiechnęliśmy się do siebie i do dzwonka skupiliśmy się na temacie lekcyjnym. Trochę mnie to zdziwiło. Siedzieliśmy spokojnie. Bez żadnych przezwisk, dogryzania sobie, szyderczych uśmiechów. Właściwie to nie tylko my zachowywaliśmy się podejrzanie spokojnie. Cała klasa była dziś wyjątkowo cicho. Może to i dobrze. Pierwszy raz tutaj mogę się skupić całkowicie na lekcji.
      Po dzwonku opowiedziałam swojej klasie jaki temat poruszyliśmy na spotkaniu samorządu. Wszyscy byli bardzo ciekawi jak będzie wyglądał tegoroczny festyn. Chcieli poznać wszystkie szczegóły. Niestety, sama znam tylko ogólny plan.
        Po trzeciej godzinie lekcyjnej, z głośników szkolnego radia ozwał się komunikat przewodniczącej.
„Wielkimi krokami zbliża się Zimowy Festyn. Przez tydzień, ku waszej uciesze, 
lekcje będą odwołane na rzecz konkursów i zawodów. 
Pierwszego lutego odbędzie się apel otwierający. 
Tego dnia przyjadą do nas gimnazja z okolicy. Będzie to w pewnym rodzaju Dzień Otwarty. 
Mamy ich zachwycić i namówić do złożenia podań w naszej szkole. 
Aby jednak tego dokonać, każda klasa przygotuje coś od siebie. 
Udekorujcie klasy, zróbcie przedstawienie, zorganizujcie zawody… 
Pomysłów jest wiele. Zostawiam wam pole do popisu. 
To wszystko. Dziękuję”

        Na korytarzu można było usłyszeć jęki niezadowolenia. Każdy liczył, że całą szopką na festyn zajmie się samorząd. Wiedziałam, że czeka mnie sporo roboty. Dekoracje na dyskotekę, a teraz jeszcze trzeba wymyśleć prezentację dla gimnazjalistów. Mam nadzieję, że klasa nie przydzieli mnie do tego. Nie wiem czy dam radę podjąć się obu zadań.
        Na historii z panem Czajką, zamiast normalnego tematu zrobiliśmy godzinę z wychowawcą. Wszyscy burzliwie dyskutowali, co zorganizujemy pierwszego lutego. Nagle jeden z chłopaków wyskoczył z dość nietypowym pomysłem, który wyraźnie zdenerwował żeńską część kasy.-Zrobimy kawiarenkę. Zmobilizujemy swoje matki, aby upiekły ciast, ciastek i innych słodyczy. – wykrzyczał – Będziemy je sprzedawać wraz z herbatą, a za kelnerki będą robić dziewczyny w krótkich sukienkach – mówił do kolegów, którzy kiwali głową z aprobatą.
        W klasie było słychać oburzone dziewczyny. Nie powiem, mi również ten pomysł nie przypadł do gustu, ale chłopakom bardzo się podobał. Na szczęście kłótnie przerwał pan Czajka, który również nie popierał pomysłu chłopaków. Uważał, że mogłoby to zostać źle odebrane przez radę pedagogiczną.
          Staliśmy w miejscu. W końcu wpadłam na pomysł małego zmodyfikowania planu chłopaków.
-Pomysł kawiarenki nie jest zły. – powiedziałam – Biorąc jednak pod uwagę, że rada pedagogiczna spojrzałaby na nasze stroje trochę nieprzychylnie, a dziewczyny przyciągnęłyby tylko męską część gimnazjum, lepiej aby były i kelnerki, i kelnerzy.
- Sugerujesz, że chłopacy również powinni biegać w krótkich spódniczkach? – zaśmiał się Natan.
- Cicho idioto – zaśmiałam się do niego – daj mi skończyć. Zamiast wyzywających strojów, lepiej ubrać się elegancko i traktować klientów z przesadną grzecznością. Będzie śmiesznie i nie złamiemy regulaminu.

          Pomysł został przyjęty przez klasę. Do końca lekcji ustalaliśmy kto kim będzie i czyje mamy zajmą się wypiekami. Przed dzwonkiem tylko dodałam:
-A więc pierwszego macie wyglądać tak: chłopaki w garniturach i dziewczyny w galowych sukienkach. – krzyknęłam zanim w kasie zapanował już całkowity rozgardiasz.
        Wszyscy opuścili klasę. Na przerwie cały czas było słychać rozmowy dotyczące festynu. Podsłuchałam kilka z nich. Pomysł kawiarenki wyraźnie się spodobał. Cieszyło mnie to. Odegrałam już swoją rolę w tej części zadania. Teraz zostały mi tylko dekoracje na imprezę.
-No proszę, proszę – odezwał się Grzesiek, który właśnie do mnie podszedł – Można porównać cię do Napoleona.
-Czemu? – zapytałam zdziwiona.
-Kurdupel z talentem przywódczym – zaśmiał się, a widząc moją podirytowaną twarz,  sytuacja cieszyła go jeszcze bardziej.
-Nie mam już do ciebie siły – westchnęłam.

         Odeszłam nie dodając nic więcej. Widać, że go to wyraźnie zdziwiło. Zawsze mu się odgryzałam. Tym razem postanowiłam nic nie odpowiadać. Jestem ciekawa czy zmieni swoje nastawienie. A po za tym, jego zdziwiona mina, po mojej odpowiedzi, była po prostu bezcenna. Chyba muszę częściej zgrywać obojętną.
***
     Przez ostatnie dwa tygodnie miałam pełne ręce roboty. Przygotowanie odpowiednich dekoracji pochłaniało ogromną ilość energii. Do tego zostałam powołana do przedstawienia na apelu. Próby na każdej ósmej lekcji po prostu mnie wykańczały. Nawet Grzesiek dał mi spokój na czas trwania przygotowań. Przez ostatni czas chodziłam jak maszyna. Wstawałam, szłam do szkoły, robiłam dekoracje i lekcje, szłam spać. I tak w kółko. Zauważyłam również, że Grzesiek nie wraca ze mną tramwajem. Czyżby zostawał na dodatkowych zajęciach? Czemu mnie to interesuje? Przecież zawsze mnie denerwuje. To dobrze, że nie wracamy razem. Bardzo dobrze!
         Robienie dekoracji szło mi coraz lepiej. Zorganizowałam potężny, jednokolorowy materiał, którym pozasłaniam obdrapane ściany. Poozdabiam go papierowymi śnieżynkami. Ich wycięcie zajęłoby mi całe wieki, ale szepnęłam co nieco przewodniczącej. Zmobilizowała ona grupę osób, która pomogła mi w wycinaniu.
***
          Nareszcie piątek. To był wykańczające dwa tygodnie. Ostatni weekend spędziłam nad wycinankami i jak sobie pomyślę, że nareszcie mam wolne, to mimowolnie się uśmiecham. Po wyjściu ze szkoły ruszyłam w stronę tramwaju. Musiałam na chwile przysnąć, bo nie pamiętałam kiedy dojechałam na swój przystanek. Po powrocie do domu pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam chyba w minutę.
         Obudziłam się około dziewiętnastej. Głodna zerknęłam do lodówki. Była całkowicie pusta. No trudno, trzeba iść coś kupić. Uporządkowałam trochę włosy i  chwyciłam za portfel. Zrobiłam małe zakupy. Codzienną rutynę przerwała jednak sytuacja w parku, na której widok osłupiałam.
-Ty ćpasz?! – krzyknęłam do Grześka, który przed chwilą dokonał zakupu narkotyków.
-Nie twoja sprawa. – odpowiedział chłodnym tonem. Na jego twarzy było widać złość, ale też zdziwienie.
-Ty skończony debilu! – zaczęłam go wyzywać – To wykończy twój organizm! Wiesz ile świństwa znajduje się w narkotykach i…
-Tak, krzycz głośniej, aby psy mnie dorwały – przerwał mi – Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Lepiej, żeby nikt się o tym nie dowiedział. – powiedział rzucając mi straszne spojrzenie.

       Odszedł. Prze dłuższą chwilę patrzyłam się głucho w przestrzeń. Nie mogłam pojąć, dlaczego na co dzień wesoły chłopak, bierze narkotyki. Czy ma jakieś problemy? Muszę się tego dowiedzieć.
***
       W sobotę spotkałam się z braćmi na dworcu. Ten weekend mieliśmy spędzić u ojca. Związał się ostatnio z nową kobietą i musieliśmy całą trójka poznać nową ,,mamusię". Ciężki jest los dzieciaka, którego rodzice są po rozwodzie. Ale nic na to nie poradzę, że jakiś czas temu zaczęli się strasznie kłócić.
          Wsiedliśmy do pociągu. Jakiś czas nikt się nie odzywał. Każdy wiedział co się święci. Musimy polubić nową partnerką ojca i udawać, że czujemy się świetnie w jej towarzystwie. Nie wolno nam na nią krzywo spojrzeć, mówić coś za jej plecami, absolutnie nie poruszać tematu naszej biologicznej matki i udawać złote dzieci. Łamiąc jedną z tych żelaznych zasad naszego ojca, mogło się mieć zdrowo przekichane.
           Nagle jeden z bliźniaków przerwał ciszę:
-Wiecie co? Rozmawiałem dzisiaj rano z ojcem przez telefon – powiedział Bartek – Przedstawił mi jeszcze kilka faktów o swojej nowej partnerce.
-A może jaśniej? – powiedział Łukasz, który był ciekawy nowych szczegółów.
-Ta baba ma ośmioletniego  syna. – powiedział podirytowany – Oczywiście, go również mamy traktować jak ósmy cud świata. Była partnerka ojca przynajmniej nie miała bachorów.
-To nas stawia w nieciekawej sytuacji. – powiedziałam – Wystarczy jedno doniesienie na nas ojcu przez tego smarkacza i leżymy. 
-Racja. – dodał Bartek – Ojciec odetnie nas wtedy od kasy i będziemy zmuszeni znowu z nim zamieszkać i zmienić szkołę.
-A w życiu! – powiedział Łukasz – Wolę się gdzieś zatrudnić, niż znowu być z nim pod jednym dachem. 
-Myślę, że on także nie za bardzo chce naszego powrotu – powiedziałam lekko zamyślona. - Doskonale wiemy o tym, że ojciec  jest pracoholikiem. Cały czas siedzi z nosem w dokumentach i papierach z jego firmy. Nienawidzi kiedy mu się przeszkadza w pracy. Ma teraz na głowie tą nową kobietę wraz z jej synem. Jeśli po jego domu miałaby się kręcić jeszcze trójka bachorów to myślę, że prędzej by zwariował.
-Jest w tym sens – powiedział Bartek – Ale to i tak nie zmienia faktu, że musimy zachowywać się jak roboty. – dodał, na co wszyscy wydaliśmy z siebie ciche westchnienie.

       Droga trochę mi się dłużyła. Próbowałam sobie znaleźć jakieś zajęcie, ale na marne. W końcu włożyłam słuchawki, puściłam spokojną muzykę i zaczęłam czytać książkę dla zabicia czasu. Co jakiś czas ucinałam sobie krótką pogawentkę z braćmi.
         Nareszcie dojechaliśmy. Na dworze zaczął padać deszcz ze śniegiem. Na szczęście miałam parasolkę, w przeciwności do Łukasza i Bartka, którzy władowali mi się pod nią. W zamian za schronienie wzięli moją walizkę i ruszyliśmy w stronę parkingu. Czekał już tam na nas samochód. Ojciec wcale po nas nie przyjechał. Wysłał szofera i szczerze powiedziawszy, wcale nas to nie zdziwiło.
     Jechaliśmy dobre 20 minut nim naszym oczom ukazał się wieżowiec, w którym ojciec ma swój apartament. Wracają wspomnienia. Cieszą się, że już tu nie mieszkam. Na każdym kroku jest się kontrolowanym i poprawianym.
      Szofer dał bliźniakom po parasolce i puścił nas przodem. Weszliśmy do budynku i wjechaliśmy na najwyższe piętro. W ciszy przekroczyliśmy próg domu. Już w korytarzu natknęliśmy się na grubego, niskiego chłopca, który przyglądał nam się szyderczo. Zmierzył każdego od stóp do głów i ruszył w stronę salonu. 
-Ej, mamo w korytarzu stoją jacyś ludzie – powiedział chłopiec.-To pewnie twoje przyszłe rodzeństwo – ozwał się gruby głos z gabinetu. To był bez wątpienia ojciec jak zwykle zajęty papierkową robotą. – Za niedługo będziemy jeść obiad. Przyszykujcie się. Szofer za chwilę powinien przynieść wasze walizki. – powiedział nie wychodząc z pomieszczenia, ani nawet nie przywitawszy się z nami.

        Każde z nas bez słowa ruszyło do swojego pokoju. Dobrze, że ten mały smark nie pozajmował ich. Jak tylko nasze walizki zostały przyniesione zaczęłam się przebierać. Ubrałam elegancką, jasnoniebieską sukienkę i czekałam na rozpoczęcie obiadu. Nie minął kwadrans, a już wołano nas.
       Wszyscy zebraliśmy się przy stole. Ojciec zaczął nam przedstawiać swoją wybrankę. Pasowała do niego idealnie. Tak samo ułożona i snobistyczna jak on. W przeciwieństwie do jej syna. Ten mały diabeł od razu mi się nie spodobał. Cały czas zwracał na siebie uwagę i mówił o mnie, Łukaszu i Bartku w trzeciej osobie, jakbyśmy byli rzeczami.
Mimo sztywnej atmosfery długo rozmawialiśmy. Głównie o przyszłości mojej i braci. Kiedy zaczął mnie męczyć już ten temat, zapytałam się delikatnie ojca o jego plany w stosunku co do jego partnerki Blanki i jej syna Arona. Okazało się, że na razie są w luźnym związku, ale może niedługo będzie z tego coś więcej,
Trochę zeszło zanim zdołałam uciec od stołu. Nie mając najmniejszego zamiaru siedzieć dłużej w domu przebrałam się i wyszłam. Już nie padało. Zaczęłam spacerować i oddychać deszczowym powietrzem. Przez przypadek natknęłam się na znajomych z byłego gimnazjum. Na szczęście nie było to towarzystwo, które cały czas mi dokuczało. Długo rozmawialiśmy. Opowiadałam im o mojej nowej szkole i znajomych, oni zaś pytali się czemu uciekłam tak daleko i nie jestem z nimi w jednym liceum.
Kiedy zaczęło się ściemniać wróciłam do apartamentu. Bliźniaki grały na playstation, Aron jak zwykle próbował coś przeskrobać, a ojciec siedział w dokumentach. Przechodząc przez salon Blanka chwyciła mnie za nadgarstek i zaciągnęła mnie w kąt.
-Mam nadzieję, że nie będziecie się wtrącać w nasze życie – powiedziała z zimnym wyrazem twarzy – Mam zamiar stworzyć z Aleksym i Aronem rodzinę, a wy mi to utrudniacie.
-Bez obaw – odpowiedziałam obojętnie. – Przyjechaliśmy tu tylko na prośbę ojca i znikniemy stąd tak szybko jak żeśmy przyjechali.

         Kobieta rzuciła mi tylko ostatni raz spojrzenie i odeszła. Śmieszy mnie ta jej cala akcja. Ona naprawdę myśli, że ojciec poświęca nam aż tyle uwagi? Prawda jest taka, że gdyby nie wysyłane nam pieniądze na szkołę i kod DNA, nie mielibyśmy żadnego powiązania.

Zaraz po rozmowie z Blanką poszłam do łazienki wziąć kąpiel. Zaraz po niej od razu ułożyłam się w łóżku. Mocno przytuliłam do siebie poduszkę. Nie mogła zasnąć. Cały czas nurtowało mnie jedno pytanie. Dlaczego on bierze narkotyki? 
***
I tak oto pojawił się następny rozdział. Stwierdziłam, że skoro mam wakacje, to nie będę trzymać się schematu ,,Jeden rozdział tygodniowo" i może zacznę dodawać je trochę częściej. :) 

17 komentarzy:

  1. -No proszę, proszę – odezwał się Grzesiek, który właśnie do mnie podszedł – Można porównać cię do Napoleona.
    -Czemu? – zapytałam zdziwiona.
    -Kurdupel z talentem przywódczym – zaśmiał się, a widząc moją podirytowaną twarz, sytuacja cieszyła go jeszcze bardziej.

    TO MNIE ROZWALIŁO XD śmiałam się na głos jak opętana. ;d
    już mnie denerwuje ta ich nowa matka, przesada z takim "mam nadzieję". ;x no i postawa jej ojca.. zero czułości, zero jakiegokolwiek kontaktu. współczuję takim osobom, ale cóż, mam całkiem podobnie. ;x ale chociaż ma całkiem niezły kontakt z braćmi. ;p
    No i Grzesiek... kuźwa, czemu on bierze narkotyki?! nie zgadzam się;/
    Fajny pomysł z tym festiwalem.
    No i super, że często dodajesz rozdziały. ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne opowiadania, te nie które śmieszne dialogi, super :)
    Pozdrawiam i zapraszam na naszego bloga o beagle, gdzie nie dawno pisałaś komentarz :) - http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy post? Fajnie :) Już wpadam i cieszę się, że rozdział się spodobał :)

      Usuń
  3. Chciałaś parę porad :) Tak więc udzielę je z przyjemnością :) Tylko może podaj mi numer GG, czy inny sposób pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie :) Podam swoje namiary na twoim blogu :)

      Usuń
  4. ALe masz ładnego blogaaa. Pierwsze co przychodzi na myśl to wielkie WOW! Rozdział bardzo ciekawy (ahh ten Grzesiek). Bardzo podoba mi się Twój sposób pisania. Czekam na następny rozdział.


    Zapraszam do mnie http://chcebyckopciuszkiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Super !Przeczytałam każdy rozdział!Bardzo mi się podoba.Będę tu często zaglądać.
    Zapraszam ;) : http://i-always-you-ff-nathansykes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. nadrobilam i powiem ze bardzo fajne! czekam na nastepne rozdzialy i zycze weny, pozdrawiam.+moglabys mnie powiadamiac o nowych postach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Oczywiście, że cię powiadomię jak tylko nowy rozdział się pojawi :)

      Usuń
  7. Masz naprawdę fajny styl pisania, bardzo mi przypadł do gustu. Czekam na kolejne posty :)
    Zapraszam do mnie http://with-imagination-about-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno dasz radę xD Rozdziały może przerażają długością, ale czyta się szybko :)
    Już zaglądam w linki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może teraz wydam się wybredna, ale czy to nie jest aby za długie? W pewnym momencie mogłabym to uciąć i w następnym rozdziale to opisać. Poza tym przerażają mnie te opisy, bo nie lubię jak jest ich od groma, ale może tylko ja. Coś za mało tu dialogów i niestety ten rodzaj opowiadania to nie moja bajka. Niestety masz tu fankę książek fantasy i przygodowych xd Ale jeżeli nie podoba ci się komentarz, możesz go usunąć, zrozumiem :) Wiem, że potrafię marudzić, po prostu mówię co myślę i tyle, bo każdemu nie dogodzisz. Ale muszę przyznać, że szablon niezły :)
    Zapraszam na bloga przyjaciółki, która dopiero zaczyna, oczywiście jak chcesz:
    thevampire-stories.blogspot.com
    Jak coś to proszę nie zwracać uwagi na ten ostatni komunikat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wszystkim nie dogodzę. Niektórzy mówią, że długość dobra, a inni że nie. Narracja w tym opowiadaniu jest pierwszoosobowa, więc opis przeżyć wewnętrznych bohaterki stawiam na pierwszym planie - nie dialogi. Nalezę również do grona osób, które lubią bogate opisy, gdyż łatwiej wyobrażam sobie wtedy sytuację.
      Jak to mówią o gustach się nie dyskutuje :)

      Usuń