czwartek, 7 sierpnia 2014

8.Zakład
Budzik obudził mnie o siódmej. Mimo zarwanej nocy nie byłam zmęczona. Wstając bardzo się zdziwiłam, bo zamiast bliźniaków zastałam tylko na stole małą karteczkę z napisem:
„Musieliśmy wyjść przed siódmą.
 Zrobiliśmy kanapki. Są na talerzu w lodówce. Smacznego.
 Łukasz i Bartek”.
        Dziwi mnie, że nie powiedzieli mi o tym wcześniej. Przecież wczoraj przy posiłku tyle rozmawialiśmy, a ci nawet słowem nie pisnęli. Jestem strasznie ciekawa czemu wyszli wcześniej. Teraz raczej się już nie dowiem, a wysyłanie SMS jest bez sensu, bo i tak nie odpiszą.
        Chwyciłam kanapki z lodówki i poszłam do pokoju. Dzisiaj nie brałam książek. Turniej rozpoczyna się już o ósmej, a jego zakończenie przedłuży się na pewno do czwartej lub piątej. Spakowałam więc tylko kanapki, picie i kilka drobiazgów. Chwyciłam za kurtkę i ruszyłam na przystanek. Było dziś wyjątkowo zimno, a na drogach ślisko. Mało brakowała, a zaliczyłabym wywrotkę.
       Dzień rozpoczął mi się bardzo kolorowo. Już przekraczając próg szkoły natknęłam się na Angelikę. Chyba mnie nie zobaczyła. Całe szczęście. Mam dosyć jej głosu i widoku. Szybkim krokiem udałam się do szatni zostawiając w niej kurtkę i zmieniając buty. Unikając ludzi dostałam się na halę. Mało nie zemdlałam. Nie wiedziałam, że te zimowe rozgrywki są takie popularne. Było aż 16 drużyn. Nawet przyjezdni mięli ekipę kibiców. Oczywiście nie brakowało też grupki fanek. Widok dziewczyn piszczących na widok zawodników był po prostu bezcenny. Słychać tylko było ciche plotki i pogaduchy na temat chłopców z drużyn.
-Luna! Luna! – usłyszałam sympatyczny głos, który poznałam wczoraj.
-Dzień dobry! – powiedziałam do trenera drużyny koszykarskiej.
-Przepraszam, że tak z biegu, ale czy mogłabyś robić zdjęcia na dzisiejszych zawodach? Osoba odpowiedzialna za to rozchorowała się – powiedział błagalnym tonem wyciągając lustrzankę z torby.
-Ale proszę pana ja…
-Mów mi Mateusz – powiedział sympatycznie. – Nadasz się na pewno. To jak? – zapytał praktycznie wciskając mi aparat do ręki.
-No dobrze – odpowiedziałam ku jego uciesze.
-Właściwie, to nie musisz czekać na pierwszy gwizdek meczu i możesz zacząć już teraz robić te zdjęcia – dodał.
-Ach, czyżby? – powiedziałam pstrykając mu zdjęcie blisko twarzy, przy czym flesz trochę go oślepił.
-No widzę, że się wczułaś – na te słowa oboje się zaśmialiśmy, a wuefista po chwili odszedł.

        A więc mam robić zdjęcia, co? Może uda mi się uchwycić jakąś kompromitującą akcję Angeliki. Nie! Nie! Lepiej nie! Znowu kusi. Wystarczy. Ona nie jest pępkiem świata. Muszę nauczyć się ją ignorować. Jak opanuję swoje negatywne emocje do niej wszystko powinno się uspokoić.
       Chodziłam po hali i robiłam zdjęcia. Zajęcie nie okazało się takie nudne. Wiele zawodników widzących mnie z aparatem robiło durne miny do obiektywu. Był taki moment, że zaczęli sobie robić zdjęcia ze mną, a zupełnie obca osoba była fotografem. Poznałam przez to wiele osób i to z zupełnie innych szkół.
      W końcu wpadałam na reprezentantów szkoły sportowej z naszego miasta. Zdecydowani faworyci tych zawodów. Przynajmniej tak słyszałam. Podeszłam trochę i zaczęłam robić zdjęcia. Do czasu kiedy w obiektywie pojawiły mi się dwie znajome mordki. 
-Siostrzyczka – zawołali jednocześnie.
-Łukasz? Bartek? Co wy tu robicie? – zapytałam zdziwiona.
-Gramy! – odpowiedział Bartek.
-A to takie dziwne? – powiedział Łukasz.
-Przecież chodzimy do szkoły sportowej – dokończył drugi.
-Trzeba mi było powiedzieć – mówiłam udając lekkie zirytowanie. – A nie zostawiać mi karteczkę.
-Oj, przepraszamy – powiedzieli jednocześnie.

       Na tym nasza rozmowa się skończyła. Porobiłam parę zdjęć. Oczywiście nie obyło się bez fotografii ze mną i bliźniakami w roli głównej. Łukasz i Bartek powiedzieli, że chcą mieć pamiątkowe zdjęcie z tych zawodów. Tylko po co ja na nich? Nie dostałam odpowiedzi na to pytanie. To ja miałam robić zdjęcia, a nie być fotografowaną. Miałam tyle fotek z poszczególnymi drużynami, że wyglądałam jak turniejowa maskotka.   
       Przez następne pół godziny, zanim zawody się rozpoczęły, fotografowałam wszystko jak leci. Drużyny, trenerów, kibiców, pomponiary, w ogóle nie związane z zawodami osoby. Przynajmniej Mateusz nie będzie narzekał na brak zdjęć. No właśnie… Mateusz? Jakoś głupio się czuje mówiąc do nauczyciela po imieniu. Nie zmienia to jednak faktu, że jest strasznie młody i dziwnie wygląda  zwracanie się do niego ,,pan”.
     Nagle z głośników ozwał się głos dyrektorki szkoły. Ogłosiła ona, że zawody się rozpoczęły i symbolicznie zagwizdała gwizdkiem. Pierwsze drużyny zaczęły grę. Jak na amatorów, to ich gra prezentowała się świetnie. Leciał mecz za meczem. W trakcie jednego z nich podeszła do mnie Kaśka.
-Ej, Luna – szepnęła mi do ucha – pamiętasz co masz dzisiaj zrobić?
-Ach… -westchnęłam ciężko. – No wiem, wiem…
-To świetnie – powiedziała ucieszona przewodnicząca. – A tak właściwie, to co ty robisz? – zapytała mierząc aparat w moich rękach.
-Poproszono mnie o robienie zdjęć na dzisiejszych zawodach – odparłam zajęta robieniem kolejnej fotografii.
-Ajć, to ja ci chyba przeszkadzam – powiedziała Kaśka.
-No skąd – odpowiedziałam szczerze. – Przyda mi się towarzystwo, bo ta robota zaczęła mnie już nudzić.
-O! To świetnie! Będziemy miały trochę czasu na powtórzenie całego planu związanego z Igorem – mówiła uradowana Kaśka.

       Po prostu ręce opadają. Liczyłam na towarzystwo, ale nie takie! Już wolę przez resztę swojego życia robić zdjęcia na zawodach, niż słuchać ,,Wielkich Planów Podrywu” Kaśki. To jest tak męczące… Po co ja się zgadzałam? To pytanie cały czas odbija mi się echem w głowie. Ale dzisiaj jest już czwartek. Wieczorem będę miała już z głowy te całe akcje przewodniczącej.
        Nagle Kaśka wyskoczyła z pytaniem, którego nigdy bym się nie spodziewała.
-Nie irytuje cię to? – zapytała zajadając kanapkę.
-Ale co? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-No to, że koło Grześka kręci się teraz masa dziewczyn – odpowiedziała.
-A kręci? – znowu zdałam pytanie całkowicie obojętnym tonem.
-No wiesz… Jest pierwszym w historii szkoły pierwszoklasistą, który został kapitanem drużyny – mówiła zachwycając się. – Wysoki, przystojny. Podoba się masie dziewczyn, nawet tym ze starszych klas.
-Tobie też? – zapytałam drwiąco.
-AAAA! Przestań z tymi pytaniami! – powiedziała zbulwersowana jak małe dziecko. – Dobrze wiesz, że nie. Nie powiedziałam, że wszystkim ze starszych klas. Tylko niektórym. Ma rzesze fanek w całej szkole i po za nią.
-No dobrze, dobrze – powiedziałam lekko rozbawiona zachowaniem Kaśki. – Ale co w związku z tym? Czemu mi to mówisz?
-A nie denerwuje cię to? - zapytała.
-Czemu by miało? – zapytałam zdziwiona lecz przy okazji parsknęłam śmiechem.
-Wiesz… Albo już nic – przerwała nagle.

       Przewodnicząc szybko zmieniła temat. O co jej chodziło? Nawet nie wiem co miało wyniknąć z tej rozmowy. Już wolałam wysłuchiwać jej zachwycania się na temat Igora, niż tych bredni. Od momentu tej dziwnej rozmowy przeskakiwałyśmy z tematu na temat. W między czasie robiłam także zdjęcia. Przez ostatni czas bardzo zbliżyłam się z Kaśką. Wspierałyśmy się, zwierzałyśmy i pomagałyśmy w problemach. Trochę jak przyjaciółki. To miłe uczucie mieć kogoś takiego w zupełnie nowej szkole.
Czas mijał nam bardzo szybko. Nim się zorientowałam rozgrywano już finał. Głowa po prostu mi pękała. Było tak głośno na hali, że z ledwością słyszałam głos Kaśki, która stała metr ode mnie. Zresztą nic dziwnego. Moja szkoła gra w finale. Drużyna ma wsparcie we wszystkich tutejszych licealistach. Kiedy zobaczyłam naszego przeciwnika znieruchomiałam. Nie wiedziałam komu kibicować. Z jednej strony moi znajomi, a z drugiej bracia.
Zaczęła się przerwa przed ostatnią kwartą meczu.  Dostawaliśmy niezłego łupnia. Nie bezpodstawnie faworyzowali szkołę sportową bliźniaków. 80 do 58. Dość wysoka przewaga. Wynik nie zniechęcał jednak kibiców. Dopingowali oni jeszcze głośniej.
Wykorzystałam sytuację, aby porobić zdjęcia finalistom. Zeszłam na dół i fotografowałam odpoczywających zawodników. Drużyna mojej szkoły była bardzo zdeterminowana. Od samego początku przerwy obmawiali taktyki i zagrania.
-Ojojoj, wynik nie wygląda za ciekawie – zagadałam do drużyny spoglądając na tablicę z wynikiem.
-Phi, z gorszych sytuacji udało się nam już wybrnąć – powiedział zirytowany Tomek, obrońca w zespole.
-Będzie trudno, ale z dobrą grą zespołową i pomocą kibiców wszystko jest do zrealizowania – podsumował Grzesiek. – Będziesz nam kibicować? – dodał przeszywając mnie wzrokiem.
-Ha! Zobaczymy! – odpowiedziałam odwracając wzrok.
-Oczywiście, że nie będzie – usłyszałam znajomy głos Bartka, który złapał mnie za rękę i odsunął za swoje plecy.
-Ta jedna jedyna osoba z tej szkoły należy do nas i będzie dopingowała swoich braci. Prawda? – dodał Łukasz.
-Należy, powiadasz? – zapał ironicznie Grzesiek.
-Dokładnie – odpowiedział jeden z bliźniaków, na co napięta atmosfera rosła jeszcze bardziej.
-Przestańcie! – krzyknęłam, ale zostałam całkowicie zignorowana. Wszyscy mieli miny jakby zaraz miało dojść do bójki.
 -Nie traktujcie jej jak swojej własności! – wrzasnął na bliźniaków.
-Czemu, skoro tak jest? – zapytał zgryźliwie Łukasz.-Przeginacie! – wrzasnęłam na braci i w końcu uwolniłam swoją rękę z uścisku Bartka.
 – Grzesiek ma racje. Nie jestem waszą zabawką. Sama zdecyduję co zrobić. – upominałam ich.
 
-Właśnie – przytaknął Grzesiek. – Dlatego będziesz kibicować nam, prawda? – dodał usatysfakcjonowany.
-Źle mnie zrozumiałeś! – warknęłam. 
– Twoją własnością też nie jestem – podsumowałam chcąc wyrwać się z tego towarzystwa.
-O proszę. Troszkę nam się siostra zdenerwowała – powiedział Bartek wyprowadzając mnie z równowagi.
-Zagrajmy więc – powiedział Łukasz przerzucając swój wzrok ze mnie na Grześka. – Wynik meczu. Ten kto wygra ma pełne prawo do Luny.
-Jak śmiecie w ogóle takie coś mówić! – wrzasnęłam zignorowana po raz kolejny.
-Prawo do spędzania czasu, siedzenia wspólnej ławce, a nawet chodzenie do tej samej szkoły – wyjaśnił Łukasz.
-Bez sensu. Nie przeniosą mnie teraz, a wy jeśli mogę zaznaczyć i tak u mnie na razie mieszkacie. – wyjaśniałam, bez skutku.
-Wszystko jest do zrobienia – powiedział łagodnie Bartek spoglądając, to na mnie to na Grześka. – Remont naszego internatu prawie się skończył, więc możemy wynieść się w każdej chwili, a twoje wyniki z gimnazjum z gry w piłkę nożną beż problemu otworzą ci drzwi do naszej szkoły – podsumował spokojnie, na co ja spojrzała tylko na niego bezradnie.
-No to jak, wchodzisz w to? – zapytał Bartek spoglądając na Grześka, którego twarz przybrała dziwny, diabelski wyraz – No chyba, że i tak wiesz, iż nie wygracie.
-Jesteście naprawdę pewni siebie – odpowiedział opanowany, ale po jego oczach było widać, że jest wściekły.
-Co wy sobie myślicie!!! - krzyknęłam.
-No to jak? Zakładamy się – zapytał Łukasz.
-Niech będzie – przytaknął Grzesiek.

         Na te słowa wszyscy się rozeszli, tylko ja zostałam sama i oszołomiona w miejscu niedawnej sprzeczki. Zmarnowana spoglądałam pusto w przestrzeń. Nagle podbiegła do mnie przeszczęśliwa przewodnicząca.-Jej! Jak słodko! Założyli się o ciebie – mówiła pełna energii.
-Ciebie to cieszy? – zapytałam odwracając powoli głowę w jej stronę.
-Trochę. Uważam, że to urocze – powiedziała z głową w chmurach. – Wszystkim tak na tobie zależy, że mało się o ciebie nie pobili. 
-Daj spokój! Jeśli nasza szkoła przegra, będę musiała się przenieść – powiedziałam Kaśce.
-Nie traktuj tego tak poważnie – zaśmiała się przewodniczącą.
-Jeśli tego nie zrobię, to w najlepszym przypadku nie dadzą mi spokoju do końca roku, a w najgorszym pobiją się z chłopakami z naszej szkoły. Nie chcę tego – powiedziała, lekko zrezygnowana.
-Będzie dobrze – pocieszyła mnie Kaśka z wymalowanym uśmiechem – Chodź na trybuny! Mecz się zaraz zacznie – powiedziała chwytając mnie za rękę i ciągnąc za sobą.

Gwizdek oznajmił rozpoczęcie się meczu. Czas płynął bardzo szybko. Wiedział, że bliźniakom bardzo zależy na wyjściu z finału i pojechaniu na rozgrywki między krajowe, ale w głębi serca kibicowałam swojej szkole. Nie chciałam iść do liceum sportowego, ani opuszczać poznanych tu ludzi. Ku mojemu zdziwieniu szala zwycięstwa zaczęła się przechylać. Jak to w ogóle możliwe? Do niedawna przesądzony już mecz zaczął się wyrównywać. Zasiało to promyk nadziei w moi sercu, że wszystko jeszcze może być dobrze.
Gwizdek zakańczający. 96 do 94 dla naszych. Co? Tak wysoki wynik! Bez przesady. I jakim cudem oni wygrali. Przecież to nie możliwe
.-Haha! Mówiłam, że będzie dobrze – roześmiała się Kaśka. – Zawsze tak robią.
-Tak, to znaczy jak? – zapytałam oszołomiona cala sytuacją.
-Przyprawiają kibiców o zawał – odpowiedziała z zadowoleniem puszczając mi oczko.

        Kaśka pociągnęła mnie powrotem na dół i zaczęła gratulować drużynie. Ja jednak od niej uciekłam i poszłam szukać Szymona. Przecież dzisiaj mam misję u niego w domu. Nie trwało to długo. Szybko dogadaliśmy się i umówiliśmy o 17, bo musiałam jeszcze załatwić kilka spraw na mieście. Ruszyłam w stronę szatni. Na szczęście dziś jestem zwolniona z mojej kary za bójkę. Niefortunnie trafiłam na Grześka. Wiedziałam, że odbędziemy ,,ciekawą” rozmowę.
-Hej! – przywitał się z uśmiechem. – Wiesz, że wygraliśmy? – dodał z satysfakcją.
-Tak…, gratulacje – odpowiedziałam odwracając wzrok.
-Nie cieszysz się zbytnio – powiedział smutno. -  Naprawdę wszystko ci jedno, czy chodzisz tu czy gdzie indziej do szkoły?
-Może mam się cieszyć, że uczęszczam do liceum, gdzie stale mnie prześladuje i wyzywa od kurdupla pewien brunet.
-Kto to taki? Skopie mu tyłek – zażartował Grzesiek rozluźniając trochę atmosferę.
– Ale skoro wygraliśmy, to należysz do mnie – tryb chamskiego Grześka znowu się uruchomił.

-Chciałbyś! – wrzasnęłam zasadzając mu kopniaka i wychodząc z szatni niczym obrażone dziecko.

Szybkim tempem opuściłam pomieszczenie. Nagle zwolniłam i odwróciłam się spoglądając na Grześka. Wcale nie był zły za to, że go kopnęłam. Wręcz przeciwnie. Miał bardzo dobry humor. Zresztą tak jak ja. Może udawałam obojętną, ale w głębi serca bardzo cieszę się, ze wygrali.
***
-Rozgość się – powiedział Szymon podając mi szklankę z herbatą i włączając laptopa. – Igor powinien zaraz do nas dołączyć.
-Dziękuję – powiedziałam z uśmiechem. – Myślałam, że się do was spóźnię. Gdybyście ciągle mieszali u rodziców nie miałabym najmniejszego problemu w znalezieniu was.
-Czasami żałuję, że się wyprowadziłem – mówił zmarnowany. – Mieszkanie z Igorem w jednym mieszkaniu to koszmar.
-To czemu się nie wyprowadzisz? – zza pleców Igora wydobył się glos jego starszego brata.
-Bo mimo twoich wad żyje mi się tu całkiem dobrze – zaśmiał się. – I skoro już jesteś to ja uciekam. Dostałem pilną wiadomość. Poradzicie sobie beze mnie, prawda?  - rzucił na pożegnanie.
-Cholerny nierób – rzucił krótko Igor.

         Czas mijał. Zaczęłam przesłuchiwać piosenki. Nie miałam pojęcia jak zabrać się za temat Kaśki. Cały czas rozmawiałam z Igorem, ale nie miałam pojęcia jak wpleść w naszą konwersację temat przewodniczącej. Wzięłam oddech i kiedy już miałam jakoś sklecić wypowiedź o Kaśce, telefon zabrzęczał mi w kieszeni. Wstałam i poszłam zobaczyć o co chodzi.
,,Jak ci idzie?” ~ Kaśka.
       No ta to ma wyczucie czasu. Nie odpisałam. Niech pomartwi się chwilę. Schowałam telefon i wróciłam do Igora.
-Coś pilnego? – zapytał.
-Nie, nie – odpowiedziałam z uśmiechem. – Przewodnicząca dopina wszystko na ostatni guzik i nie daje mi spokoju o dekoracje. Nawet jeśli nie jest zapisana do organizowania dyskoteki i tak sprawuje nad wszystkim piecze.
-To prawda – odpowiedział Igor szukając czegoś na laptopie. – Straszny z niej pracuś – zażartował.

        TAK! Chciało mi się krzyczeć z radości. Nareszcie nasza rozmowa zeszła na właściwy tor. Gadaliśmy i gadaliśmy. Starałam się nie zbaczać z obranego kursu i trzymać cały czas temat Kaśki. Odniosłam wrażenie, że Igor bardzo lubi przewodnicząca, ale nie wie jak zagadać. Według niego jest zupełnie inna niż wszystkie dziewczyny, które kręcą się przy nim. Teraz już z górki. Dałam mu parę rad, pobawiłam się trochę w swatkę i koło dwudziestej ruszyłam do domu. Pośpiesznie wysłałam wiadomość do Kaśki o udanej ,,misji”.

       Już wchodziłam na swoją klatkę schodową, kiedy ktoś zadzwonił do mnie. Byłam wręcz pewna, że to przewodnicząca. Na wyświetlaczu jednak nie pojawiło się jej imię. Numer był nieznany. Odebrałam telefon. Słowa, które teraz usłyszałam wstrząsnęły mną do tego stopnia, że mało nie zemdlałam.
***
Oto moja krwawica xD Trzy tygodnie ten rozdział pisałam. Nie mam zielonego pojęcia czemu mi tak długo zeszło. Tak czy inaczej dzisiaj o 24 mnie natchnęło i przez godzinę napisałam sporą część 9 rozdziału. Jest dobrze xD 
PS. Przepraszam za komplikacje. Nie wiem czemu, ale czasem zjada mi ,,entry" i dialogi wyglądają jak zbity tekst >.<

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam bliźniaków ^^ Ale Ty już chyba o tym wiesz, bo wspominam o tym cały czas, no nie? :D
    Fajnie to wychodzi, jak jeden zaczyna, a drugi dokańcza. xD
    I jak Kaśce się udało. Jednak Igor ją lubi. Nawet chce zagadać!
    To teraz z niecierpliwością czekam na nexta. Co takie powiedzieli Lunie przez telefon? Czy to Angielika, czy może coś innego? ;/

    PS: Wszystkie dialogi Ci połączyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie wiem... Nie wiem czemu tak się stało, ale już to poprawiłam xD

      Usuń
  2. Zabawny rozdział, a bliźniacy są tacy rozkoszni :*Śmiałan się podczas kłótni o Lunę. Czekam na tajemiczy telefon i 9 rozdział :). Zapraszam do mnie na bloga. Jeśli chcesz to zaobserwuj nie obrażę się :).

    H&F
    jaimojaspanielka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko jacy zajefajni bliźniacy! <3 I jeszcze kanapki zrobili! Świetny ten wf-ista! Kurcze pozwolił Jej mówić na Ty :P Jestem ciekawwa co będzie dalej??? Czekam na następny rozdział!

    A Ty jeśli chcesz to zapraszam do udziału w konkursie! chcebyckopciuszkiem.blogspot.com/2014/08/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :D
      PS. Zerknę co to za konkurs :)

      Usuń