9.Jak odbicie w lustrze
Po
skończeniu rozmowy telefonicznej jak burza wpadłam do mieszkania i zaczęłam
pakować podręczną torebkę. Bliźniaki przyglądały mi się z szokiem.
- Co się dzieje? – zapytał Bartek.
-Zamknij się! – wrzasnęłam nie przestając się pakować.
-Oj, przestań. Wiemy, że nasze zachowanie podczas meczu było głupie, ale…
-Co? Nie o to chodzi – mówiłam jak maszyna.
-To o co? – zapytał Łukasz, którego całkowicie zignorowałam.
-Ej, Luna! – krzyknął Bartek łapiąc mnie za nadgarstek.
Przez chwilę się
szarpałam, ale nagle umilkłam. Spuściłam głowę, a do oczu zaczęły napływać mi
łzy. Zanim rozmazał mi się obraz zauważyłam zdezorientowane twarze bliźniaków.
Podeszłam do Bartka i załamana położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Dzwonili z kliniki. Naszej mamie się pogorszyło…
Po tych słowach nie byłam
w stanie powiedzieć już nic więcej. Bartek położył mi jedną rękę na głowie i
zaczął trochę uspokajać. W tym czasie Łukasz zaczął pakować nasze rzeczy i
szykować się do wyjścia.
-Co wy robicie? – zapytałam resztkami sił.
-Chyba nie sądziłaś, że puścimy cię samą – odpowiedział troskliwie Bartek.
Bardzo
mi ulżyło. Bliźniaki potrafią zachowywać się jak ostatni idioci, ale kiedy
sytuacja tego wymaga są naprawdę wzorowymi braćmi. Nie sądziłam, że pojadą do
matki ze mną. Co prawda Bartek i Łukasz nie pokłócili się z nią, ale z całej
rodziny tylko ja utrzymywałam z naszą rodzicielką jako taki kontakt.
Koło
dwudziestej pierwszej siedzieliśmy już w pociągu. Czekała nas długa podróż.
Dopiero o 2:40 mieliśmy być na miejscu. Licząc drobne opóźnienia dotarliśmy o
trzeciej. Nie znaliśmy dokładnego położenia kliniki. Mieliśmy tylko jej adres,
co w nieznanym mieście i tak za wiele nie pomagało. Na stacji na tablicy
ogłoszeń widniała reklamówka taksówek. Łukasz pospiesznie zadzwonił po jedną z
nich. Podaliśmy kierowcy adres. Jechaliśmy przez ciemne miasto jakieś
dwadzieścia minut, ale podróż strasznie mi się dłużyła.
Wysiedliśmy
koło dużego, nowoczesnego budynku. Jeszcze chwile temu byłam strasznie
zdeterminowana, aby tu przyjechać. Teraz niestety zawahałam się przed drzwiami kliniki. Cieszę się, że
miałam ze sobą bliźniaków. Byli naprawdę kojącym wsparciem. To dzięki ich
obecności odważyłam się na przestąpienie progu.
Udaliśmy
się do recepcji. Po podaniu swoich nazwisk zostaliśmy odesłani z jakąś kobietą
na trzecie piętro. W milczeniu przemierzaliśmy długie korytarze. Wsiedliśmy do
windy. W mgnieniu oka znaleźliśmy się przed pokojem numer 67. Nie mogliśmy
jednak wejść. Pielęgniarka zatrzymała nas przed samymi drzwiami, po czym
samotnie weszła do pomieszczenia. Wróciła po około pięciu minutach.
-Przykro mi, ale na razie nie możecie odwiedzić pacjentki – powiedziała
stanowczo.
-Dlaczego? – zapytałam troskliwie, a równocześnie ze strachem w oczach.
-Stan pani Kułak na razie na to nie pozwala. Powiadomię państwa, gdy tylko
sytuacja ulegnie zmianie – odpowiedziała kobieta, na co ja spuściłam tylko
głowę.
- Kpi sobie z nas pani! Przejechaliśmy 600 km, aby odwiedzić naszą matkę –
wrzasnął Bartek.
-Najpierw do nas dzwonicie, a teraz robicie jakieś problemy – dokończył Łukasz.
Bliźniaki zaczęły kłócić się na
dobre z pielęgniarką. Mi w tym czasie robiło się coraz słabiej. Zakręciło mi
się w głowie. Usiadłam na pobliskie krzesło stojące przy ścianie. Ukryłam twarz
w dłoniach. Z oczu zaczęły płynąć mi łzy.
-Wystarczy… - powiedziałam drżącym głosem. – Poczekamy.
Wszystko ucichło. Zdenerwowani bracia usiedli tylko przy mnie nie mówiąc już nic. Pielęgniarka poinformowała nas spokojnie, że o wszelkich zmianach poinformują nas jako pierwszych.
Wszystko ucichło. Zdenerwowani bracia usiedli tylko przy mnie nie mówiąc już nic. Pielęgniarka poinformowała nas spokojnie, że o wszelkich zmianach poinformują nas jako pierwszych.
Czas płynął. Było koło szóstej
kiedy do pokoju mamy weszła jakaś kobieta. Po dziesięciu minutach zaprosiła nas
do środka. Nie wiem czy było to po mnie widać, ale cała się trzęsłam. Powoli
wypuściłam powietrze z ust i weszłam do sali.
-Cała trójka? – powiedziała zdziwiona matka. – Kochani jesteście…
Mówiła słabo, ale ze szczerym uśmiechem. Była bardzo osłabiona. Miała podkrążone oczy i strasznie schudła. Kości policzkowe były teraz bardzo wyraźne. Skórę miała bladą, a niegdyś mocne, grube włosy, zmieniły się w cienkie i matowe. Wyglądała jak wrak człowieka.
Mówiła słabo, ale ze szczerym uśmiechem. Była bardzo osłabiona. Miała podkrążone oczy i strasznie schudła. Kości policzkowe były teraz bardzo wyraźne. Skórę miała bladą, a niegdyś mocne, grube włosy, zmieniły się w cienkie i matowe. Wyglądała jak wrak człowieka.
- Witaj mamuś – powiedziałam z uśmiechem.
-Kopę lat – przywitał się Bartek.
-Jak się czujesz? – zapytał Łukasz.
-Widząc was o wiele lepiej mi się zrobiło – mówiła ocierając łzy. – Dziękuję,
że jesteście przy mnie.
Rozmawialiśmy
długo. Chcieliśmy w te kilka godzin nadrobić stracony czas. Koło ósmej przerwał
nam mój telefon. Na początku nie chciałam odbierać, ale mama kazała mi to
zrobić, pod wymówką, że to może być coś ważnego. Co może być ważniejsze niż ona
teraz? Mimo wszystko uległam. Wyszłam z sali na korytarz i odebrałam telefon.
Na wyświetlaczu pojawiło się imię przewodniczącej.
-Halo.
-Luna? Gdzie ty jesteś? Dziś dyskoteka. Trzeba przygotować salę – mówiła
podekscytowana.
-Dzisiaj mnie nie będzie – odpowiadałam bez emocji. – Na zapleczu w 13 są
gotowe dekoracje. Poproś kogoś o rozwieszenie ich.
-Dobrze. Ale czemu? – zapytała troskliwie.
-Przepraszam… Nie mam czasu rozmawiać.
-Lun…
Rozłączyłam
się. Kaśka najwyraźniej chciała drążyć temat, ale ja nie miałam na to siły. Wyłączyłam
telefon i wróciłam do sali. Uśmiechnęłam się do wszystkich i wplotłam na nowo w
rozmowę. Teraz już nic nam nie
przeszkadzało. Rozmawialiśmy kilka godzin, choć zdawało się jakby to było kilka
minut. Każdy chciał coś opowiedzieć, zwierzyć się, wygadać.
Brak snu dał się jednak we znaki.
Przez nieprzespaną noc zaczęłam się trochę nużyć. Nawet nie wiem kiedy
położyłam się na ramieniu Łukasza i po prostu zasnęłam. Obudziła mnie dopiero
pielęgniarka wchodząca do sali. Kobieta sprawdziła wszelakie aparatury i po
chwili wyszła.
-O! Obudziłaś się. – powiedział Łukasz z uśmiechem na
twarzy.
-Przepraszam. Długo spałam? – zapytałam przecierając oczy.
-Z godzinę lub półtora – odpowiedział Bartek patrząc na zegarek.
-Trzeba było mnie obudzić. – mówiłam
zaspana.
-Przyjechałaś tu do mnie specjalnie w środku nocy. Nie pozwoliłabym cie obudzić
. – wyjaśniła mama.
-Otóż to… w środku nocy – powtórzył Łukasz. – Zadzwonili do Luny wieczorem.
Czemu nie zrobili tego rano?
Chyba w
końcu zostało zadane właściwe pytanie. Nasza rodzicielka spuściła tylko wzrok,
a uśmiech stopniowo znikał z jej twarzy.
-No bo widzicie… To mój ostatni dzień tutaj.
-Co masz na myśli? – zapytał Bartek za całą naszą trójkę.
-Jutro wyjeżdżam za granicę i dzisiejszy termin był dla mnie jakby ostatnim
dzwonkiem, żeby was zobaczyć – mówiła przez łzy.
-Co ty wygadujesz? Przecież zawsze możemy cię odwiedzić, gdziekolwiek byś nie
była. – mówił spokojnie Łukasz.
-Kochani jesteście, ale ja wyjadę naprawdę daleko. I chcę być z wami szczera.
Mój stan nie jest najlepszy. Nie zostało mi dużo czasu, dlatego tak bardzo
zależało mi na dzisiejszym spotkaniu. Nie wiem jak potoczą się moje losy za
granicą, ale wiedzcie, że uczyniliście mnie swoją obecnością najszczęśliwszą
kobietą na ziemi. – powiedziała uśmiechając się do nas serdecznie. – To, że was
mam jest moim największym sukcesem osiągniętym w życiu.
Nic nie
mówiłam. Czułam jakbym miała supeł w gardle. Przyłożyłam tylko ręce do ust i
rozpłakałam się. To była chyba najgorsza sytuacja w moim życiu. W jednej chwili
dowiedziałam się, że najprawdopodobniej ostatni raz widzę swoją matkę. Targało
mną teraz masę emocji. Po bliźniakach nie było tego widać, ale wiedziałam, że w
środku cierpią równie mocno jak ja.
-Przepraszam was chłopcy, ale czy moglibyście na razie
zostawić nas same – powiedziała do bliźniaków.
-Czas na babskie pogaduchy, co? – odpowiedział Bartek wychodząc razem z
Łukaszem.
Zostałyśmy
same. Nie wiedziałam co mam mówić. Przez bardzo długą chwilę siedziałyśmy w
milczeniu. Nagle przerwałam ciszę.
-Bartek i Łukasz mogą zacząć się niepokoić. Czemu chciałaś porozmawiać ze mną
sam na sam?
-Widzisz… Po prostu chciałam ci podziękować osobiście. Za te telefony ,
pocztówki… To dzięki nim poczułam tutaj
cząstkę dawnego życia – mówiła słabym głosem, który przepełniony był mimo
wszystko radością.
-A więc o to chodzi – uśmiechnęłam się. – Dla mnie to też miało duże znacznie.
-Pani Kułak za 5min chcę przeprowadzić badania. Proszę się pospieszyć – poinformowała
nas pielęgniarka, która bardzo nie wyczuła chwili.
-Chciałabym ci coś dać – oznajmiła zdejmując z szyi srebrny łańcuszek z
przepięknym wisiorkiem. – Mam to od bardzo dawna. Mi już się nie przyda, za to
ty będziesz miała moją małą cząstkę zawsze przy sobie – powiedziała kładąc mi
biżuterie na dłoń.
-Jest piękny. Dziękuję – odpowiedziałam zaciskając rękę z łańcuszkiem.
-Dlaczego musisz być tak podobna do mnie? – mówiła zamyślona.
-Co masz na myśli? – zapytałam bardzo zdziwiona.
-Patrząc na ciebie, widzę swoje odbicie sprzed kilkunastu lat. Wierzę jednak,
że nie pogubisz się tak jak ja – powiedziała przykładając mi rękę do policzka i
opierając swoje czoło o moje. – Żegnaj córeczko.
-Nie mów tak. Wiem, że się jeszcze spotkamy. Do zobaczenia – rzuciłam na
pożegnanie
Na
korytarzu zawiesiłam sobie łańcuszek na szyi. Nasza rozmowa jakimś cudem
zadziałała na mnie pozytywnie. Było mi znacznie lżej na duszy. Bliźniaki
spojrzały się tylko na mnie, ale nic nie mówiły. Myślę, że wyczuli mój
polepszony stan. Zabraliśmy się i spokojnie ruszyliśmy na stację.
Siedząc
w pociągu patrzyłam przez okno na przesuwający się krajobraz.
-Mimo wszystko, nie wróciłaś po rozwodzie do panieńskiego nazwiska, co? –
pomyślałam zamykając oczy i usypiając.
***W tym samym czasie. Szkoła.
Impreza zakańczająca festyn.
Perspektywa Natana.***
- LUUUUUUUUUUUUUUDZIE jak stypa – powiedziałem siadając na
krześle obok Grześka i opierając głowę o stół.
-Serio? Spójrz, inni świetnie się bawią. Idź w ich ślady – odpowiedział
znudzony.
-Zrobiłbym to, ale nie mam siły. Musiałem pomóc w dekorowaniu sali.
Wykańczające – mówiłem zmęczony. – Zresztą! Ty też nie jesteś dzisiaj królem
parkietu. Masa dziewczyn chce z tobą zatańczyć. Ziść marzenia którejś.
-Nie mam ochoty – odparł odchylając się do tyłu i patrząc w sufit. – Miałem
inne plany na tą dyskotekę.
-Serio? Jakie? – zapytałem z ciekawości.
-Nieważne już. Posypały się.
-Przysięgam, że jak tylko spotkam Lunę, to ją ukatrupię – powiedziałem wstając
z krzesła i przeciągając się. – Od tych dekoracji strasznie bolą mnie plecy. A
tak na marginesie. Ciekawe czemu jej nie ma?
-Nie mam pojęcia. Podobno przewodnicząca dzwoniła do niej rano, ale niczego się
nie dowiedziała – odpowiedział mi podpierając ręką głowę.
-Może nie przyszła, bo się wkurzyła o zakład – zażartowałem.
-Może…
-Teoretycznie mógłbyś zrobić z nią co chcesz – mówiłem robiąc głupie miny.
-Dureń – odpowiedział śmiejąc się.
Rozglądałem
się po sali. Wszyscy świetnie się bawili. Większość drużyny koszykarskiej
zabawiała się z pomponiarami, Szymon
robił za DJ’a, Igor i Kaśka zarywali do siebie, Angelika ze swoją świtą też
wydawała się dobrze bawić. Tylko obolały ja i Grzesiek, który był dzisiaj
stanowczo nie w sosie, podpieraliśmy ściany.
-Daj mi swój telefon – powiedziałem do Grześka.
-Po co? – zapytał zdziwiony. – Nie masz swojego?
-Padł – powiedziałem pokazując wyłączoną komórkę.
Grzesiek
dał mi swój telefon, a ja wyszedłem z sali na korytarz. Wszedłem w historie
połączeń. Idiota! Udaje obojętnego, a dzwonił do niej kilkanaście razy. Teraz ja
spróbuję się skontaktować z Luną.
Abonent czasowo niedostępny.
By cię
szlag. Mogłabyś chociaż włączyć telefon.
Wyrzuciłem z historii wykonane przeze mnie
połączenie. Puściłem strzałkę na swój domowy, aby mieć wymówkę. Wróciłem na
salę. Udawałem, że musiałem załatwić jakąś sprawę rodzinną. Jeszcze przez
dłuższą chwilę gadałem z Grześkiem.
-Dobra! Dość! – powiedziałem wstając z krzesła. – Luna z
rana zachowywała się bardzo dziwnie, z tego co mówiła Kaśka. Wyłączyła telefon.
Do nikogo nie zadzwoniła, ani nawet nie napisała. Nie wiem co jest grane.
Przyjaźnimy się od podstawówki. To do niej nie podobne, aby tak znikać bez
słowa. Robię jej wjazd na chatę.
-Zdurniałeś do reszty – powiedział Grzesiek podnosząc na mnie wzrok.
-Może. Ale co mi tam. I tak dzisiaj nie mam ochoty na dyskotekę. A skoro
zdurniałem, to ty razem ze mną. Idziemy razem – powiedziałem pewny siebie. Skoro sam się nie odważy, aby tam pójść, to ja go do tego zmuszę.
Myślę,
że nikt nie widział naszego wyjścia, mimo, że dosłownie silą zaciągnąłem
Grześka do tramwaju. Dojechaliśmy na miejsce. Zawiodłem się. W mieszkaniu
nikogo nie było. Wyszliśmy z budynku.
-Poddają się – powiedziałem zrezygnowany.
-Może pojechała gdzieś na weekend? – rzucił opcję Grzesiek.
-Możliwe, ale czemu nic nie powiedziała? – zrobiłem minę obrażonego dziecka.
Postanowiliśmy
wrócić do domu.. W pewnym momencie Grzesiek wysiadł i zostałem w tramwaju
całkiem sam. Włączyłem telefon. Teraz już nie musiałem udawać, że mi się
rozładował. Nie minęła minuta, a zadzwonił Szymon.
-Halo.
-Stary, gdzie was wywiało?
-Jakoś nie mogliśmy się z Grześkiem wczuć.
-Dobra, dobra. Ale następnym razem uprzedźcie kopciuszki, że wyjdziecie przed
północą. Wszyscy się o was pytali.
-No okej.
-Na razie.
-Trzymaj się.
Rozłączyłem
się. Po tej rozmowie spróbowałem jeszcze kilka razy skontaktować się z Luną.
Bez skutku. Zacząłem patrzeć przez okno na spadające pałatki śniegu.
-Podejrzewam z kim związane były te twoje dzisiejsze plany.
Naprawdę jesteś idiotą, że się boisz do tego przyznać, Grzesiek – powiedziałem
do siebie zanim wysiadłem z tramwaju i ruszyłem do domu.
***
Dzisiaj rozdział trochę smutny. Mimo takiego nastroju w nim panującego, napisałam go bardzo szybko. Widocznie noc mi służy i dodaje weny. ^^ Ostatnie 2 rozdziały napisałam ok. 2-3 nad ranem. xD
Na pisanie rozdziałów noc jest najlepsza, no nie? :D Ja również największy przypływ weny mam w nocy xD
OdpowiedzUsuńPoruszający moment. Współczuję Lunie, że tak się potoczyło z jej matką. Mam nadzieję, że będzie ona miała jeszcze szansę na spotkanie się z nią. :))
Bliźniaki i Natan... Jak ja ich lubię...
Dokładnie. W nocy mam tyle pomysłów i chęci na pisanie, że szok :D
UsuńPopłakałam się na tym rozdziale ;(. Świetny był. Czekam na 10 ! ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńBardzo smutny ale z tym wisiorkiem to piekne ja kiedyś dostalam od mojej prababci towarzyszy mi do dziś :) podziwiam o 3 to ja już nie myślę. ;/ rozdział wzrusza Jestem ciekawa co będzie dalej
OdpowiedzUsuńchcebyckopciuszkiem.blogspot.com/
Ło zazdroszczę *-* Piękną pamiątkę masz po prababci :)
Usuń